niedziela, 17 listopada 2013

(63) 27. Randka & Mętlik w głowie.

„Pamiętam jak kiedyś mówiłaś mi, że nie ma czegoś takiego jak miłość, ale to wszystko zmieniło się, gdy pojawił się ktoś, kogo pokochałaś od razu, choć sama jeszcze o tym nie wiedziałaś. Nie pozwól, aby twoje przeczucia sprawiły, że już na zawsze o nim zapomnisz.” - Vanessa Marano.

*Oczami narratora.*
Rano każdy obudził się z ogromnym bólem głowy. Oczywiście każdy z nich pamiętał wczorajszą imprezę do jakiegoś konkretnego momentu. W nocy zasypali gdzie tylko popadnie. Laura, Vanessa i Raini spały na kanapie w salonie, Rocky i Ryland na schodach, Calum na podłodze, Rydel i Riker w swoich pokojach, a Cody w gościnnym. Po 9:00 rano w dziewiątkę spotkali się w kuchni i odgrzali sobie pizzę, której nie zjedli na imprezie. Przy spożywaniu posiłku trochę pojękiwali, ale po wypiciu po szklance wody, poprawiło im się. Tego samego nie można było powiedzieć o Rossie, który teraz zwijał się z bólu na łóżku w swoim pokoju. W miejscu, w które wczoraj został uderzony, został jeden wielki, różowy siniak. Gdy tylko Ross dotknął, nawet opuszkiem palca, tego miejsca, czuł przeszywający całe jego ciało ból. Powoli podniósł się z łóżka i wszedł do łazienki. Odkręcił prysznic i ściągając z siebie ubranie wszedł pod niego. Chociaż nadal bolał go brzuch, czuł polepszający się stan dzięki spływającej po jego ciele wodzie. Po kilku minutach skończył się myć i wycierając swoje wilgotne ciało założył na siebie wcześniej przygotowane ubranie. - O matko, ale boli. - Powiedział dotykając swojego brzucha. Wyszedł z łazienki i zszedł na dół. Na, jego zdaniem, szczęście nikogo tam nie było. - Wow, nawet posprzątali. - Zaśmiał się. Wszedł do kuchni i zrobił sobie jajecznicę, a do szklanki wlał niegazowaną wodę mineralną. Gdy skończył konsumować posiłek, usłyszał dzwonek do drzwi. Powoli podniósł się z fotela i zmierzył w kierunku drzwi. Otworzył je, a tuż przed nim pojawiła się Olivia. - Olivia? Hej. - Powiedział i ją przytulił, a ta odwzajemniła gest. - Co tutaj robisz? - Zapytał gdy przeszli do salonu.
- Chciałam z tobą porozmawiać. - Rzekła.
- Ok, to chodźmy do mojego pokoju. - Powiedział i już po chwili znaleźli się w pomieszczeniu.
- Ross nie jest mi łatwo zacząć tą rozmowę. - Olivia usiadła na łóżku chłopaka, a Ross uczynił to samo, ale podczas siadania jęknął z bólu co nie uszło uwadze blondynki. - Ross, co się stało? - Zapytała z troską.
- Nic. - Odpowiedział próbując okryć, że okropnie boli go brzuch, ale Olivia i tak to zauważyła.
- Mhm, na pewno. - Rzekła. Ross złapał się za brzuch i momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Zerwał się z miejsca i wbiegł do łazienki, a tam klęczą przy sedesie, zwymiotował. Olivia widziała to wszystko przez uchylone drzwi, których chłopak nie zdążył zamknąć, gdy w pośpiechu wbiegł do „pokoju czystości”. Rossowi po kilku minutach zrobiło się odrobinę lepiej i spłukując wodę w toalecie i poprawiając swój stan wrócił do pokoju. Tam zastał stojącą na środku Olivię, która widocznie czekała na wyjaśnienia. Brązowooki wiedział, że bez rozmowy się nie obejdzie. - Teraz nie owijaj w bawełnę i powiedz co ci jest. - Zganiła go.
- Po prostu źle się poczułem. - Trzymał przy swoim.
- To ma coś związanego z wczorajszą imprezą?
- Skąd o niej wiesz?
- Mam swoje sposoby, ale lepiej odpowiedz na moje pytanie.
- Tak, ale nie chcę o tym mówić. - Po tych słowach położył się na łóżku, jednak bluzka mu się podwinęła i było widać fragment jego siniaka. Olivia to zauważyła i podeszła do niego.
- O to, to co? - Wskazała na różowe miejsce, a Ross szybko naciągnął koszulkę.
- Nic. - Powiedział, jednak dziewczyna mu nie uwierzyła.
- Takie gierki to nie ze mną. - Powiedziała i powoli podwinęła koszulkę Rossa. Siniak jaki zastała na brzuchu chłopaka sprawił, że przez chwilę nie wiedziała co zrobić. - Kto..... kto ci to zrobił? - Wydukała.
- Nieważne. - Powiedział zawstydzony chłopak.
- Ważne, to Cody ci to zrobił?
- Tak, ale był pijany.
- Był czy nie był, uderzył cię, a ja na to nie pozwolę. - Miała już wyjść z pokoju, ale chłopak ją zatrzymał.
- Stój! - Krzyknął ledwo co wstając z łóżka, a Olivia odwróciła się w jego stronę. Podszedł do niej tak blisko, że teraz dzieliły ich tylko centymetry. - Nie rób tego. Cody jest zły, to prawda, ale wtedy był pijany i nie wiedział co robi. - Wytłumaczył.
- Jesteś zbyt dobry. On cię krzywdzi psychicznie i fizycznie, a ty nic z tym nie robisz. - Powiedziała patrząc mu w oczy. Ross mógł dostrzec w nich blask, którego dawno nie widział. Tak naprawdę, był to blask miłości, która zakwitła w sercu dziewczyny jakiś czas temu. Tym uczuciem oczywiście dażyła stojącego przed nią chłopaka.
- Jakoś to przeżyję. - Powiedział i się uśmiechnął. Tak naprawdę był to chyba jego pierwszy szczery i szeroki uśmiech od zdrady Laury, o której starał się za wszelką cenę zapomnieć. Gdy był z Olivią udawało mu się to, bo sam nie wiedział czemu, ale czuł, że przy niej nie można zaznać smutku. - Co chciałaś mi powiedzieć, gdy przyszłaś tutaj? - Zapytał po kilku sekundach milczenia, a Olivii od razu przypomniał się temat, na który miała odbyć się wspomniana rozmowa. Bardzo się jej bała, bo zamierzała powiedzieć chłopakowi co czuje, ale mogłoby być tak, że chłopak nie czuje do niej tego samego i wtedy jej zdaniem ich długoletnia przyjaźń mogłaby się tak po prostu z dnia na dzień skończyć. Wiedziała jednak, że chłopak zasługuje na dowiedzenie się prawdy i dlatego wzięła głęboki oddech.
- Podobasz mi się. - Powiedziała prosto z mostu, a Rossa najzwyczajniej w świecie zamurowało. Nigdy nawet nie przeszłoby mu przez myśl, że jego najlepsza przyjaciółka mogłaby czuć do niego coś więcej niż przyjaźń.
- Olivia, ja.... - Nie dokończył, bo dziewczyna mu przerwała.
- Ross, wiem, przepraszam. Po prostu chciałam abyś wiedział, że czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń. Nie mówię, abyś powiedział, że też to czujesz, bo pewnie tak nie jest, ale masz prawo wiedzieć i dlatego ci to powiedziałam.
- Dzięki, doceniam szczerość. - Powiedział i pocałował dziewczynę w policzek.
- To znaczy, że nie jesteś na mnie zły i nasza przyjaźń się nie skończy.
- Oczywiście, że nie. Może nie czuję do ciebie tego samego, ale wiem, że mi na tobie zależy i nie pozwolę ci odejść z powodu nieodwzajemnionych uczuć.
- Dziękuję. - Powiedziała i się przytulili. Potem włączyli film i pogrążyli się w oglądaniu seansu.

