poniedziałek, 14 października 2013

UWAGA #R5ers!

W środę (16.10) o godzinie 18.00 na twitterze odbędzie się akacja #R5ComeToPoland. Musimy się sprężać, bo 23 października mają być wybrane państwa do trasy koncertowej w przyszłym roku, a my MUSIMY być wśród nich! Proszę, zachęcacie innych do tego spamu, podawajcie dalej, piszcie o tej akcji na tt albo blogach, SPAMUJCIE. Akcja musi się udać, to jest nasza szansa! Do dzieła! Liczę na was #R5family!
Nic więcej nie muszę dodawać, bo wszystko jest tu ładnie opisane.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Nowy rozdział pojawi się jutro.
Żeby nie było smutno, dodam zdjęcie naszego kochanego R5.







środa, 9 października 2013

(51) 15. Piosenka & Niespodziewany gość.

„Czasem trzeba spojrzeć na coś z innej perspektywy, aby dostrzec atuty całej tej sytuacji.” - Laura Marano.
*Oczami Laury.*
Ten dzień zapowiada się obiecująco. Po szkole Ross do mnie przychodzi i będziemy pracować nad piosenką na lekcję muzyki. Ostatnio dowiedziałam się, że on tak samo jak ja pisze własne piosenki, więc będzie nam łatwiej współpracować. Wstałam, jak co dzień, o 6:30 i podeszłam do szafki. Po 10 minutach poszukiwań wybrałam mój dzisiejszy strój do szkoły. Trzymając go w ręce poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w przygotowane ubranie. Zrobiłam sobie lekki makijaż i zeszłam na dół. Już na schodach czułam piękny zapach naleśników, okazało się, że zrobiła je moja mama. - Witaj córeczko, proszę jedz. - Dwa razy nie musiała mi powtarzać, gdyż od razu wzięłam się za konsumowanie posiłku. Gdy skończyłam była 7:15. Szybko weszłam na górę i wzięłam swoją torbę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko zeszłam na dół. Otworzyłam je, a ku moim oczom ukazał się Ross. Pocałowałam go na przywitanie w policzek i ruszyłam razem z nim do szkoły. Byliśmy tam o 7:50. Wzięliśmy książki z szafek i udaliśmy się na lekcje. Godziny mijały spokojnie i szybko, więc nic dziwnego, że zanim się obejrzałam wracałam już z Rossem ze szkoły. Weszliśmy do mojego domu, a w salonie siedziała już cała moja rodzina. Przywitaliśmy się z nimi i poszliśmy do mojego pokoju. Tam usiedliśmy przy pianinie i zaczęliśmy tworzyć piosenkę.
- Ej Ross, a może coś takiego „Kiedy jesteś zdany na siebie, toniesz samotnie i potrzebujesz liny, która może cię wyciągnąć. Ktoś ją rzuci.”? - Zaproponowałam.
- To jest świetne Laura. A dalej może być „I kiedy boisz się, że ktoś może cię złamać i potrzebujesz sposobu, by znów poczuć się silnym. Ktoś będzie go znał.”? - Powiedział blondyn.
- Jasne, że tak Ross. - Po 30 minutach mieliśmy już gotową piosenkę.
„Laura:
Kiedy jesteś zdany na siebie,
Toniesz samotnie
I potrzebujesz liny, która
Może Cię wyciągnąć.
Ktoś ją rzuci.
Ross:
I kiedy boisz się,
Że ktoś może Cię złamać
I potrzebujesz sposobu
By znów poczuć się silnym.
Ktoś będzie go znał.
Oboje:
I nawet gdy to boli najbardziej
To staraj się mieć odrobinę nadziei,
Że ktoś tutaj będzie
Kiedy ty nie, kiedy ty nie.
Jeśli chcesz płakać, będę twoim ramieniem,
Jeśli chcesz się śmiać, będę twoim uśmiechem,
Jeśli chcesz latać, będę twoim niebem,
Będę wszystkim czego potrzebujesz.
Jeśli chcesz się wspiąć, będę twoją drabiną.
Jeśli chcesz biec, będę twoją drogą.
Jeśli potrzebujesz przyjaciela, nieważne kiedy
Będę wszystkim czego potrzebujesz.
Możesz przyjść do mnie.
Laura:
Możesz przyjść to mnie.
Yeahhh”*
*Oczami narratora.*
W czasie gdy Ross i Laura myśleli nad tym co mogą zrobić, pozostała rodzina Lynch i Ell siedzieli właśnie w salonie na kanapie i oglądali telewizję jedząc popcorn. W pewnej chwili w całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. - Riker, weź otwórz drzwi. - Powiedział Rocky rzucając w chłopaka prażoną kukurydzą.
- A czemu ja? - Oburzył się chłopak.
- Bo jesteś najstarszy. - Powiedział Ryland trzymając tym samym stronę szatyna.
- No ok, już idę. - Powiedział i wstał z kanapy. Podążył w kierunku drzwi i po ułamkach sekundy otworzył je. Przed sobą dostrzegł wysokiego chłopaka o brązowych włosach i jasnych oczach. Nigdy wcześniej blondyn go tutaj nie widział, ale szatyn doskonale wiedział do kogo właśnie się zwraca.
- Witaj. - Zaczął. - Mam na imię Cody i jestem przyjacielem Rossa. - Skłamał.
- Cześć, ja jestem Riker, a tam siedzi reszta rodziny, ale pewnie Ross ci o nas mówił.
- Tak ciągle o was opowiada. Jest może w domu?
- Nie, niestety nie, ale może mam mu coś przekazać. - Gdy szatyn upewnił się, że chłopaka nie ma w domu ucieszył się. Teraz znacznie łatwiej będzie mu wprowadzić jego plan w życie.
- Nie musisz, ale jak bym mógł mu coś zanieś do pokoju byłbym wdzięczny.
- Ok, proszę. - Blondyn wpuścił chłopaka do środka, a ten przywitał się z resztą rodziny i szybkim krokiem wszedł do pokoju Rossa. - „To będzie łatwiejsze niż myślałem.” - Pomyślał i już miał wyjść z pokoju gdy dostrzegł pudełko z napisem „Ważne.”. Wziął je do rąk i, choć nie powinien, zajrzał do środka. - „No nieźle, piszesz piosenki, gotujesz, ćwiczysz karate i jeszcze rysujesz. Jest jeszcze coś co robisz?” - Ironicznie zadał sobie w myślach to pytanie. Wyjął parę rysunków i schował je do kieszeni. Pudełko odłożył z powrotem na miejsce, a sam zszedł na dół.
- Dziękuję, do widzenia. - Powiedział choć tak naprawdę wiedział, że na tym się nie skończy.
- Cody, czekaj. - Powiedziała Stormie, a o to właśnie chodziło Cody'emu. - Może zostaniesz u nas na obiad? Przy okazji poznamy cię lepiej.
- Chętnie zostanę. - Powiedział i usiadł na jednym z wolnych foteli przed telewizorem. Przez kilkanaście minut oglądali film. Przez cały ten czas Cody podlizywał się wszystkim wokół. Wszyscy tam obecni zdążyli już sobie wyrobić o nim opinie, ale nie byli świadomi, że były one zupełnie sprzeczne z prawdą. O 15:00 wszyscy zasiedli do stołu w jadalni i delektowali się smakiem potrawy. Nagle w drzwiach pojawił się Ross, który nie był zadowolony widokiem, który zastał.
- Co ty tutaj robisz? - Zapytał oschle gościa.
- A nie widzisz? Jem. - Odpowiedział z udawaną radością, której nikt poza Rossem nie zauważył.
- No widzę, ślepy nie jestem, ale chyba ci się domy pomyliły, bo twój jest po drugiej stronie miasta.
- Ross, zachowuj się, Cody jest gościem, a w dodatku to twój przyjaciel. - Upomniał syna Mark.
- Taką bajeczkę im sprzedałeś? Mogłeś się bardziej wysilić. - Powiedział znudzony brązowooki.
- Ross!!! - Krzyknęła mama. - Za karę, obiad zjesz w swoim pokoju. - Powiedziała.
- To nie kara tylko wybawienie. - Powiedział po cichu chłopak i biorąc talerz ze spaghetti poszedł do swojego pokoju. W tym samym czasie Stormie przepraszała „przyjaciela” jej syna za jego zachowanie, a on z udawaną wyrozumiałością je przyjął. Po kilku minutach Ross zjadł obiad i zaniósł talerz do kuchni. Gdy wychodził zobaczył, że jego rodzina, Ell i Cody oglądają jakiś film. Zrobiło mu się smutno na samą myśl o tym, że przez Cody'ego wszyscy mogą go zostawić samego jak palec. - To tylko dobra mina do złej gry. - Szepnął bardzo cicho choć i tak wiedział, że nikt go nie usłyszy. Koniuszkiem kciuka otarł pojedynczą łzę, która zdążyła spłynąć po jego suchym policzku i z powrotem wrócił do swojego pokoju. W bezradności opadł na łóżko i patrzył bez żadnego większego celu w sufit myśląc nad tą całą sytuacją. - „Czemu to musiało spotkać akurat mnie?” - Zadał sobie to pytanie w głowie. Zaczęło mu się powoli nudzić, więc poszedł się umyć. Do pokoju wrócił po 15 minutach tym razem przebrany w piżamę. Według niego była wczesna pora, bo dopiero 19, więc usiadł na swoim ulubionym parapecie i patrzył na przepiękny zachód słońca. Znów myślał o rodzinie, przyjaciołach, swojej dziewczynie i Cody'm, który przez swoją nienawiść do blondyna może mu w ciągu kilku dnia zabrać wszystko na co pracował przez większość swojego życia. Ross nie jest typem chłopaka, który cierpi z jakiegoś błahego powodu. Dla tego nastolatka największym cierpieniem jest samotność spowodowana utratą bliskich. Na pewno każdy z nas cierpi gdy odejdzie od niego ukochana osoba i tak samo jest z Rossem. On po prostu chce mieć pewność, że osoby, które przy nim są, wspierają go i chcą jego szczęścia. Blondyn był tak pogrążony w swoich dywagacjach, że na dźwięk SMS'a o mało co nie dostał zawału. Wziął komórkę z biurka w pokoju i spojrzał na wyświetlacz. Wiadomość była od niezapisanego w kontaktach numeru, ale Ross od razu go poznał. Otworzył ją i przeczytał tekst, wcale nie był nim zaskoczony. „Witaj Ross, jakbyś nie wiedział, to ja Cody. Świetnie się dzisiaj bawiłem z twoją rodzinką i przyjacielem. Dowiedziałem się od nich, że jutro się przeprowadzacie, więc w niedzielę was odwiedzę, bo zostałem zaproszony. Teraz będziesz mieszkał na wprost swojej dziewczyny, więc będę mógł ją odwiedzić, heh. Mój plan idzie jak po maśle, nie muszę się starać, bo oni sami cię zostawią .” Ross szybko odpisał chłopakowi szybkim, ale treściwym SMS'em. „Możesz ich odwiedzać ile chcesz, ale na przyjaźń z moim rodzeństwem i Ell'em trzeba sobie zasłużyć. A jeśli tylko spróbujesz tchnąć Laurę to pożałujesz.” Cody już nic więcej nie napisał, więc Ross po wrażeniach z minionego dnia położył się z powrotem na łóżku. Jeszcze raz wziął do ręki telefon i napisał wiadomość, ale tym razem do Laury. „Hej Laura, kochanie. Mam dla ciebie niespodziankę, wszystkiego dowiesz się jutro.” Dziewczyna już po chwili mu odpisała. „Już się nie mogę doczekać, ale nie będę mogła dopiero tak po 12, bo razem z rodzicami i Vanessą idziemy powitać nowych sąsiadów. :-(” Chłopak za to odpisał jej pocieszającą wiadomość. „Nie martw się, spotkamy się szybciej niż myślisz.” Na tym skończyła się ich konwersacja esemesowa. Ross i Laura wyłączyli telefony i poszli spać. Śniła im się scena w parku, w której oboje przeżyli swój pierwszy pocałunek. Była to dla nich pamiętna chwila, ale jeszcze nie wiedzieli, że spotka ich coś strasznego, co zmieni ich nastawienie do siebie już na zawsze.
*W następnym rozdziale.*