*Tymczasem w domu państwa Marano.*
Laura siedziała właśnie w swoim pokoju i szykowała się na swoją pierwszą randkę z Cody'm. Gdy byli w mieście umówili się na 19:00, a jest 17:00, więc Laura ma jeszcze równe 2 godziny na przygotowanie się. - Nie popieram tego związku. - Powiedziała Vanessa stojąc przy lustrze z biżuterią swojej siostry w rękach.
- A ty znowu swoje? Kocham go i to on pomógł mi wyjść na prostą i porzucić ciemną i bezczelną mnie. - Rzekła szatynka z pretensjami w głosie.
- On ci pomógł? Przecież doskonale wiesz, że znów stałaś się miłą Laurą po rozmowie z Rossem. Już zapomniałaś o tym jak mówiłaś, że go kochasz? - Powiedziała, a Laura poczuła dziwne ukłucie w sercu, jednak postanowiła to zignorować.
- To już przeszłość. - Mruknęła udając niewzruszoną słowami starszej siostry.
- Sama doskonale wiesz, że o przeszłości nigdy się nie zapomina. Chociaż nie ważne jak bardzo byśmy tego chcieli, nie da się, najzwyczajniej w świecie się nie da. Sama doskonale pamiętam jak kiedyś mówiłaś mi, że nie ma czegoś takiego jak miłość, ale to wszystko zmieniło się, gdy pojawił się ktoś, kogo pokochałaś od razu, choć sama jeszcze o tym nie wiedziałaś. Nie pozwól, aby twoje przeczucia sprawiły, że już na zawsze o nim zapomnisz. Twoje serce doskonale wie, że nadal go kochasz, ale tutaj problem tkwi w twojej głowie.
- Przestań, słyszysz? Nie kocham go, teraz liczy się dla mnie tylko Cody, a moje uczucie do Rossa się wypaliło, więc przestań mi wmawiać, że jest inaczej, bo nie jest. A teraz lepiej wyjdź, sama sobie poradzę. - Powiedziała i wskazała na drzwi wejściowe do pokoju. Vanessa, aby nie denerwować siostry, nic więcej nie powiedziała i wykonała jej polecenie. Laura za to podeszła do szafki nocnej, na której było jej zdjęcie z Rossem. Uśmiechnęła się na samo wspomnienie tego dnia i kontynuowała przygotowywanie się na swoją randkę. W łazience założyła ciemnoniebieską sukienkę przed kolano oraz złote wysokie buty. Do tego dobrała bransoletkę w tym samym kolorze i naszyjnik, a grzywkę spięła w warkocza i przypięła wsuwką do tyłu. Zrobiła sobie jeszcze lekki makijaż i wróciła do pokoju. Tam wyjęła swoją małą błękitną torebkę i włożyła do niej telefon, portfel i szminkę. Gotowa usiadła na łóżku, wyjęła swój pamiętnik i zaczęła w nim pisać.
Drogi pamiętniku!
Dzisiaj o 19:00 mam swoją pierwszą randkę z Cody'm, bardzo się denerwuję, chociaż chyba nie mam czym. Bardzo mi na nim zależy i chciałabym, aby ta randka była idealna. Od tego zależy nasz dalszy związek. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. No nic, muszę już kończyć, bo słyszę, że dzwoni mój telefon, ale jeszcze później się odezwę.
♥ Love Laura. ♥
Laura nie myliła się, jej telefon wydał charakterystyczny dźwięk SMS'a. Dziewczyna szybko weszła w nieodebrane wiadomości i przeczytała najnowszą od jej chłopaka. - „Laura, wybacz, ale nie możemy się dzisiaj spotkać. Mojej babci nagle coś się stało i trafiła do szpitala, a ja muszę się nią opiekować. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz i wybaczysz mi.” - Dziewczynie zrobiło się smutno, ale szybko odpisała chłopakowi wiadomość. - „Spoko, rozumiem. No nic, umówimy się innym razem.” - Szybko zmyła swój makijaż i się umyła. Przebrana w piżamę usiadła na łóżku i włączyła sobie, niedawno nabyty film. Oglądała go jakiś czas, aż zmorzył ją sen.

*W następnym rozdziale.*

Cody przeprasza Laurę i wręcza jej kwiaty. W tym czasie Ross zdaje sobie sprawę, że chyba zaczyna coś czuć do Olivii. Czy Cody i Laura pójdą na upragnioną przez dziewczynę randkę? Czy Ross naprawdę zakochał się w Olivii? Na odpowiedzi musicie poczekać do następnego rozdziału.
Premiera już 19.11.13.

**********
Witam was kochani. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, bo uwierzcie mi, w następnym będzie się dużo działo. Chętnie bym jeszcze się rozpisała, ale niestety czas mnie goni.
Całuski ;-* Marta Lynch.

czwartek, 14 listopada 2013

(62) 26. Impreza & Niechciane wydarzenia.

„'Nadzieja' – niby jedno krótkie słowo, a znaczy tak wiele. Ta nadzieja, którą miałem w swoim sercu przez długi czas, właśnie umarła.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
Dzisiejszy dzień przez wszystkich nazywany „wtorkiem” zapowiadał się obiecująco. Wczoraj okazało się, że uczniowie szkoły muzycznej w Los Angeles do szkoły będą mogli przyjść dopiero w poniedziałek. Wszystkich cieszyła ta informacja i z tej okazji Delly, Rik, Rocky i Ryland postanowili zorganizować imprezę w gronie najbliższych. Rossowi osobiście nie podobał się ten pomysł, ale to tylko dlatego, że reszta rodzeństwa chciała ją zrobić nie informując o całym tym pomyśle rodziców. - Mówię wam to zły pomysł, lepiej im powiedzieć. - Mówił już po raz setny dzisiaj, jednak nikt nie zwrócił na niego żadnej uwagi. Rodzeństwo bardziej wolało zająć się organizacją przyjęcia niż słuchać ich zdaniem „nieodpowiedzialnego i kłamliwego smarkacza”. Taką opinię sobie o nim wyrobili przebywając z Cody'm. Ross poddał się i zaprzestał przekonywać rodzinę do powiedzenia o wszystkim rodzicom. Nie chcąc przeszkadzać reszcie wrócił do swojego pokoju, a tam zaczął grać na gitarze dopiero co wymyśloną melodię. Pracował nad nią kilka godzin, aż zmorzył go sen. Obudziła go dopiero muzyka lecąca z dołu. - „Pewnie impreza się zaczęła.” - Pomyślał i wyszedł z pokoju. Nie mylił się, na dole wszyscy bawili się na całego. Ross dostrzegł, że gośćmi są: Laura, Vanessa, Raini, Calum i Cody. Chcąc pozostać niezauważonym, zszedł na dół i niepostrzeżenie wszedł do kuchni. Tam napił się wody i zjadł przygotowaną przez siebie kanapkę. Miał już wychodzić, ale do pomieszczenia wszedł Cody. Widać było gołym okiem, że chłopak pił alkohol. Brązowooki podszedł do Rossa i łapiąc go za ubrania przycisnął do jednej ze ścian.
- Widzisz, w końcu osiągnąłem to co chciałem. Twoja dziewczyna się we mnie zakochała, a twoi przyjaciele i rodzina wolą mnie od ciebie. - Powiedział. Te słowa choć proste i łatwe do wypowiedzenia, zabolały. Tak bardzo zabolały Rossa. Prawdą jest, że słowa ranią bardziej niż nóż, bo rana po nożu się zabliźni, a rana po słowie może pozostać już do końca życia.
- Tak, gratulację, osiągnąłeś to co chciałeś, zadowolony? - Zapytał.
- Oczywiście, że tak, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że cierpisz. Najbardziej boli cię to, że Laura jest teraz ze mną, prawda?
- Nie, to był jej wybór.
- Tak, w sumie to nie wiem jak mogłeś pokochać taką dziewczynę jak ona, przecież to ofiara losu.
- Nigdy nie mów tak o Laurze...... Ale to znaczy, że ty jej nie kochasz?
- Oczywiście, że nie, jak miałbym ją pokochać? - Powiedział, puścił Rossa i wyszedł z kuchni. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że Laura słyszała całą tą rozmowę, jednak nie zabolały jej słowa Cody'ego, tylko Rossa. Sama nie wiedziała dlaczego, ale tak było.
- Idź, pogadaj z nim. - Usłyszała nagle kobiecy głos za swoimi plecami. Odwróciła się i ujrzała przed sobą Vanessę, która widziała jak Laura podsłuchuje rozmowę Rossa i Cody'ego. - Przecież ty go nadal bardzo kochasz. - Dokończyła.
- To nie prawda, a jeśli chodzi o rozmowę, to nie miałabym odwagi, aby z nim porozmawiać. - Powiedziała i posmutniała. Vanessa, jednak to zignorowała i popchnęła swoją młodszą siostrę tak, że ta wpadła na Rossa. - Prze..... przep.... przepraszam. - Wydukała patrząc mu w oczy.
- Nic się nie stało. - Odpowiedział ledwo łapiąc oddech i chciał już iść, ale dziewczyna go zatrzymała.
- Zaczekaj. - Powiedziała i się do niego zbliżyła tak bardzo, że teraz dzieliły ich tylko milimetry. Ross poczuł ciepły oddech dziewczyny na swojej szyi i momentalnie od niej odskoczył.
- Ty piłaś? - Zapytał.
- Tylko trochę. - Skłamała, jednak Ross jej nie uwierzył. - Ok, dwa piwa i wino. - Dodała.
- Po takiej ilości jutro nie będziesz nic pamiętała.
- I co z tego, chcę korzystać z życia.
- To korzystaj, ale beze mnie. - Powiedział i wrócił do swojego pokoju. Nie mógł, jednak tam zbyt długo usiedzieć, więc wziął swój śpiewnik i wyszedł z pomieszczenia. Niepostrzeżenie wszedł do studia nagraniowego. Włączył nagrywanie i zaczął śpiewać ostatnio napisaną przez niego piosenkę, oczywiście była ona smutna.
„I nawet kiedy będę sam
Nie zmienię się, to nie mój świat
Przede mną droga którą znam,
Którą ja wybrałem sam