Rodzina Lynch przeprowadza się do innego domu. Laura o niczym nie wie, więc nic dziwnego, że jest zdziwiona całą tą sprawą. Następnego dnia dom Rossa odwiedza Cody, ale blondyn musi coś powiedzieć. Jak zareaguje Laura na wieść o przeprowadzce Rossa? Co i komu chłopak będzie musiał powiedzieć w czasie pobytu Cody'ego? Odpowiedzi znajdziecie w 16 rozdziale.
********
Hej wam. Dzisiejszy post dodaję na szybko, bo idę się uczyć i nadrobić odcinki Violetty.
Całuski ;-* Marta Lynch.

niedziela, 6 października 2013

Obiecana niespodzianka.

Witajcie kochani!!!!!
Tak jak wam obiecałam, ten post będzie taką niespodzianką z okazji opublikowania 50 rozdziału opowiadania. Przepraszam, że dodaję go z opóźnieniem, ale załatwiałam sprawy związane w tą właśnie niespodzianką. Bardzo zależy mi na tym blogu i tak samo na was. Cieszę się, że tyle osób go odwiedza i obserwuje. Nie sądziłam, że kiedykolwiek spotka mnie ten wielki zaszczyt i powiem te piękne dla mnie słowa. - Powstanie 3 sezon mojego opowiadania o Rossie i Laurze. - To oficjalne. Jeszcze do dzisiaj nie miałam żadnego pomysłu na kontynuację tej historii, ale nagle nawiedziła mnie wena i postanowiłam ją wykorzystać. Jak widać, musicie wytrzymać ze mną jeszcze jakiś czas. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. Napiszcie w komie waszą opinię na ten temat. Aby to jakoś uczcić dodam zdjęcia naszych ukochanych bohaterów:







Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Nowy rozdział pojawi się w tą środę, czyli 9. 10. br, bo we wtorek jadę na wycieczkę szkolną, a potem idę na mecz Legii.

(50) 14. Ujawnienie prawdy & Nowiny.

„To jest coś co kocham tak samo jak muzykę, a teraz czuję, że gdy każdy o tym wie, to nie ma to najmniejszego sensu.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
W drzwiach wejściowych do dojo stał Cody, który miał na twarzy ironiczny uśmiech. Ross nie wiedział co zrobić. - Brawo, brawo ofermo. - Powiedział ironicznie Cody.
- Co tu robisz Cody? - Zapytał spokojnie blondyn, chociaż w głębi swojej duszy był przestraszony.
- A nic, tak sobie przechodziłem i cię zobaczyłem. - Powiedział po czym zniknął za drzwiami, a blondyn nie wiedział co ten chłopak kombinuje. Szybko przebrał się w strój, w którym przyszedł i żegnając się z Ryan'em opuścił budynek. Po zaledwie 10 minutach był już w swoim pokoju i miał w ręce telefon. Miał w głowie mętlik, czy powinien dzwonić do Olivii, która razem z Leo zna każdą jego tajemnicę. Chwilę się zastanawiał i w końcu przycisnął zieloną słuchawkę wybierając tym samym numer do blondynki. Już po chwili usłyszał w słuchawce jej głos.
- Cody już wie. - Powiedział na wstępie nawet się nie witając.
- Ale o czym wie? - Zapytała dziewczyna.
- O karate, widział mnie dzisiaj jak ćwiczyłem z Ryanem. Co ja mam teraz zrobić?
- Na pewno nie panikować, Ross prześpij się, a jutro na pewno wszystko będzie tak jak dawniej.
- Ok, masz rację. Dzięki.
- Proszę. - Ross się rozłączył i poszedł pod prysznic. Gdy krople letniej wody spływały po jego coraz wilgotniejszym ciel,e myślał o tej całej sprawie z Cody'm. Po kilku minutowej refleksji na jego temat doszedł do wniosku, że nie ważne co będzie, on nie podda się bez walki. Wyszedł spod prysznica i przebrany w piżamę zszedł na kolację. Usiadł wraz z rodziną przy stole w jadalni i delektował się pyszną potrawą zrobioną przez jego mamę.
- Ross. – Zaczął Riker, a blondyn spojrzał na niego. - Szukaliśmy tej piosenki „LOUD” w internecie i nigdzie jej nie było, możesz nam ją pokazać po kolacji? - Przez głowę Rossa przebiegła tylko jedna myśl. - „Dalej, teraz masz szansę podzielić się z nimi twoimi zainteresowaniami. No już, daj mu to o co prosi.” - Blondyn wyprostował się i biorąc głęboki wdech powiedział starszemu bratu.
- Tak, pokażę ją wam nawet teraz, czekajcie. - Szybko odszedł od rodziny i pobiegł do swojego pokoju i wyciągnął zza łóżka swój śpiewnik, a z szafy piosenki nagrane na płyty. Teraz był szczęśliwy, że będzie miał o jedną tajemnicę mniej przed swoją rodziną, a potem przyjaciółmi, bo im też zamierzał o tym powiedzieć. Zszedł na dół trzymając w obu rękach karton z płytami i śpiewnik. - Wolicie tekst piosenki, czy nagranie? - Zapytał, a pozostałym na jego widok szczęki opadły, aż do podłogi. Chłopak cicho się zaśmiał i przeszedł do salonu. Gdy reszta się „ogarnęła” uczyniła to samo. - To, którą wersję wybieracie? - Znów zapytał blondyn.
- Ale te wszystkie piosenki są twoje? - Zapytał zszokowany jeszcze Rocky.
- Nie, świętego mikołaja. - Odpowiedział z ironią brązowooki. - Oczywiście, że są moje. Macie, tylko ich nie pogubcie, a zeszyt ma do mnie wrócić w całości. - Dokończył i wręczając reszcie pudełko i zeszyt, udał się na górę. Położył się na łóżku i zaskakująco szybko zasnął. Następnego dnia wstał, jak zawsze, o 6. Nie będziemy wnikać w szczegóły co konkretnie robił w domu, więc przejdźmy od razu do momentu, w którym przekroczył próg szkoły. W tym momencie wszystkie oczy były skierowane w jego stronę, ale Ross zdążył się już do tego przyzwyczaić. Nagle podeszła do niego gromada chłopaków i jeden z nich powiedział.
- Ross, a gdzie twój czarny pas? Podobno kupiłeś go przez internet. - Ross to zignorował i poszedł dalej. Każdy kogo mijał mówił mu coś podobnego. Chłopak doskonale wiedział kto powiedział to wszystko. Już po chwili znalazł się przed osobą, która rozprowadziła plotkę.
- Cody. - Powiedział z wyrzutem. - Czemu powiedziałeś wszystkim o mnie i karate? I czemu kłamałeś?
- Ross. - Zaczął chłopak. - Jeszcze mało wiesz o życiu. Powiedziałem im prawdę, skłamałem tylko z tym pasem, ale dzięki temu cię nie szanują. Pamiętaj najpierw zabiorę ci fanów, a potem sam zobaczysz. - Dokończył i odszedł w stronę sali, w której miał lekcję. Ross uczynił to samo. Każda lekcja i przerwa mijała Rossowi tak samo. Każdy się z niego śmiał, ale on starał się tym nie przejmować. Zdążył już wyjaśnić wszystko przyjaciołom, a oni cieszyli się, że lubi to co robi. Mało tego, powiedzieli nawet, że któregoś dnia go odwiedzą i zobaczą go w akcji. Chłopak wracał do domu sam i nawet nie spodziewał się, że to jeszcze nie koniec niespodzianek jak na jeden dzień. O 19 gdy wrócił z treningu karate zasiadł wraz z rodziną do kolacji. W pewnej chwili pan Mark powiedział do swoich dzieci.
- Dzieci, razem z mamą musimy wam coś powiedzieć....... my...... się przeprowadzamy.
- Co? Gdzie? - Zapytał przestraszony Ross.
- Spokojnie, kto jak kto, ale ty na pewno będziesz zadowolony, bo kupiliśmy dom na wprost Laury. Jest większy od tego. Każdy z was będzie miał swój własny pokój i Ross, ty będziesz mógł mieć nawet swoje własne mini studio nagraniowe, bo twoje piosenki są świetne. Przeprowadzamy się w tą sobotę, czyli za trzy dni. - Wyjaśniła Stormie.
- Tak Ross. Powinieneś pokazać je światu. - Powiedział Riker.
- Dzięki, super, że się przeprowadzamy....... Muszę iść. - Powiedział Ross i poszedł do swojego pokoju. Z szuflady w biurku wyjął rysownik i zaczął przeglądać swoje rysunki. Gdy skończył wyjął z szafy puste pudełko i schował do niego swój rysownik, przybory do rysowania, śpiewnik, który rodzeństwo zdążyło mu zwrócić i jeszcze parę innych drobiazgów. Potem wyjął kolejny karton i włożył do niego pozostałe rzeczy. Po 2 godzinach był już spakowany. Zostawił sobie tylko rzeczy, których będzie używał przez te trzy dni. Potem poszedł się umyć i spać. Następnego dnia obudził się wcześniej niż miał to w zwyczaju, bo po 4 nad ranem. Było to spowodowane tym, że nie mógł już dłużej spać. Usiadł na parapecie i podziwiając widok za oknem myślał o wielu różnych rzeczach. W szkole był jak zawsze o 7:40. W czasie lekcji nie wydarzyło się nic wartego opowiedzenia, oprócz jednej z lekcji. Była nią muzyka. W połowie lekcji nauczycielka stanęła na środku klasy i powiedziała.
- Drodzy uczniowie, mam dla was zadanie. Dobierzcie się w mieszane pary i napiszcie razem piosenkę. W piątek za 3 tygodnie każda para przedstawi ją klasie. - Każdy cieszył się z tej informacji i zaczął prosić drugą osobę o współpracę. Ross zrobił to samo i zapytał Laurę.
- Będziemy razem w parze?
- Jasne. - Odpowiedziała dziewczyna. Oboje cieszyli się tak samo z tego zadania, ale pewnie gdyby wiedzieli co ich czeka, inaczej by na to wszystko patrzyli.
*W następnym rozdziale.*
Ross i Laura zaczynają pracować nad piosenką w domu dziewczyny, ale w tym samym czasie w domu chłopaka pojawia się niespodziewany gość. Kto to? Czy ten ktoś wpłynie na relacje rodziny z Rossem? Odpowiedzi w następnym rozdziale.
********
Hejka, to znowu ja.  Jest już 50 rozdział i bardzo mnie to cieszy. Nigdy nie myślałam, że uda mi się aż tyle napisać. Jeśli chodzi o niespodziankę, którą dla was przygotowałam, to pojawi się ona pomiędzy 17:00, a 18:30. Mam nadzieję, że was ucieszy, bo mnie samą bardzo raduje.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Od teraz znowu będę umieszczać zapowiedź nowego rozdziału na końcu posta, bo gdy zrobię inaczej wyskakuje mi jakiś błąd.