Tak, zawsze genialny
Idealny muszę być
I muszę chcieć, super luz i już
Setki bzdur i już, to nie ja

I nawet kiedy będę sam
Nie zmienię się, to nie mój świat
Przede mną droga którą znam,
Którą ja wybrałem sam

Wiesz, lubię wieczory
Lubię się schować na jakiś czas
I jakoś tak, nienaturalnie
Trochę przesadnie, pobyć sam
Wejść na drzewo i patrzeć w niebo
Tak zwyczajnie, tylko że
Tutaj też wiem kolejny raz
Nie mam szans być kim chcę

I nawet kiedy będę sam
Nie zmienię się, to nie mój świat
Przede mną droga którą znam,
Którą ja wybrałem sam

Noc, a nocą gdy nie śpię
Wychodzę choć nie chcę spojrzeć na
Chemiczny świat, pachnący szarością
Z papieru miłością, gdzie ty i ja
I jeszcze ktoś, nie wiem kto
Chciałby tak przez kilka lat
Zbyt zachłannie i trochę przesadnie
Pobyć chwilę sam, chyba go znam

I nawet kiedy będę sam
Nie zmienię się, to nie mój świat
Przede mną droga którą znam,
Którą ja wybrałem sam (2x).” *

Gdy skończył, usłyszał krzyki dobiegające z dołu. Szybko wyszedł ze studia i zobaczył jak na dole Cody i Ell się biją. Widać było, że byli mocno upici. Ross zszedł na dół i stanął przy towarzystwie. - Nie daruję ci, że chciałeś pocałować Rydel! - Wykrzyknął Ratliff Cody'emu prosto w twarz. Temu wszystkiemu przyglądał się Riker, Ryland, Rocky, Calum i Rydel. Vanessa, Laura i Raini już zasnęły. Ell już chciał walnąć pięścią w twarz Cody'ego, ale w ostatniej chwili pojawił się między nimi Ross i złapał pięść chłopaka w otwartą dłoń, a potem ją ścisnął tak żeby nie mógł jej uwolnić.
- Ell, on nie jest tego warty. - Powiedział blondyn.
- Nie będziesz mu mówił co ma robić, cieniasie. - Powiedział Cody i odepchnął go uderzając z całej swojej siły z pięści w jego brzuch. Ross syknął z bólu i zgiął się w pół opadając na kanapę. Ból jaki czuł w tym miejscu był niewyobrażalnie wielki. Każdy widział w jakim stanie jest chłopak, bo nagle zrobił się blady jak ściana. Zaczęło mu się kręcić w głowie i na oczach wszystkich zemdlał. Reszta była nietrzeźwa i nie wzięła na poważnie stanu chłopaka, ale prawdą było, że Rossowi przydałaby się fachowa pomoc. Przyjaciele rozeszli się i poszli spać do swoich lub gościnnych pokoi, a Ross odzyskał przytomność dopiero po kilkunastu minutach. Nadal czuł ból, ale tym razem był to rodzaj ucisku w okolicy podbrzusza. Powoli wstał z kanapy i schylając się i trzymając za brzuch wszedł po schodach. Ledwo co wszedł do pokoju, poszedł spać, nawet się nie myjąc. Za bardzo go bolał brzuch, aby mógł się jeszcze umyć. Zasnął dopiero po 4:00 nad ranem.

* - Myslovitz - „Długość dźwięku samotności”.

*W następnym rozdziale.*

Cody i Laura umawiają się na randkę, a w tym samym czasie Olivia próbuje zbliżyć się do Rossa. Co wyjdzie z randki Cody'ego i Laury? Czy Olivii uda się poderwać Rossa? Na odpowiedzi czekajcie do 27 rozdziału.
Premiera już 17.11.13.

**********
Udało mi się wstawić rozdział wcześniej, co mnie bardzo cieszy. Wiem, że jest nudny i nijaki, ale następny jest lepszy. Mam nadzieję, że chociaż w jakimś małym stopniu przypadł wam do gustu i zostawicie jakiś komentarz pod TYM postem.
Całuski ;-* Marta Lynch.

poniedziałek, 11 listopada 2013

(61) 25. Nowa para & Artykuł.

„Czasem z pozoru błahe rzeczy mogą dla kogoś znaczyć więcej niż nam się wydaje.” - Olivia Holt.
*Oczami Laury.*

Rano wstałam po 8:00, a to dlatego, że wczoraj do późna siedział u mnie Cody. Tak bardzo się cieszę, że jesteśmy razem. Umówiłam się dzisiaj z nim w parku o 10:30, a stamtąd pójdziemy do kawiarni, w której spotkamy się z Raini, Calumem, Ell'em, Rydel, Rocky'm, Rikerem, Rylandem i Vanessą, która tam pracuje. Dzisiaj cała szkoła ma odwołane lekcje z powodu malowania korytarza, więc tym lepiej dla nas. Wstałam z łóżka i podeszłam do kanapy. Wyjęłam z niej strój, według mnie idealny na spotkanie z przyjaciółmi, i weszłam z nim do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w przygotowane ubranie. Potem zrobiłam sobie lekki makijaż, a włosy spięłam w koka. Zadowolona z efektu swojej pracy wyszłam z łazienki i biorąc do ręki torebkę w kolorze bluzki z telefonem, portfelem, chusteczkami i szminką, zeszłam na dół. W kuchni napiłam się soku pomarańczowego i zjadłam jabłko. - Witaj córeczko, ślicznie wyglądasz. - Powiedział mój tata wchodząc do kuchni. - Z kim się umówiłaś? - Zapytał.
- Hej, dzięki. Umówiłam się z przyjaciółmi i moim nowym chłopakiem. - Powiedziałam na jednym tchu.
- Aha, a kiedy zdążyłaś pogodzić się z Rossem?
- Tato to Cody jest moim chłopakiem, a nie Ross. Ross to przeszłość, nie kocham go, rozumiesz? - Powiedziałam zupełnie tak jakbym kłamała.
- Ok, nie popieram tego związku, ale skoro jesteś z nim szczęśliwa to spoko.
- Dzięki tato i pamiętaj ja kocham Cody'ego, nie Rossa, rozumiesz? Owszem jeszcze tak niedawno czułam, że jest miłością mojego życia, ale teraz jest inaczej. Cody jest moim chłopakiem i to jego kocham najbardziej na świecie. - Wyznałam.
- Próbujesz przekonać mnie czy siebie?
- Yyyyy......... ciebie?
- Coś mi się nie wydaje. Kochanie od prawdziwej miłości nie da się uciec. Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś „Jest taka miłość, która nie umiera do końca, choć zakochani od ciebie odejdą.”. Ty i Ross jesteście tego przykładem. Pewnie wydaje ci się teraz, że blefuję i moje słowa nie mają żadnego pokrycia, ale wiedz, że prędzej czy później sama zdasz sobie sprawę, że nigdy nie przestałaś kochać Rossa.
- Tak, tak. Mogę już iść? - Zapytałam znudzona.
- Hmm, ok, idź, tylko przemyśl moje słowa. - Odpowiedział, a ja podziękowałam mu całując go w policzek, po czym szybko wyszłam z domu. Gdy byłam w parku miałam jeszcze 20 minut do spotkania z Rossem, to znaczy Cody'm. Świetnie przez mojego tatę, nie mogę przestać o nim myśleć. Usiadłam na jednej z ławek i rozkoszując się piękną, słoneczną pogodą, patrzyłam na dzieci bawiące się w berka, psy goniące wiewiórki, bądź zakochane pary przechadzające się pomiędzy alejkami. W pewnej chwili ktoś zasłonił mi oczy.
- Zgadnij kto to. - Usłyszałam za plecami.
- Hm, R... - W tym momencie przerwałam. - Cody?
- Gratulacje, zgadłaś. - Szatyn odsłonił mi oczy, pocałował w policzek i stanął na wprost mnie. - Idziemy? - Zapytał i wyciągnął do mnie rękę.
- Tak. - Powiedziałam i złapałam jego dłoń. Wstałam z ławki i trzymając się za ręce poszliśmy do kawiarni. Gdy dotarliśmy, wszyscy już siedzieli przy stoliku, łącznie z Vanessą, która akurat miała przerwę. - Hej wam. - Powiedziałam i usiadłam obok Raini, a Cody obok mnie.
- Chcecie nam coś powiedzieć? - Zapytała Van, która akurat widziała jak trzymamy się za ręce.
- Jesteśmy razem. - Rzekłam, a wszyscy zaczęli nam gratulować. Zupełnie tak samo było, gdy R5 i Ryland dowiedzieli się, że Ross się ze mną spotyka. Och, muszę przestać o nim myśleć. Teraz jestem z Cody'm i tylko to się dla mnie liczy. Każdy z nas zamówił jakiś napój, ja postawiłam na shake truskawkowy, Raini i Calum cappuccino, Vanessa czekoladę z mlekiem, Rydel shake waniliowy, Ell jabłkowy, a Rocky, Riker, Ryland i Cody kawę mrożoną. W swoim towarzystwie bawiliśmy się świetnie, nie obyło się bez wygłupów i żartów. Rozmawiając mijały nam kolejny godziny.