piątek, 4 października 2013

(49) 13. Początek piekła & Plotki.

„Ta piosenka dała mu siłę i odwagę, aby pokazać innym kim jest naprawdę.” - Marta Lynch.
*Oczami narratora.*
Dzisiaj jest jeden z najcieplejszych dni w Los Angeles. Temperatura w cieniu przekracza 30 stopni celcjusza, ale nie na pogodzie będziemy się teraz skupiać. Dzisiaj nasi bohaterowie mają lekcje na 9:50, a to znaczy, że mogą sobie dłużej pospać. Każdy z zadowoleniem jeszcze smacznie spał, oprócz jednej osoby, a właściwie chłopaka. Chłopak ten bez wątpienia zawsze był zupełnie inny niż jego rówieśnicy i dało się to dostrzec gołym okiem. Gdy inni grali w piłkę lub berka, on wolał otworzyć swój zeszyt i pisać w nim piosenki. W swoim jakże krótkim życiu przeżył bardzo dużo cierpienia i nawet nie wiedział, że jeszcze więcej go spotka. Tak, dobrze myślicie, mowa tu oczywiście o Rossie, chłopaku o twórczej duszy i wielu ukrytych talentach. W tej właśnie chwili ten uroczy i twórczy chłopak siedział na parapecie w swoim pokoju z zeszytem na kolanach i rysował widok za oknem. Brązowooki od dziecka lubił podziwiać tego typu widoki. Czuł wtedy, że jest w zupełnie innym świecie, z dala od zmartwień i problemów. Tak samo zresztą było gdy tworzył muzykę, czy rysował. Niewiele osób w jego wieku wie co chce robić w przyszłości, ale on wie to od dziecka. Wie, że jego życie zawsze będzie związane z muzyką, bo to jest to co kocha bardziej niż karate, sport, gotowanie czy rysowanie. Aż szkoda myśleć, że taki uzdolniony chłopak boi się pokazać światu swoje ukryte zdolności. Gdy chłopak skończył rysować schował kartkę na dnie szuflady w biurku, a pozostałe przybory włożył do oddzielnej szuflady. Był jeszcze w piżamie, więc podszedł do szafy i wyjął z niej ubrania do szkoły. Zaopatrzony w strój wszedł do łazienki, a tam wziął poranny i orzeźwiający prysznic. Swoje mokre ciało wytarł ręcznikiem i przebrany w ubrania zszedł na dół. W jadalni siedziała już cała jego rodzina, a on się z nimi przywitał i wszedł do kuchni. Robiąc sobie śniadanie nucił piosenkę „LOUD”, którą ostatnio napisał. Uważa, że bardziej nadaje się ona na śpiew w grupie, ale niesłusznie uważa też, że jest beznadziejna. Wszyscy domownicy w tej chwili słyszeli co blondyn nuci pod nosem, bo jadalnię i kuchnię dzieli tylko cienka ściana. Każdemu z nich się ona podobała i zastanawiali się kto jest jej autorem, bo oczywiście nie wiedzieli, że Ross pisze piosenki, którą w dodatku są całkiem niezłe. Niczego nieświadomy blondyn skończył przygotowywać sobie kanapkę i herbatę i dołączył do swojej rodziny. Oni za to patrzyli na niego wzrokiem zaciekawienia, a on nie wiedział o co im chodzi. W końcu przerwał niezręczną ciszę i zapytał. - Czemu się tak na mnie patrzycie?
- Bo chcemy wiedzieć kto napisał tą piosenkę, którą nuciłeś w kuchni, jest świetna. - Wyjaśnił Riker, a Ross był w niemałym szoku. W końcu nie spodziewał się, że ktoś go usłyszy.
- Słyszałem ją w internecie. - Skłamał i posmutniał. Chciał w tej chwili powiedzieć im całą prawdę o autorze tej piosenki, ale coś go zwyczajnie blokowało, jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że to nie jest dobra droga.
- Aha, jej autor ma wielki talent. - Powiedziała Rydel.
- Tak, ale nie ma odwagi, aby powiedzieć kim jest.
- Co masz na myśli? - Zapytał Mark.
- Nic, kiedyś wam powiem, ale jeszcze nie teraz. - Powiedział i odniósł pusty talerz i szklankę do kuchni, a sam udał się do swojego pokoju. Z szuflady biurka zamykanej na klucz wyjął swój śpiewnik i powiedział sam do siebie. - Czemu nie mogę im powiedzieć? Piosenka im się podobała, więc może ją wykorzystają.......... A no tak, zapomniałbym, nie mam zbytniej odwagi, aby powiedzieć im prawdy o piosenkach, rysunkach, a nawet karate. - Ze złością rzucił zeszytem tak, że ten wpadł za łóżko, ale Ross był za bardzo zły żeby go podnieść. Wziął plecak z książkami i zszedł na dół. Już miał łapać za klamkę gdy nagle pojawiła się za nim jego mama.
- Ross, czemu wychodzisz tak wcześnie? Przecież jest dopiero 8:00. - Zapytała.
- Umówiłem się wcześniej z Laurą. - Znów skłamał i wcale nie czuł się z tym dobrze.
- Aha. - Powiedziała, a Ross wyszedł z domu i udał się z kierunku szkoły. Akurat nikogo nie było, bo dzisiaj większość zaczyna lekcje o 8:55. Blondyn wszedł do sali, w której często odbywają się koncerty lub przedstawienia i zamknął drzwi, aby nikt go tam nie znalazł. Wszedł na scenę i wyobraził sobie, że na widowni przed nim siedzi cała szkoła. Wziął szkolną gitarę, stanął przed mikrofonem, który był wyłączony i zaczął śpiewać i grać swoją najnowszą piosenkę „Living In The Moment”. Gdy skończył poczuł się lepiej. Ta piosenka dała mu siłę i odwagę, aby pokazać innym kim jest naprawdę. Zadowolony odłożył gitarę na miejsce i wyszedł z sali, a potem ze szkoły. Podszedł do drzewa przed szkołą i usiadł przed nim. Miał jeszcze sporo czasu przed rozpoczęciem lekcji, bo była dopiero 8:30, więc nałożył na uszy słuchawki i wsłuchał się w rytm muzyki. Po jakiś 20 minutach znudziło mu się, więc zaczął iść w kierunku domu Laury. Doszedł tam po 5 minutach. Zapukał do drzwi, a już po chwili pojawiła się w nich jego dziewczyna.