*Oczami narratora.*
W czasie gdy przyjaciele wygłupiali się i śmiali bez Rossa, on siedział smutny w swoim pokoju na łóżku. Doskonale wiedział gdzie i z kim spotyka się dzisiaj jego rodzeństwo i Ell, bo rano podsłuchał jak planują spędzić ten czas, jednak nie chciał po raz kolejny prawić im kazania na temat tego jaki Cody jest fałszywy. Pomimo wszystko nadal miał nadzieję, że w końcu nadejdzie taki dzień, w którym jego rodzina i przyjaciele przejrzą na oczy, że Cody jest dwulicowym i zadufanym z sobie małolatem. Jednak z każdym następnym dniem ta nadzieja była coraz słabsza i bliska zgaszenia jak ognia rozpalanego w kominku. - Dzyń, dzyń. - Ten dźwięk wyrwał blondyna z rozmyśleń. Musiał otworzyć drzwi, bo nikogo innego nie było w domu. Rodzice R5 pojechali na kilka dni do rodziców Stormie, więc dzieci mają cały dom dla siebie. Ross otworzył drzwi i już po chwili pojawiła się w nich Olivia. - Hej Liv. - Powiedział i przytulił swoją przyjaciółkę, a ta odwzajemniła gest. Dziewczyna zgodnie z prośbą blondyna weszła do środka i stanęła na wprost niego.
- Dowiedziałam się, że jesteś sam w domu, więc chciałam ci jakoś dotrzymać towarzystwa. - Powiedziała. - Oczywiście jeśli chcesz. - Dokończyła.
- Jasne, że chcę. - Powiedział i zaprowadził dziewczynę do swojego pokoju. - Może obejrzymy jakiś film? - Zaproponował gdy znajdowali się już w pomieszczeniu.
- Dobra, to ty jakiś wybierz, a ja pójdę zrobić nam popcorn.
- Ok. - Dziewczyna wyszła, a Ross zaczął wybierać odpowiedni film. W końcu zdecydował się na „Straszny film 5”. Gdy skończył wszystko ustawiać zadzwonił do niego telefon. Szybko go odebrał, bo jak się okazało dzwonił Leo.
ROZMOWA TELEFONICZNA
R(Ross): Halo?
L(Leo): Hej Ross to ja Leo.
R: Cześć, coś się stało?
L: Tak, sądzę, że powinieneś o tym wiedzieć.
R: Ale o czym?
L: Wpisz w wyszukiwarkę adres, który zaraz ci podeślę.
R: Ok, ale......
KONIEC
Nie zdążył dokończyć ponieważ chłopak się rozłączył. Po chwili Ross otrzymał SMS'a i wpisał link z nim zawarty do wyszukiwarki. Na otwartej stronie pojawił się pewien artykuł. Ross przeczytał głośno jego tytuł i treść, a temu wszystkiemu przysłuchiwała się Olivia.

„Tak, jesteśmy parą.” - wyznaje Laura Marano.
Dzisiaj widziano gwiazdę w towarzystwie przystojnego Cody'ego Christiana. Jak twierdzą świadkowie, para trzymała się za ręce i przytulała do siebie. - „Tak, to prawda, oficjalnie jesteśmy parą.” - potwierdziła Laura odpowiadając na pytanie jednego z reporterów. Jeszcze tak niedawno nastolatka spotykała się z muzykiem i tancerzem Rossem Lynchem, ale jak widać szybko znalazła sobie pocieszenie u innego. Czy ten związek to coś poważnego? A może to tylko chęć wywołania zazdrości u ex-chłopaka? Na te odpowiedzi raczej będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.
Rossowi zrobiło się przykro, że jego była dziewczyna, którą być może gdzieś tam w głębi serca nadal darzył dużym uczuciem, jest z Cody'm. Jednak za wszelką cenę próbował zapomnieć o tym uczuciu i pozbyć się myśli, że mógłby ją nadal kochać. Olivia z kolei, która nadal stała przed drzwiami do pokoju blondyna, nie wiedziała co zrobić. - „Czasem z pozoru błahe rzeczy mogą dla kogoś znaczyć więcej niż nam się wydaje.” - Pomyślała i udając, że nic nie widziała weszła do pomieszczenia. - Mam popcorn, a ty jaki film wybrałeś? - Zapytała tym samym wyrywając chłopaka z zamyślenia.
- „Straszny film 5” - Odpowiedział szybko. Włączył film i po chwili oboje oglądali seans siedząc na kanapie. Po skończonym filmie dużo rozmawiali i się wygłupiali. Dzięki Olivii Ross zapomniał o tym artykule i całej sprawie związanej z Laurą. Dziewczyna była w domu blondyna do 21:00. Po pożegnaniu się z nią, brązowooki poszedł się umyć i nie przejmując się nadal nie przychodzącym rodzeństwem poszedł spać. Zasnął dość szybko.

*W następnym rozdziale.*

Rydel, Riker, Rocky i Ryland, wbrew ostrzeżeniom Rossa, organizują imprezę, na którą zapraszają Cody'ego, Laurę, Caluma, Raini i Vanessę. Nie wszystko, jednak idzie po ich myśli. Co wydarzy się w czasie imprezy? Czy ktoś ucierpi? Odpowiedzi szukajcie w 26 rozdziale.
Premiera już 14.11.13.

********
Hejka, specjalnie dla was robiłam wszystko żeby się wyrobić i udało mi się to. Rozdział dodaję jeszcze dzisiaj. Mnie też denerwuje fakt, że Laura jest z Cody'm, ale bądźcie cierpliwi, a zostaniecie odpowiednio wynagrodzeni w następnych rozdziałach.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. W czwartek rozdziału spodziewajcie się między 19:00 a 20:00, bo będę wtedy zabiegana.

Przepraszam bardzo

Przepraszam was bardzo, wiem, że mi tego nie wybaczycie, ale niestety nie mogę dzisiaj dodać nowego rozdziału.  Muszę się uczyć na jutro i dokończyć robienie lekcji. Jeszcze raz bardzo was przepraszam.
Kocham was, Marta Lynch.

niedziela, 10 listopada 2013

(60) 24. Wizyta & Wątpliwości.

„Na samym dnie otchłani nazywanej przez wszystkich „miłością” znajdziesz klucz do mojego serca.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
Ross wstał dzisiaj z zaskakującym zadowoleniem, a to zasługa jednego snu, który zmienił jego zapatrzenie na świat. Podszedł do szafy i wybrał z niej czarne jeansy, biały podkoszulek w serek i czerwoną skórzaną kurtkę, natomiast z szafki wyjął adidasy w kolorze kurtki. Ze strojem wszedł do łazienki i wszedł pod prysznic. Gdy krople letniej wody delikatnie spływały po jego ciele kalkulował, czy jego decyzja odnośnie Laury jest właściwa. Kilka razy w ciągu sekundy zmieniał zdanie, ale w końcu ustał na tym, że wybaczy szatynce. Zakręcił prysznic i wyszedł spod niego. Ręcznikiem wytarł swoje wilgotne ciało i założył na siebie wcześniej przygotowane ubrania. Następnie podszedł do lustra i czesząc swoją blond grzywkę popsikał się męskimi perfumami, które kiedyś dostał od Laury. Gotowy wyszedł z łazienki i zszedł po schodach do kuchni. Tam zrobił sobie kanapkę z serem, szynką, pomidorem i kiełkami rzeżuchy. Gdy skończył ją jeść wyszedł z pomieszczenia, ale w salonie zobaczył całą swoją rodzinę i Ell'a, którzy rozmawiali przez Skype z Cody'm. - „Mieszkacie w tym samym mieście, a nie możecie się spotkać?” - Zakpił z nich w myślach. - Wychodzę! - Krzyknął będąc przy drzwiach na tyle głośno, że usłyszałby to nawet umarły, ale jednak nikt go nie usłyszał. Reszta była bardziej zajęta konwersacją z ich przyjacielem, a niżeli odpowiedzeniem choćby krótkim „Ok”. - Dosyć tego. - Szepnął do siebie. Wziął ze stolika laptopa i ignorując niezadowolenie reszty, skierował ekran w swoją stronę. - Hejka Cody. - Powiedział z udawaną radością. - Ostatnio nie miałem okazji się ciebie zapytać, czy cieszysz się, że zabrałeś mi rodzinę, przyjaciół i dziewczynę? - Dodał.
- Ross... - Zaczęła Stormie, ale Ross pokazał jej gestem ręki, aby zamilkła, więc ona tak uczyniła.
- Nie wiem o co ci chodzi. - Odezwał się Christian.
- Oczywiście, że nie wiesz. Przecież ty nigdy nie wiesz o co może mi chodzić. - Rzekł ironicznie blondyn.
- Ross, przestań! - Zwróciła mu uwagę Stormie. Ross odstawił komputer z powrotem na stolik, po czym go przymknął, ale niestety zrobił to tak, że Cody słyszał całą ich rozmowę. - Czemu tak się zachowujesz? - Zapytała jego rodzicielka.
- Jak ja się zachowuję? Jak wy się zachowujecie? Wierzycie w każde jego słowo, które jest pełne kłamstwa. Znacie go zaledwie kilka tygodni, a gdy powie coś co mnie obciąża wierzycie mu, a nie osobie, którą znacie całe życie – mi.
- Ross przecież wiesz, że to nieprawda. - Powiedział Mark.
- „Nieprawda”? Ok, skoro tak uważacie to powiedzcie mi co działo się w moim życiu od przyjazdu Cody'ego. - Powiedział, jednak tak jak myślał, wszyscy milczeli. - Widzicie, przez cały ten czas nie zauważaliście, jak przychodziłem do domu z siniakami, czy łzami w oczach, a wystarczyło tylko zapytać „Co się stało?”. Dla was jednak zawsze był, jest i będzie ważniejszy Cody. Nie obchodzi mnie, że mi nie wierzycie i tak, może jestem największym egoistą na świecie, ale powiem wam wszystko, czego nie chcieliście zauważyć. Kilka dni temu straciłem najważniejszą osobę w moim życiu – Laurę, zdradziła mnie z tym kłamcą, którego śmiecie nazywać „Cody”, a wczoraj chciała się zabić, przez to, że myślała, że mam inną dziewczynę. W sumie to ja powinienem być na jej miejscu, bo mam bardziej sensowne powody do tego, aby nie żyć. Z resztą założę się, że byście nawet nie zauważyli gdybym umarł, mam rację? - Dokończył i poczuł ulgę, że wyznał im wszystko co leżało mu na sercu. Oni, jednak stali jak zamrożeni w miejscu i nie odezwali się nawet słowem. - Dajcie spokój. - Powiedział blondyn i wyszedł z domu. Miał w oczach łzy, ale szybko je starł. Teraz starał się myśleć tylko o Laurze i o tym, aby jej wybaczyć. W szpitalu był po kilku minutach, wszedł na drugie piętro i skierował się w stronę sali, w której leżała szatynka. Gdy miał złapać za klamkę, zobaczył przez szybę, że Laurę ktoś odwiedził i nie był to byle kto, bo sam Cody Christian. Siedział na skrawku jej łóżka, tak samo jak poprzedniego dnia blondyn. Patrzył jej w oczy i gładził swoim kciukiem jej blady policzek. - Może i mnie kocha, ale widać, że on też nie jest jej obojętny. - Wyszeptał brązowooki mając w oczach łzy. - Jeśli będzie z nim szczęśliwa to nie będę stawał na drodze do jej szczęścia. - Chłopak spuścił głowę i po prostu wyszedł ze szpitala. Był zbyt smutny, aby pomyśleć, że Cody robi to, aby Ross był nieszczęśliwy. Na samym początku tej pełnej spięć i sporów znajomości nie było dnia, w którym blondyn nie zastanawiałby się czemu Cody za wszelką cenę chce uprzykrzyć mu życie. Tak naprawdę nikt poza Christianem nie wiedział jaka jest przyczyna jego nienawiści do Rossa. Blondyn będąc nie szczęśliwym poszedł w swoje jeszcze tak nie dawno odkryte miejsce i tam patrząc na Los Angeles i horyzont w oddali myślał nad swoim życiem. Jeśli chodzi o Laurę, to sama nie wiedziała dlaczego, ale cieszyła się z wizyty Cody'ego, chociaż gdyby tylko wiedziała, że chłopak nie ma szczerych zamiarów, od razu skończyłaby tą znajomość. Sama jeszcze o tym nie wiedziała, ale powoli się w nim zakochiwała, ale czy to znaczy, że tak łatwo zapomni o Rossie, który jak sama twierdziła jest „miłością jej życia”? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi, nawet serce dziewczyny, które choć czuje się zagubione, jest delikatne niczym płatek róży unoszący się na wietrze. Po dwóch godzinach rozmowy z Cody'm do sali wszedł lekarz w wypisem. Dziewczyna złożyła podpis na papierach i poszła do łazienki przebrać się w ubrania, które przynieśli jej rodzice. Cody przez cały ten czas na nią czekał choć tak naprawdę od samego początku miał w nosie to czy Laura życie, czy też nie. W tej chwili dla niego liczył się tylko zysk z nieszczęścia Rossa Lyncha. Laura założyła na siebie strój i ze spakowaną torbą wyszła ze szpitalnego pokoju czystości.
- Idziemy? - Zapytał Cody pokazując, aby złapała go pod ramię.
- Jasne. - Odpowiedziała brązowooka i skorzystała z propozycji szatyna. Chłopak odprowadził dziewczynę pod jej dom. - Może wejdziesz na chwilę? - Zapytał, choć już po chwili tego pożałowała.
- Chętnie. - Odpowiedział i wszedł wraz z szatynką do mieszkania.
- Witaj kochanie, mogłaś napisać, że cię wypisują, przyjechalibyśmy po ciebie...... a to kto? - Zapytała Ellen.
- To Cody, odwiedził mnie i odprowadził do domu, a teraz wybaczcie, ale pójdziemy do mnie. - Rzekła wymijająco i ciągnąc chłopaka za rękę udali się do pokoju dziewczyny.
- Ellen, a to nie ten chłopak, który pocałował Laurę na oczach Rossa? - Zapytał żonę Damiano.
- Tak, to chyba on. Musimy na niego uważać. Ross jest dla niej odpowiedniejszym chłopakiem. - Oznajmiła kobieta, a mąż się z nią zgodził. Tymczasem Laura pokazywała Cody'emu swój pokój, a ten udawał, że go to interesuje.
- To co robimy? - Zapytała, gdy skończyli.
- Nie wiem, może obejrzymy jakiś film.
- Ok, to ja zrobię nam popcorn, a ty wybierz któryś z fimów. - Wskazała półkę nad telewizorem i wyszła z pokoju. Weszła do kuchni i wstawiła do mikrofali woreczek z kukurydzą. Po chwili go wyjęła i przesypała do dużej miski. Do dwóch szklanek wlała sok jabłkowy i z całym zestawem wróciła do swojego kolegi. - Dobra, mam wszystko, a ty, jaki film wybrałeś? - Zapytała szatyna.
- „Przystanek miłość”. - Odpowiedział włączając film. Usiedli wygodnie na kanapie stojącej na wprost telewizora i stawiając między siebie popcorn pogrążyli się w oglądaniu seansu. Film po ponad godzinie się skończył, ale bardzo zaciekawił Laurę. - Co teraz robimy? - Zapytał brązowooki zbliżając się do dziewczyny.
- Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała, a chłopak delikatnie odgarnął jej włosy za ucho. Oczywiście była to dopiero tak zwana „gra wstępna” i sam uważał, że na samym dotyku się nie skończy. Po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz, ale taki przyjemny. W pewnej chwili chłopak zaczął się do niej zbliżać, a ta walczyła z myślami czy go pocałować, czy nie. - „Przyznaj, że Cody ci się podoba.” - Mówił głos w jej głowie, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić, poczuła na swoich wargach usta chłopaka. Zapominając o nadal żyjącym w jej sercu uczuciu do Rossa, odwzajemniła pocałunek. Oderwali się od siebie dopiero po kilku sekundach.
- Podobasz mi się. - Szepnął do jej ucha szatyn. - Będziesz moją dziewczyną? - Zapytał już głośniej, a dziewczyna nie wiedziała co zrobić.
- Tak. - Rzekła po dłuższej chwili, chociaż chyba sama nie wierzyła w to co mówi. Aby zapomnieć o wątpliwościach przytuliła Cody'ego, a ten uśmiechnął się cwaniacko i odwzajemnił jej gest. Właśnie osiągnął to czego chciał, dziewczyna Rossa najpierw go zdradziła, a potem się w nim zakochała i jeszcze dodatkowo rodzina i przyjaciele nie wierzą blondynowi, gdy mówi jaki jest Cody. Dla niego to był miód na serce.
*W następnym rozdziale.*

Wszyscy, łącznie z Rossem, dowiadują się, że Cody i Laura są parą. Jak zareagują? Czy Ross będzie z tego powodu nieszczęśliwy? A może będzie przy nim osoba, dzięki której nie będzie o tym wszystkim myślał? Odpowiedzi szukajcie w następnym rozdziale.
Premiera już 11.11.13.
********
Hejka dodaję dzisiaj rozdział na szybko, bo oglądam mecz. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo kolejny już jutro.
Całuski ;-* Marta Lynch.

środa, 6 listopada 2013

(59) 23. Szpital & List.