- Ross, co tu robisz? - Zapytała ze zdziwieniem i radością w oczach.
- Jakoś nudziło mi się, więc jestem. Mogę wejść?
- Jasne. - Para weszła do domu dziewczyny i usiedli na kanapie w salonie. Rodzice i siostra szatynki byli w pracy, więc byli w domu sami. Żadne z nich nie wiedziało jak zacząć rozmowę. W końcu panującą pomiędzy nimi ciszę przerwała Laura. - Coś się stało Ross?
- Nie, nic. - Na tym skończyła się ta krępująca dla nich obojga rozmowa. O 9:20 wyszli z domu dziewczyny i ruszyli w kierunku szkoły. Gdy przekroczyli próg budynku czuli, że wszystkie oczy są skierowane w ich stronę. Było to prawdą, ale wszyscy patrzyli tylko na Rossa, a nie Laurę. Szatynka rozstała się z Rossem i poszła do swojej szafki. Chłopak za to chciał iść do swojego przyjaciela Caluma, który był w tej chwili na ganku za szkołą, aby z nim porozmawiać, ale coś, a raczej ktoś mu w tym przeszkodził.
- Proszę, proszę kogo to moje piękne oczy widzą? Ross pozer Lynch. - Powiedział Cody, a Ross odwrócił się w jego stronę.
- Czego chcesz Cody? - Zapytał.
- Ja nic nie chcę, tak tylko wspominam kolegom nasze pierwsze spotkanie.
- Znowu wciśniesz im tą samą bajeczkę co zawsze?
- To wcale nie jest bajeczka, bo wtedy na serio odbiłem ci twoją pierwszą dziewczynę.
- Może i tak, ale jak widać była naiwna nabierając się na twoją głupią gadkę skrzywdzonego przez los chłopczyka. - Powiedział zmieniając ton głosu.
- Ej to nie moja wina, że uciekła od ciebie, bo źle całowałeś. - Skłamał z premedytacją.
- Ah tak, a podobno to mnie pocałowałeś pierwszy raz. - Powiedziała Laura, która się nagle pojawiła. Łzy napłynęły jej do oczu i wierząc w to co powiedział Cody uciekła z tego miejsca mówiąc tylko do Rossa. - Nie chcę cię znać. - On najpierw odwrócił się do Christiana, a ten powiedział będąc zaledwie kilka centymetrów od niego.
- Widzisz, znowu tracisz dziewczynę z moją pomocą, a to dopiero początek. Rossie Lynchu szykuj się na prawdziwe piekło. - Powiedział to tak cicho, że nikt poza nim i Rossem tego nie słyszał. Brązowooki odwrócił się i zaczął biec do jedynego miejsca w szkole, w którym nie było uczniów. Laura często tam przesiadywała gdy było jej smutno i tam razem też tak było. Dziewczyna siedziała skulona w koncie i cicho szlochała. Ross do niej podszedł i pogłaskał delikatnie jej głowę. Ona jednak gwałtownie odsunęła głowę nadal szlochając.
- Laura, słuchaj..... - Zaczął, ale dziewczyna nie reagowała. - to co mówił Cody nie jest prawdą, on tylko próbował nas skłócić.
- A po co chciał to zrobić? - Zapytała dziewczyna podnosząc jednocześnie głowę. Teraz Ross mógł spojrzeć dziewczynie w oczy i zobaczyć, że jej policzki były czerwone od płaczu.
- Sam nie wiem, on zawsze robi różne rzeczy byleby tylko odebrać mi wszystko co kocham. Najważniejsze jest to, że kocham cię i gdy mówiłem, że mój pierwszy pocałunek był z tobą, nie kłamałem. - Mówił to patrząc dziewczynie w oczy. Szatynka widziała w nich szczerość i miłość. Bez słowa po prostu go przytuliła. Na lekcje ruszyli trzymając się za ręce co wcale nie podobało się Cody'emu. Postanowił wprowadzić w życie plan „B”, który uważał, że zadziała bezbłędnie. Kolejne lekcje i przerwy mijały bez większych przygód. Dla Rossa było dziwnie cicho ze strony Cody'ego. Nie wiedział, czy to cisza przed burzą, czy może coś innego. Po lekcjach odprowadził Laurę pod jej dom i wszedł do środka, bo dziewczyna go zaprosiła. - Co robimy? - Zapytał blondyn.
- Sama nie wiem, a do której możesz zostać?
- Tak jak zawsze, do 15:30.
- Aha, to może pooglądamy telewizję.
- Ok. - Para już nic nie mówiła tylko zasiadła przed telewizorem w salonie i zaczęła oglądać jakieś romansidło. Byli w domu sami ponieważ reszta rodziny dziewczyny była jeszcze w pracy. Ross pożegnał się z Laurą o 15:30 i szybko poszedł do swojego pokoju. Tam zjadł kolację i biorąc torbę wyszedł z domu mówiąc, że idzie do kolegi. Rodzina Rossa jest uczulona na sztuki walki, więc chłopak sądził, że jak im powie, że trenuje od 9 roku życia to będą kazali mu odejść. W dojo był punkt 16.
- Cześć Ross. - Powiedział sensei Ryan.
- Witaj Ryan, a gdzie jest reszta? - Zapytał chłopak.
- Do dnia zawodów mają wolne, bo musisz mieć spokój.
- Ok, to co mam robić.
- Najpierw idź się przebrać w kimono.

- Ok. - Jak powiedział tak zrobił. Już po 5 minutach blondyn stał na macie przebrany i gotowy do ćwiczeń. Sensei mówił mu co ma robić po kolei, a on to wykonywał. Widać było, że chłopak ma prawdziwy potencjał. Gdy Ross skończył wykonywać ostatnie polecenie, usłyszał, że ktoś mu klaszcze, jednak nie był to jego sensei. Oboje spojrzeli w kierunku drzwi, a w nich stał.....
********
Hej, hej. Mam nadzieję, że nowy rozdział wam się podoba. Następny wpis będzie jednocześnie 50 rozdziałem, a z tej okazji będę miała dla was niespodziankę. Mam nadzieję, że was ucieszy, ale o tym w następnej notce.
Całuski ;-* Marta Lynch.

niedziela, 29 września 2013

(48) 12. Spotkanie z wrogiem & Udawane uczucia.