“Czas nie leczy wszystkich ran, on tylko przyzwyczaja nas do bólu.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
- O mój boże, Laura. Coś ty najlepszego zrobiła? - Powiedziała pani Ellen widząc swoją córkę całą we krwi. Sprawdziła jej tętno. - Żyje. - Odetchnęła z ulgą. - Damiano, dzwoń na pogotowie. - Rozkazała mężowi, a ten pospiesznie wybrał numer alarmowy. - Lauruniu, czemu? Czemu to zrobiłaś? - Zapytała kobieta klękając obok dziewczyny.
- Chyba znam odpowiedź. - Powiedział pan Marano czytając jeden z listów, który był zaadresowany do nich. Gdy skończył, podał go żonie, a ta gdy tylko go przeczytała, przeżyła szok. Oboje nie sądzili, że Laura tak postąpi. Po chwili przyjechali ratownicy i zabrali Laurę na noszach do karetki. Damiano i Ellen cały czas przy niej czuwali.
- Przepraszam, ale w karetce jest miejsce tylko dla jednej osoby. - Poinformował ich jeden z ratowników.
- Ellen, ty z nią jedź. Ja zaniosę Rossowi list, który Laura mu napisała i dojadę do ciebie. - Powiedział Damiano.
- Dobrze, kochanie. - Odpowiedziała kobieta i weszła do karetki. Zamknęły się za nią drzwi i już po chwili ambulans odjechał na sygnale do najbliższego szpitala. Pan Marano otarł łzę spływającą po jego policzku i szybkim krokiem podszedł do domu rodziny Lynch. Zadzwonił dzwonkiem i już po chwili w drzwiach znalazł się Ross, który jak co dzień od zerwania z Laurą był smutny.
- Pan Marano? Co pan tutaj robi? - Zapytał widocznie zdziwiony blondyn.
- Chciałem ci przekazać list, który Laura napisała do ciebie. Teraz wiozą ją do szpitala na 13 Street 12. Powinieneś o tym wiedzieć. - Odpowiedział i wręczył zaskoczonemu chłopakowi kopertę. - A teraz wybacz, ale muszę do niej jechać. - Powiedział i wyszedł, a Ross nadal zaskoczony całą tą sytuacją, nie wiedział co zrobić. Spojrzał szybko w stronę salonu, gdzie siedział Cody, Ell i pozostała rodzina Lynch. Zrobiło mu się na samą myśl smutno i wyszedł do ogrodu na tyłach domu, aby w spokoju przeczytać list. Usiadł na huśtawce przywiązanej do gałęzi drzewa i drżącą ręką otworzył kopertę. Wyjął z niej kartkę i zaczął czytać zamieszczony na niej tekst.
Kochany Ross!
Pewnie zgodnie z moją prośbą dostałeś ten list od moich rodziców. Zastanawiasz się pewnie co kierowało mną gdy podcinałam sobie żyły, albo w ogóle cię to nie interesuje. Jednak w imię tego co jeszcze tak nie dawno nas łączyło, chciałam, abyś wiedział, że nigdy nie przestałam cię kochać. Wiem, że zdradzając cię popełniłam największy i już nieodwracalny błąd na świecie, ale pisząc ten list nadal czułam, że jesteś miłością mojego życia. Za każdym razem gdy patrzyłam jak cierpisz, serce mi się krajało i właśnie dlatego nie wytrzymałam. Życzę ci szczęścia z Olivią i choć wiem, że już mnie nie kochasz, chciałabym, abyś choć od czasu do czasu o mnie pomyślał.
Kocham cię, Laura.
Podczas czytania tego krótkiego, aczkolwiek pełnego uczuć listu, Ross miał w oczach łzy. - Coś ty najlepszego zrobiła? - Szepnął z żalem do siebie, po czym bez chwili zwłoki zerwał się z miejsca i popędził do szpitala, w którym powinna być Laura. Chłopak, choć bardzo cierpiał po jej zdradzie nadal ją kochał najbardziej na świecie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo wszystko próbował sobie wmówić, że to uczucie w nim umarło. W szpitalu był po kilku minutach. W recepcji dowiedział się, że Laura leży w sali 214 na drugim piętrze i nie jest z nią najlepiej. Szybko wbiegł po schodach i już po chwili znalazł się przy wskazanym miejscu. Przed salą zobaczył wyraźnie załamanych rodziców dziewczyny. - Co z Laurą? - Zapytał siadając obok nich.
- Ross? Co ty tu robisz? - Zapytała Ellen, nie ukrywając swojego zdziwienia.
- Przyszedłem, aby porozmawiać z Laurą, ale lepiej niech mi państwo powiedzą co z nią.
- Jeszcze nic nie wiemy. - Poinformował pan Damiano, jednak w tej chwili z sali Laury wyszedł jeden z lakarzy. - Panie doktorze, co z nią? - Zapytał mężczyzna w imieniu wszystkich.
- Nie jest z nią najlepiej, straciła bardzo dużo krwi i konieczna będzie transfuzja. - Zakomunikował doktor Daniels.
- Transfuzja? Ale jest jeden problem, nasza córka ma grupę 0 RH minus, a żadne z nas takiej nie ma. - Powiedział pan Marano ze smutkiem.
- Ja mam taką grupę, mogę jej pomóc. - Rzekł nawet bez chwili zastanowienia blondyn. W tej chwili nie myślał o tym co Laura mu zrobiła, myślał tylko o tym, aby ją uratować i sprawić, aby chociaż ona cieszyła się życiem.
- Ross, serio to zrobisz, po tym co ci zrobiła?
- Teraz nie liczy się to co zrobiła, tylko to, aby przeżyła. - Powiedział dumnie i udał się z lekarzem do oddzielnej sali, a której pobrali mu krew. Zadowolony wrócił na poprzednie miejsce i czekał na kolejne wieści. Po kilku minutach z sali wyszedł ten sam lekarz i powiedział, że szatynka się budzi i wejść do niej mogą jej rodzice.

*Oczami Laura.*
Nagle zobaczyłam, że jestem w jakimś białym pokoju podłączona do kilkunastu maszyn. Jednak szybko się zreflektowałam, że ku mojemu rozczarowaniu wcale nie umarłam. W pewnym momencie do sali, w której leżałam weszli moi rodzice. - Witaj Laura. - Zaczęła moja mama. - Ale nas przestraszyłaś. - Dokończyła.
- I co z tego, nie zasłużyłam, aby żyć. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. - Powiedziałam, a oni zamilkli, ale tylko na kilka sekund.
- To może dasz szansę temu kto uratował ci życie. - Powiedział mój tata, a po chwili w sali pojawił się zmieszany...... Ross?
- Ross? - Zapytałam zdziwiona. - Dlaczego to zrobiłeś? - Dokończyłam. Moi rodzice wyszli z sali, a Ross usiadł na krawędzi łóżka z mojej lewej trony.
- Bo chcę ci pomóc. - Rzekł z współczuciem w oczach.
- Nie zasługuję na pomoc, ani na to by żyć. - Mruknęłam.
- Poważnie? Czytałem twój list, ale powiedz mi czemu to zrobiłaś? Czemu chciałaś się zabić?
- Bo wiem, że ty i Olivia jesteście parą. Po prostu nie mogłam tego znieść.
- Ja i Liv nie jesteśmy parą. A jeśli chciałaś się zabić z takiego błachego powodu to.... - W tej chwili mu przerwałam.
- Ale ty nie wiesz co ja czuję. Przez swoją głupotę straciłam osobę, którą kochałam najbardziej na świecie – ciebie. Zmieniłam się, aby zapomnieć o poczuciu winy, ale ja nie potrafię, rozumiesz? Z każdym następnym dniem i nocą to uczucie rośnie, a ja nic nie mogę z tym zrobić.
- Uważasz, że nie wiem co czujesz? Mylisz się, wiem doskonale co czuje osoba, która straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. Na własnej skórze przekonałem się, jak bardzo można cierpieć, gdy straci się rodzinę, przyjaciół i dziewczynę przez kłamstwa jednej osoby. Cody każdego następnego dnia coraz bardziej mnie zastępuje i nie mam w nikim wsparcia. Owszem, mam Olivię i Leo, ale oni mają też swoje własne życie i problemy. Jednak dzięki tobie dowiedziałem się jednej, ale ważnej rzeczy, czas nie leczy wszystkich ran, on tylko przyzwyczaja nas do bólu. Teraz nie mów mi, że nie wiem co czujesz, bo to ty nie masz pojęcia co ja mogę czuć przez cały ten czas. - Wygarnął mi, a ja poczułam ukłucie w sercu oraz wstyd. Przez cały ten czas patrzyłam tylko na co ja czuję i miałam, za przeproszeniem, gdzieś uczucia innych, w tym Rossa.
- Przepraszam. - Mruknęłam, a chłopak spojrzał mi w oczy. Widziałam z nich szczerość zmieszaną z troską i współczuciem.
- Nic nie szkodzi, ale obiecaj mi jedno.
- Co takiego?
- Że już nigdy nie będziesz chciała popełnić samobójstwa.
- Dobrze, obiecuję. - Powiedziałam i poprawiłam swoją szpitalną kołdrę.
- Laura? - Powiedział, a ja podniosłam głowę, patrząc tym samym w jego cudne czekoladowe oczy. - To co napisałaś w tym liście, było prawdą?
- Najszczerszą, wiem, że straciłeś do mnie zaufanie, ale chciałabym je za wszelką cenę odbudować, jeśli tylko dasz mi taką szansę.
- To nie jest dla mnie takie łatwe. Rozum mówi, abym nie ryzykował.
- A serce?
- Tego nie wiem, ale musisz dać mi trochę czasu. Ja po prostu nie umiem od tak o wszystkim zapomnieć i znów się z tobą przyjaźnić.
- Ok, rozumiem cię doskonale. - Jeszcze kilka godzin pogadaliśmy jak za starych dobrych czasów, ale czułam, że Ross próbuje wziąć mnie na dystans. W sumie nie dziwię mu się, sama na jego miejscu postąpiłabym tak samo. Okazało się, że muszę zostać na noc na obserwacji, więc Ross i moi rodzice opuścili szpital, a ja poszłam spać. Nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się w krainie morfeusza.

*Oczami narratora.*
„Pewna siedemnastolatka imieniem Laura siedzi w parku na ławce pod drzewem. W pewnej chwili podchodzi do niej blondyn w tym samym wieku co ona, o imieniu Ross. Dziewczyna mówi mu dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej i wyznając mu miłość, zamyka oczy. Chłopak nie czekając ani chwili dłużej z miłością i czułością wpija się w usta szatynki, a ona odwzajemnia ten gest.” - W tej chwili Ross i Laura się obudzili. Choć byli w dwóch różnych miejscach, śnił im się ten sam sen, który był wspomnieniem. Dla nas może to jeden z tych zwykłych i nic nieznaczących snów, ale dla Rossa znaczył on bardzo dużo. Zdał sobie bowiem sprawę, że pomimo tego co zrobiła Laura, nadal kocha ją najbardziej na świecie. Przez cały ten czas próbował za wszelką cenę zapomnieć o tym uczuciu, ale przecież prawdziwej miłości nigdy się nie zapomina, nieprawdaż? Ten sen zmienił wszystko, do tego stopnia, że Ross podjął ważną decyzję, że wybaczy Laurze wszystko i znów będą razem.

*W następnym rozdziale.*

Ross idzie do szpitala z zamiarem wybaczenia Laurze zdrady. Jednak gdy widzi, że ktoś u niej jest ma pewne wątpliwości. Kto przyjdzie do Laury? Czy Ross wybaczy dziewczynie zdradę? Odpowiedzi znajdziecie w 24 rozdziale.
Premiera Już 10.11.13.

*********
Welcome, this is me. Heh. Podoba wam się rozdział? Spodziewaliście się takiego obrotu akcji? Uwierzcie mi, jeszcze dużo będzie się działo w ich życiu, nim odnajdą prawdziwe szczęście (nie powiedziane, że wspólne). Zdradzę wam, że napisałam już dawno 2 sezon i będzie tam miało miejsce jeszcze wiele zdarzeń.
Całuski ;-* Marta Lynch.

niedziela, 3 listopada 2013

(58) 22. Wspomnienia & Przeszłość.

„Nie jest mi łatwo wciąż żyć ze świadomością, że to co zrobiłam ma nieodwracalne skutki. Zmieniając siebie może zapomnę o tym poczuciu winy.” - Laura Marano.

*Oczami narratora.*
Dzisiaj jest pierwszy dzień tygodnia, czyli poniedziałek, a to oznacza, że znowu trzeba iść do pracy i szkoły. Dzisiaj Laura, Ross, Raini, Calum, Leo, Olivia i Cody mają na 9:50, więc oznacza to, że skoro teraz jest 6:00 mają jeszcze dużo czasu. Laura otworzyła swoje ociężałe powieki i ujrzała przed sobą wiszący na ścianie, na wprost łóżka plakat z jej ulubionym zespołem – R5. Bardzo kocha ten zespół, ale nie bardziej niż Rossa. Podniosła się z kanapy i opierając się plecami o ścianę złapała swoją głowę, która nagle zaczęła ją boleć. Masując obolałe miejsca starała się przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego dnia.
Retrospekcja
Laura po ubraniu się w przygotowany strój zeszła na dół. - Siema rodzino! - Krzyknęła żując gumę. Po chwili obok niej pojawiła się Ellen, Damiano i Vanessa.
- Laura jak dobrze, że jesteś, ale co to za ubranie? - Zapytała Ellen.
- Ubranie jak ubranie, chodzę w tym w czym chcę, a wam nic do tego. - Powiedziała tonem divy i gwałtownie zarzucając włosy na plecy wyszła z domu trzaskając drzwiami. Każdy z domowników domyślił się, że zachowanie dziewczyny jest spowodowane poczuciem winy, ale woleli poczekać aż jej to minie, bo gdyby kazali jej być sobą, dziewczyna byłaby jeszcze gorsza, chcąc zrobić im na złość. Szatynka szła przed siebie i nim się spostrzegła była pod jakimś klubem. Weszła do środka i dołączyła się do tańczących na dyskotece. Chociaż był alkohol, dziewczyna nie piła. Muzyka była bardzo głośna, więc nic dziwnego, że po spędzeniu w klubie kilku godzin w uszach Laury dudniło podczas powrotu do domu, czyli około 23:30. Weszła do domu, wzięła prysznic i poszła spać, choć nadal strasznie bolała ją głowa.
Powrót do teraźniejszości