„Muszę zrobić absolutnie wszystko, aby nie zabrał mi wszystkiego co kocham nad życie.” - Ross lynch.
*Oczami Rossa.*
Dzisiaj jest poniedziałek, a to znaczy, że znowu trzeba iść do szkoły. Wczoraj cały dzień myślałem nad tym co mogę zrobić, aby Cody znów nie wygrał. Nie chcę, abym przez niego stracił Laurę, przyjaciół, rodzinę, sławę i fanów, bo on jest zdolny do wszystkiego. - „Muszę zrobić absolutnie wszystko, aby nie zabrał mi wszystkiego co kocham nad życie.” - Pomyślałem, wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyjąłem z niej ubrania i wszedłem do łazienki. Tam wziąłem prysznic i przebrany zszedłem na dół biorąc wcześniej swoją torbę. Z kuchni wziąłem jabłko i wyszedłem z domu. Do szkoły szedłem jedząc owoc, wcześniej napisałem Laurze SMS'a, że nie mogę po nią przyjść, oczywiście była to część mojego planu. Wszedłem do budynku i już z daleka widziałem Laurę stojącą przy swojej szafce, jednak nie była sama, przy niej stał...... Cody. Ewidentnie z nią flirtował. Bez chwili zwłoki podszedłem do nich. - Cody, witaj. Słyszałem, że się tutaj przeniosłeś. - Powiedziałem z wymuszanym uśmiechem.
- Tak, pozerze. Zdążyłem już poznać twoją dziewczynę. - Powiedział i chytrze się uśmiechnął.
- Moją dziewczyną, ale ja przecież nie mam dziewczyny. - Skłamałem i kątem oka widziałem, że stojąca obok nas Laura zrobiła dziwną minę.
- A ta co stoi obok nas, jak jej tam? Laura? Nie zależy ci na niej.
- Nie znam żadnej Laury, a już tym bardziej mi na niej i nikim innym nie zależy. - Znowu skłamałem.
- Jakoś nie sądzę, że na nikim ci nie zależy. Przecież ty zawsze byłeś najbardziej wrażliwy.
- Lepiej idź już zanim powiesz coś czego potem będziesz żałował. - Chłopak nic więcej nie powiedział tylko odszedł i poszedł w kierunku wnętrza szkoły. Ja za to podszedłem do zdezorientowanej Laury.
- Wyjaśnię ci wszystko po szkole u mnie w domu, a teraz udawaj, że mnie nie znasz. - Powiedziałem tylko i pobiegłem w stronę sali muzycznej, w której zaraz mieliśmy mieć lekcję. Usiadłem w ławce z tyłu i w ciszy słuchałem tego co mówi nauczycielka. Mniej więcej po pięciu minutach powiedziała coś czego właśnie się obawiałem.
- Drodzy uczniowie od dzisiaj będzie z wami do klasy chodził nowy uczeń – Cody. - „Dlaczego akurat do nas? Jest tyle klas, a on musiał trafić akurat do tej?” - Myślałem. - Mam nadzieję, że będziecie dla niego mili. - Powiedziała i z powrotem usiadła na krześle przy biurku, a Cody, który wcześniej wszedł do sali usiadł w jednej z wolnych ławek. Przez całą lekcję czułem jak mnie obserwuje, miałem już tego dosyć. Kolejne lekcje i przerwy mijały tak samo, jednak na długiej przerwie gdy udałem się na stołówkę było inaczej. Usiadłem przy innym stoliku, zostawiając moich przyjaciół, a oni nie wiedzieli o co chodzi, ale Laura chyba im wszystko wyjaśniła. Siedziałem na krześle jedząc posiłek i widziałem jak Cody dosiada się do Caluma, Raini i Laury. Usiadł obok mojej dziewczyny chociaż było tyle wolnych miejsc. Chociaż byłem jakieś 10 metrów od nich, widziałem, że Christian ewidentnie flirtuje z Laurą. Szybko wyjąłem z kieszeni telefon i napisałem szybkiego, ale treściwego SMS'a do mojego kumpla Caluma. - „Calum, przepraszam, że z wami nie siedzę, ale wyjaśnię to wam jutro po szkole. Uważajcie na Cody,ego, bo on wszystkich okłamuje i próbuje was omotać.” Schowałem go z powrotem i znów zająłem się jedzeniem posiłku. Czysty talerz odniosłem do kuchni, a sam udałem się w kierunku wyjścia ze stołówki. Akurat musiałem przechodzić obok stolika, przy którym siedzieli moi przyjaciele i ON. Pech chciał, że ten Christian zwrócił na mnie uwagę.
- Ross, już wychodzisz? A no tak, zapomniałem, że ty zawsze uciekasz jak najszybciej. - Powiedział i wstał od stolika, a wszystkie oczy skierowały się na nas. Ja go po prostu zignorowałem i poszedłem dalej, jednak on się znowu odezwał. - I widzisz, nawet teraz uciekasz, co z ciebie za mężczyzna. Jesteś żałosny, tak samo jak twoja rodzina. - Tego było już za wiele, odwróciłem się do niego i podszedłem patrząc mu w oczy.
- Możesz mówić o mnie co tylko chcesz, obrażać mnie na każdy możliwy sposób, ale nigdy nie waż się mówić źle o mojej rodzinie, ani przyjaciołach, zrozumiano? - Powiedziałem z lekkim poddenerwowaniem.
- A co boisz się, że znów stracisz wszystko na czym ci zależy?
- Możesz próbować ile chcesz, ale moi przyjaciele i rodzina nie są aż tacy głupi, aby nabrać się na twoje udawane gierki. - Po tych słowach zauważyłem, że wokół nas zdążyła się zebrać spora grupa ludzi, którzy byli zaciekawieni dalszym przebiegiem rozmowy. Wśród nich zauważyłem moich przyjaciół, nawet Olivię i Leo.
- Ach tak? Ja przynajmniej nie zostawiłem przyjaciół.
- Bo ty nie masz przyjaciół, a jeśli chodzi o moich to nie muszę ci się tłumaczyć dlaczego ich zostawiłem, bo to nie twoja sprawa.
- A może już im się znudziłeś.
- Wiesz co? Daruj sobie te swoje głupawe komentarze i lepiej będzie dla wszystkich jak odczepisz się od moich przyjaciół. - Powiedziałem i przebijając się przez tłum wyszedłem ze stołówki. Poszedłem do szafki i ją otworzyłem. Wyjąłem z niej potrzebne książki i udałem się na zajęcia wokalne. Na lekcji siedziałem z Laurą, ale widziałem z jej oczach, że coś ją gnębi, jednak postanowiłem ją o to zapytać po szkole. Równo z dzwonkiem oznajmiającym koniec lekcji wyszedłem ze szkoły i czekałem tam na Laurę. Już po chwili do mnie dołączyła i razem wracaliśmy ze szkoły w ciągłym milczeniu. Gdy dochodziliśmy do domu dziewczyny zapytałem ją. - Twoi rodzice są w domu?
- Nie. - Odpowiedziała oschle jakby miała do mnie jakiś żal.
- Mogę wejść, musimy pogadać.
- Jakbyśmy nie mogli zrobić tego w szkole. - Powiedziała cicho, ale ja i tak to słyszałem. Pokazała ręką żebym szedł za nią, więc to uczyniłem. Laura otworzyła drzwi i weszliśmy do środka, po czy znów je zamknęła. Usiedliśmy na kanapie w salonie, a szatynka milczała, widocznie nadal jest na mnie zła, ale to pewnie przez to, że udawałem, że jej nie znam i nie wyjaśniłem jej czemu się tak zachowywałem. Wziąłem głęboki oddech i patrząc jej w oczy zacząłem mówić.
- Wiem, że w szkole zachowywałem się dziwnie, ale chciałem was chronić. Chociaż jak teraz o tym myślę to wydaje mi się, że i tak wam nie pomogłem.
- Ale czemu chciałeś nas chronić? I dlaczego ty i Cody byliście dla siebie niemili?
- Bo wy go nie znacie, a ja tak. - Zacząłem i wstałem z kanapy. - Znam go od 9 roku życia. Od tamtej pory zawsze próbował mnie ośmieszyć na każdy możliwy sposób. Gdy zacząłem się umawiać z dziewczynami, on zawsze sprawiał, że każda z nich pocałowała go zanim ja to zrobiłem, ale z tobą jest inaczej. Moje uczucie do ciebie jest o wiele silniejsze nich do poprzednich dziewczyn, ale boję się, że nawet to nie wystarczy. Dlatego was chroniłem, bo nie chciałem was stracić i choć wiem, że to nie najlepsza droga nie miałem innego wyjścia. Kocham was tak bardzo i nie chcę znów przez niego cierpieć. - Powiedziałem na jednym tchu. Laura za to nic nie powiedziała tylko mnie przytuliła.
- Nie stracisz nas, nie stracisz mnie. - Powiedziała szczerze i mnie pocałowała, a ja oczywiście odwzajemniłem jej gest. Potem jeszcze porozmawialiśmy, a ja o 14 powiedziałem, że muszę iść do domu zasłaniając się obiadem, chociaż w rzeczywistości był to trening karate. Szybko wszedłem do pokoju i zabrałem przygotowaną wcześniej torbę. Na treningu byłem wściekły. Wyobraziłem sobie, że „chłopcem do bicia” w rzeczywistości jest Cody. Wyżyłem się na nim, nie ma co. Za ostatnim ciosem nawet odpadła mu głowa. Leo i Olivia wiedzieli co jest powodem mojego zdenerwowania, ale Ryan nie. Słyszałem jednak jak wyjaśniają mu wszystko. Pod koniec treningu Ryan powiedział, abym dłużej został, bo ma mi do powiedzenia coś bardzo ważnego. Nie wiedziałem o co chodzi, ale po treningu przebrałem się i wszedłem do gabinetu naszego sensei'a.
- Ross jesteś najlepszym uczniem w naszym dojo i bardzo się cieszę, że wróciłeś, bo jeśli się zgodzisz będziesz mógł reprezentować nas w zawodach, które odbędą się za tydzień. - Nie wierzyłem własnym uszom.
- Poważnie? - Zapytałem.
- Tak, to jak, zgadzasz się?
- Oczywiście, że tak. - Powiedziałem uradowany. - Ale kto je organizuje?
- Dojo „Czarne Smoki”. - Tutaj już było gorzej, a co jeśli sytuacja znów się powtórzy i będę musiał odejść. Drugi raz tego nie przeżyję. - Ale nie martw się, tym razem nie będziesz musiał przez nich odejść. - Jakby czytał w moich myślach.
- To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę nas reprezentować.
- To dlatego, że jesteś najlepszy........ Ok, idź teraz do domu, a jutro widzimy się o tej samej porze.
- Ok, do widzenia.