Laura podeszła do szafy i wyjęła z niej strój w kolorze czerni. Weszła z nim do łazienki, a tam wzięła prysznic. Potem ubrała się i zrobiła sobie makijaż, tak samo wyzywający jak wczoraj. Z szafki w komodzie wyjęła czarną torbę i schowała do niej książki oraz telefon, portfel i gumy do żucia przy czym jedną z nich wzięła do budzi i zaczęła żuć. Miała jeszcze bardzo dużo czasu, więc usiadła na parapecie i zaczęła patrzeć na okno znajdujące się na wprost jej. W pewnej chwili zauważyła w nim blondyna. Po chwili zreflektowała się, że jest to Ross. Chociaż dzieliła ich ulica Laura widziała, że chłopak ewidentnie płakał. Poczuła olbrzymie ukłucie w serce spowodowane cierpieniem osoby, na której jej tak bardzo zależało. - Nie jest mi łatwo wciąż żyć ze świadomością, że to co zrobiłam ma nieodwracalne skutki. Zmieniając siebie może zapomnę o tym strasznym poczuciu winy. - Szepnęła do samej siebie i znów zaczęła patrzeć na wyraźnie zdołowanego Rossa. Zawsze po zdradzie przechodzi się przez trudny okres i ten właśnie okres przechodził blondyn. Nie miał pojęcia, że jego była dziewczyna obserwuje każdy jego ruch, nawet to jak po chwili zaczął pisać nową piosenkę w swoim zeszycie. Po swojej ostatniej rozmowie z Olivią czuł się trochę lepiej, ale jeszcze nie dość dobrze, aby spojrzeć komuś prosto w oczy i powiedzieć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Niektórym może się to nie podobać, ale przez cały ten czas, Ross nie mógł zapomnieć o tym uczuciu jakie towarzyszyło mu po tym jak blondynka pocałowała go w policzek. Choć sam o tym jeszcze nie wiedział, powoli zaczynał się w niej zakochiwać. Ale czy jego uczucie do Laury wygaśnie na zawsze? Do jeszcze tak niedawna czuł, że Laura jest miłością jego życia, nadal tak jest, ale teraz cierpi i nie myśli o tym, że mógłby jej wybaczyć zdradę. Prawdą jest, że kocha ją najbardziej na świecie i nie mógłby bez niej żyć, ale dla niego ta blizna jest jeszcze zbyt świeża, aby o niej wspomnieć choćby jednym krótkim słowem. Według niego najgorsze w tym wszystkim było to, że nie było przy nim osoby, która, by go wspierała, albo chociaż wysłuchała. Owszem, Olivia często go odwiedzała i była dla niego wsparciem, ale to nie to samo. Leo, tak samo jak blondynka, potrafił go pocieszyć, ale dla brązowookiego to nie to samo. On potrzebował ciepła rodzinnego, ale na takie wsparcie raczej nie mógł liczyć. Oboje siedzieli na parapetach jeszcze jakiś czas, do momentu gdy zegar wskazywał 9:25, co oznaczało, że powinni się już zbierać. Laura chwyciła swoją czarną torbę i żując gumę zeszła na dół. Zastała tam rodziców, którzy dali jej śniadanie, po czym wrócili do salonu. Była zaskoczona ich zachowaniem, ale nie chciało jej się tego wyjaśniać. Wyszła z domu trzaskając drzwiami i mijając furtkę, zauważyła, że z domu na przeciwko wychodzi Ross. W pierwszej chwili odruchowo spojrzał w jej kierunku, ale gdy tylko ją dostrzegł, spojrzał zupełnie gdzie indziej. Oboje do szkoły szli po dwóch różnych stronach drogi, ale do szkoły weszli idąc obok siebie, ale za wszelką cenę starali się nie patrzeć sobie w oczy. Podeszli do swoich szafek, wzięli książki na historię muzyki i udali się w stronę sali z numerem 213. Ross szedł kilka metrów przed Laurą. W pewnej chwili podeszła do niego Olivia i przytuliła go z całych sił, a on oczywiście odwzajemnił jej gest, a potem oboje stanęli przy sali. Laura na ten widok poczuła, że ma w oczach łzy i choć do lekcji zostały jeszcze 4 minuty, uciekła do najbliższej toalety. Tam usiadła obok umywalki i zaczęła szlochać. Błędnie sądziła, że chłopak, który jest miłością jej życia ma już inną. Zaczęły powracać do niej wszystkie wspomnienia, które przeżyła z Rossem. Ich pierwszy pocałunek, pierwsza randka, utrata pamięci chłopaka, pocałunek na lotnisku oraz wiele, wiele innych. Przypomniała sobie nawet jak zaprzepaściła szansę na swoje prawdziwe szczęście, zdradzając chłopaka z jego największym wrogiem. - Ale ze mnie idiotka, straciłam szansę na szczęście zdradzając osobę, która była miłością mojego życia z jej wrogiem. Jestem do niczego. - Powiedziała nadal płacząc. Teraz jej makijaż wyglądał jeszcze gorzej niż przedtem. Próbując zachować kamienny spokój, otarła swoje mokre od łez policzki. Po tej czynności wstała i podeszła do umywalki. Wodą zmyła makijaż i nałożyła sobie nowy, równie mocny co poprzedni. Teraz nie było widać, że płakała. Otrzepała się i wyszła z damskiej toalety. Choć było już dawno po dzwonku Laura udała się pod salę 213. Lekko zapukała i nie czekając na odpowiedź weszła do sali. Teraz czuła, że patrzy na nią 20 uczniów wraz z nauczycielką. Szatynka w pierwszej chwili spojrzała w kierunku Rossa i przez ułamek sekundy patrzyli sobie w oczy. Dziewczyna widziała w nich żal i swego rodzaju zaskoczenie. Blondyn chyba był jedyną osobą, która widziała, że dziewczyna uroniła wcześniej kilka łez. Szczerze, zrobiło mu się jej żal, bo nadal, w głębi duszy, ją kochał, ale starał się za wszelką cenę zapomnieć o tym uczuciu.
- Laura, czemu się spóźniłaś? - Zapytała surowym, a jednocześnie zdziwionym głosem nauczycielka – pani Clark. Laura od razu przybrała lekceważący wyraz twarzy.
- Bo mi się nie chciało przyjść? - Zapytała jakby to było oczywiste i wcale nie czuła się dobrze z tym, że jest opryskliwa w stosunku do jednej ze swoich ulubionych nauczycielek.
- Takim tonem to się do mnie nie zwracaj, a teraz lepiej usiądź na swoim miejscu. - Powiedziała i wróciła do pisania na tablicy tematu lekcji. Laura zajęła miejsce w środkowym rzędzie na samym końcu, zaraz za Rossem. Przez dalszy ciąg lekcji szatynka obserwowała każdy najmniejszy ruch Rossa, a chłopak doskonale o tym wiedział i czuł się tym skrępowany. Gdy w szkole zabrzmiał dzwonek oznajmujący zakończenie się pierwszej godziny lekcyjnej, wszyscy wyszli z sali. Laura też zmierzała ku drzwiom, ale w ostatniej chwili pewien kobiecy głos ją zatrzymał. - Laura, poczekaj chwilę. - Powiedziała nauczycielka głosem nie przyjmującym żadnego sprzeciwu. Dziewczyna poczekała aż pozostali opuszczą salę, po czym sama podeszła do biurka nauczycielki. - Proszę, usiądź. - Powiedziała ciepłym głosem kobieta i pokazała na krzesło stojące na wprost niej. Laura z udawaną niechęcią usiadła na nim. - Chciałabym porozmawiać o twoim dzisiejszym zachowaniu. - Rzekła, ale Laura nadal milczała. - Laura? Nie masz mi nic do powiedzenia? - Zapytała.
- A co mam pani powiedzieć? Zmieniłam się, a to tylko dlatego, że nie podobała mi się stara wersja mnie. Ona tylko potrafiła ranić osobę, którą kochała najbardziej na świecie. - Powiedziała na jednym tchu, a pani Clark po jej słowach od razu domyśliła się o kogo dziewczynie chodzi.
- Ok, domyślam się o co ci chodzi, też kiedyś byłam zakochana, ale zobaczysz, że jeszcze wszystko będzie dobrze.
- Nie, pani nic nie rozumie, zdradziłam Rossa choć wcale tego nie chciałam, a teraz nic nie sprawi, że poczuję się lepiej. - Laura szybko wstała z krzesła i nie czekając na nic wybiegła z sali. Na korytarzu zobaczyła jak Ross podbiega do Olivii i ją przytula. Ten widok sprawił, że się już kompletnie załamała. Po jej policzku spłynęło kilka łez i wybiegła ze szkoły chociaż miała mieć jeszcze cztery lekcje. Biegła przed siebie aż znalazła się przed swoim domem. Nikogo w nim nie było, więc Laura zaczęła się cieszyć, bo nie będzie musiała się nikomu tłumaczyć. Otworzyła drzwi i wbiegła do mieszkania jak torpeda. Już po kilku sekundach znalazła się w swoim pokoju i rzuciwszy torbę w kąt opadła na łóżko. Płakała na ile tylko pozwalały jej łzy. W końcu gdy zapas wody pod powiekami jej się skończył, wstała z łóżka i weszła do łazienki. Zmyła makijaż i zrobiła sobie kolejny, trzeci już dzisiaj. Gotowa wróciła do pokoju i otworzyła szafę. Z półki znajdującej się w jej wnętrzu wyjęła ozdobne pudełko podpisane „Ja i mój ukochany.” Otworzyła je, a w środku były zdjęcia, na których była ona i jej były już chłopak – Ross. - Kocham cię. - Wyszeptała do jednego ze zdjęć i zaczęła oglądać pozostałe. Przeglądała je kilka godzin wcale nie przejmując się tym, że powinna być w szkole. Skończyła dopiero gdy zegarek wskazał 13:30, co oznaczało, że Ross powinien zaraz być koło swojego domu. Laura zostawiając zdjęcia porozrzucane po dywanie podeszła do okna, z którego miała idealny widok na okno od pokoju Rossa, a już tym bardziej na drzwi wejściowe do jego domu. Patrzyła w ich kierunku kilka minut, aż dostrzegła przed nimi blondyna, na którego czekała, jednak ku jej rozczarowaniu, nie był on sam. Była z nim Olivia i oni się przytulali. Dla brązowookiej to i tak było za dużo. Poczuła jak jej serce łamie się na tysiąc milutkich kawałeczków. Chociaż Ross i Olivia nie byli parą, Laura ślepo wierzyła, że tak jest. Podeszła do biurka i wyciągając kartkę zaczęła pisać list, jeden był do rodziny, a drugi do Rossa.
Kochana rodzino!
Pewnie gdy przeczytacie ten list, nie będzie mnie razem z wami, jednak chcę abyście wiedzieli, że nie chcę żyć przez moją głupotę, przez którą straciłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie. Próbowałam być silna, pozbyć się wszelkich uczuć, ale nie wytrzymałam. Nie mogłam znieść tego, że Ross może mieć kogoś innego, za bardzo go kocham. Proszę, nie bądźcie na niego źli, bo to tylko i wyłącznie moja wina.
Kocham was, Laura.
P. S. Przekażcie Rossowi drugi list, który leży obok.

List razem w tym dla jej ukochanego położyła na krześle w łazience obok wanny i usiadła na kafelkach. Pozbawiona jakichkolwiek uczuć, chwyciła w dłoń nieużytą nigdy żyletkę. Zbliżyła ją do lewej ręki, ale w ostatniej chwili się wstrzymała. - Nie umiem tego zrobić. - Powiedziała, ale gdy tylko przypomniała sobie każdą chwilę spędzoną z Rossem i to jak bardzo go skrzywdziła tą zdradą, zaczęła ciąć tą rękę. Przestała i poczuła ulgę dopiero wtedy gdy dostrzegła, że po dłoni ciurkiem spływa czerwona substancja zwana potocznie krwią i cieknie na podłogę. Po chwili poczuła, że kręci jej się w głowie i już po kilku sekundach zobaczyła przed sobą ciemność, jednak zanim zemdlała szepnęła. - Nie zasłużyłam, aby żyć. - Po tych słowach straciła przytomność.
*W następnym rozdziale.*

Laura jest coraz bliższa śmierci, ale czy to już koniec? Czy po tej niedojrzałej decyzji tak po prostu umrze? A może ktoś ją uratuje? Jeśli tak, to kto? Odpowiedzi znajdziecie w następnym rozdziale.
Premiera już 6.11.13.
*********
Hejka, to znowu ja. Dzisiejszy rozdział jest smutny, ale kiedyś pisaliście mi, że chcecie, aby Laura też się wycierpiała, więc pisząc ten rozdział spełniłam wasze prośby. Jeśli przeżyje to jeszcze trochę się nacierpi, zresztą, nawet jak umrze, wycierpi się za wszystkie lata.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Zapraszam was na mojego bloga o Violettcie http://blogovioli.blogspot.com/