- Do widzenia. - Wróciłem do domu, zjadłem kolację, umyłem się i poszedłem spać. Cieszyłem się, że będę mógł reprezentować nasze dojo, ale nie pocieszała mnie myśl, że jutro znów będę musiał się spotkać z Cody'm. On chce mnie zniszczyć, wiem to i muszę mieć się na baczności.
********
Hej, hej to znowu ja. Podoba wam się nowy rozdział? Już powoli Cody zaczyna mieszać w życiu Rossa i uwierzcie mi, na samych groźbach się nie skończy.
Całuski ;-* Marta Lynch.

czwartek, 26 września 2013

(47) 11. Gra w butelkę & Nieciekawa wiadomość.

„Przychodzę do ciebie, bo masz prawo, aby o tym wiedzieć. Prawda jest taka, że on powrócił i musisz na siebie uważać.” - Olivia Holt.
*Oczami Rossa.*
Dzisiaj znowu weekend, a to znaczy, że można dłużej pospać. Ja oczywiście nie będę spał za długo, bo jeszcze muszę posprzątać w pokoju i przygotować się do treningu. Szybko wstałem z łóżka i podążyłem w kierunku szafy. Wybrałem z niej pierwsze lepsze ciuchy i wszedłem do łazienki. Biorąc prysznic myślałem o tym jak oprócz treningu mogę spędzić dzisiaj czas. Wpadłem na pomysł, że może wyskoczę z chłopakami do skate parku, ale potem przypomniałem sobie, że pewnie oni nie będą chcieli. Laura pojechała z rodzicami na dwa dni do cioci, więc z nią się nie spotkam. Skończyłem myśleć równo z zakończeniem mycia się. Wytarłem się ręcznikiem i założyłem na siebie przygotowane wcześniej ubrania. Wyszedłem z nazywanego przeze mnie i Laurę „pokoju czystości” i udałem się do kuchni, a tam wszyscy akurat jedli śniadanie. Przywitałem się z nimi i nałożyłem sobie posiłek, akurat dzisiaj mieliśmy pyszną jajecznicę przygotowaną przez moją kochaną mamę. Gdy skończyłem jeść posprzątałem po sobie i wróciłem do swojego pokoju, a tam zacząłem porządki. W ich trakcie słuchałem muzyki, którą lubię. Po dwóch godzinach w końcu skończyłem i opadłem na łóżko. Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi mojego pokoju. Krzyknąłem tylko – Proszę! - i już po chwili pojawiła się w nich moja mama.
- Ross, kochanie jedziesz z nami do miasta? - Zapytała swoim jak zwykle ciepłym głosem.
- Nie mamo, mam jeszcze trochę do zrobienia.
- Ok, to pa.
- Pa. - Moja rodzicielka wyszła z pokoju, a po kilku minutach usłyszałem jak nasz samochód odjeżdża. Zadowolony, że w końcu jestem sam, wyszedłem z pokoju biorąc wcześniej gitarę i śpiewnik. Wszedłem po schodach na strych. Jest tam taki ukryty pokój, który odkryłem w wieku 11 lat, wystarczy tylko odsunąć ścianę. Wiem o nim tylko ja. Zawsze przychodziłem tam gdy byłem sam w domu na dłużej. Przez kilka lat przynosiłem tam różne rzeczy np. mikrofon jak w studiu nagraniowym, matę do ćwiczenia karate czy sztalugę z farbami. W tym pokoju były rzeczy przydatne do każdego mojego hobby m. in. muzyki, rysowania, gotowania oraz karate. Usiadłem wygodnie na krześle przed mikrofonem i zacząłem grać melodię na gitarze. Było to takie moje mini studio nagraniowe, więc po wciśnięciu odpowiednich guzików wszystko nagrywało się na płytę. Wraz z melodią zacząłem śpiewać piosenkę napisaną przeze mnie.
„Can you feel, turn it up-up-up x8

I know it's on when I can't stop myself watching you m-o-o-o-ove (m-o-o-o-ove),
It's automatic, gotta have it, cause you got that Boom-da-boom-boom(Boom-da-boom-boom),
When the lights come up,
It's hard to hold back ,
So come on, let it blow !
Can you feel it, coming down, down, down,
Can you feel it, coming down, down, down,
Move it faster, stronger, harder,
Move it faster, stronger, harder,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, feel it, feel it.
You're so electric, I'm affected, and I just can't h-i-i-i-hide (H-i-i-i-hide)
The way my heart is jumping for you, beating double t-i-i-i-ime (t-i-i-i-ime)
When the lights come up,
It's hard to hold back
So come on, let it blow
Can you feel it, coming down, down, down,
Can you feel it, coming down, down, down,
Move it faster, stronger, harder ,
Move it faster, stronger, harder ,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, feel it, feel it
Hey, Hey out your hands up and get it rockin' ,
Hey, Hey show the whole world, we're never stopping,
Hey, Hey out your hand up we're lighting up the sky tonight, tonight,
When the lights come up,
It's hard to hold back ,
So come on, let it blow ,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, turn it up, up, up ,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, feel it, feel it ,
Can you feel it, turn it up, up, up,
Can you feel it, turn it up, up, up ,
Can you feel it ,turn it up, up, up ,
Can you feel it, turn it up, up, up! ”
Piosenka ta nie jest jakimś specjalnym hitem, ale lubię czasem tak dla siebie pisać i nagrywać piosenki. Czuję wtedy, że mogę zrobić wszystko. Wyjąłem nagraną płytę i podpisałem ją „Can You Feel It.” po czym położyłem ją na stolik obok mojego śpiewnika. Po tej czynności wziąłem się za nagrywanie kolejnej piosenki. Tym razem nosiła ona tytuł „No Ordinary Day.” Po nagraniu ostatniej piosenki na dzisiaj wziąłem do rąk gitarę oraz śpiewnik z obiema płytami i wyszedłem z ukrytego pokoju. Zamknąłem go dokładnie, aby nikt go nie odkrył i ruszyłem do pokoju. Gitarę położyłem na stojak pod ścianą gdzie jest jej miejsce, śpiewnik do szuflady biurka zamykanej na klucz, który mam na szyi, a płyty do pudełka na górną półkę w szafie, w którym miałem już pokaźną kolekcję. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 12:25, więc chyba już czas się zbierać i iść na trening. W soboty treningi mam o 13, a że jest weekend trwa on przeciętnie max 2 godziny. Włożyłem do torby potrzebne rzeczy i zszedłem na dół. Wziąłem do ręki jabłko i wyszedłem z domu zamykając wcześniej drzwi na klucz. Każdy z domowników na swój własny zestaw, więc na pewno wejdą do domu. Szedłem do galerii jedząc owoc i nucąc jakąś melodię. Gdy doszedłem do galerii od razu skierowałem się do dojo. Zobaczyłem, że są tam już wszyscy, więc po wejściu przywitałem się z nimi i skręciłem w stronę szatni, przebrałem się tam i wyszedłem. Wszyscy stanęliśmy na macie i zaczęliśmy się rozciągać. W pewnym momencie zauważyłem, że w stronę dojo ktoś patrzy. Nie był to jednak nikt inny jak Calum. Szybko się schowałem, ale on chyba i tak mnie zauważył, bo słyszałem jak wchodzi do dojo. Kocham Caluma jak starszego brata, ale nie chcę jemu, tak samo jak innym, mówić, że się tutaj uczę. Nie żebym się wstydził tego kim jestem, nic z tych rzeczy, ja po prostu nie chcę z tego rezygnować, bo oni mogą tego nie zaakceptować. Widziałem, że Calum podszedł do Leo i Olivii, bo ich znał i zaczął ich wypytywać. - Czy przed chwilą był tutaj Ross? - Oni doskonale wiedzieli o mojej sytuacji i o tym, że nie chcę nikomu o tym mówić, więc wiedzieli co mają powiedzieć, aby mnie nie wydać.
- Nie, Rossa tu nie było. Czasem nas tutaj odwiedza, ale dzisiaj go w ogóle nie było. - Powiedziała Olivia.
- Dokładnie. - Potwierdził Leo.
- Aha, pewnie mi się zdawało. - Powiedział rudowłosy i wyszedł już bez słowa. Ja za to wyszedłem z ukrycia.
- Wielkie dzięki, że mnie kryliście. - Powiedziałem z dziękującym wzrokiem.
- Nie ma za co, w końcu od tego są przyjaciele. - Powiedział Leo.
- Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że prędzej czy później będziesz musiał im o tym powiedzieć, prawda Ross? - Powiedziała Liv i miała rację.
- Masz rację, ale nie chcę stracić przez to przyjaciół.
- Ale czemu masz ich stracić? - Zapytał szatyn.
- Bo mogą nie zaakceptować mojego hobby.
- Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi to zrozumieją. Z resztą jak zobaczą jaki jesteś w tym dobry i jak bardzo to lubisz to nawet źle na to nie spojrzą. - Powiedziała moja przyjaciółka, a brązowooki przyznał jej rację.
- Masz rację, dziękuję wam. - Powiedziałem i przytuliłem każdego z osobna. Nasz trening skończył się równo o 15, a ja byłem w domu o 15:15. Zjadłem obiad i usiadłem razem z rodziną i Ell'em w salonie. W pewnej chwili Rocky powiedział.
- Nudzi mi się, może coś porobimy.
- Na przykład? - Zapytałem.
- Możemy zagrać w „Prawda, czy wyzwanie?” za pomocą butelki. - Zaproponował Ryland i wszyscy zgodziliśmy się na jego pomysł. Riker wziął pustą szklaną butelkę i położył ją na podłodze, a wszyscy usiedliśmy w okręgu wokół niej. Jako pierwszy kręcił Ryland i wypadło na Ell'a. - Prawda, czy wyzwanie? - Zapytał przyjaciela.
- Prawda. - Odpowiedział.
- Lubisz spędzać z nami czas?
- Oczywiście, że tak. - Graliśmy tak jeszcze przez kilka minut aż ja się odłączyłem, bo usłyszałem dzwonek do drzwi, więc poszedłem je otworzyć. Okazało się, że po drugiej stronie stoi...... Olivia.
- Hej Olivia. - Powiedziałem, a ona bez słowa weszła do mojego domu. - O co chodzi? - Zapytałem.
- Muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego. - Powiedziała. Zaprowadziłem ją do mojego pokoju, a ona stojąc na środku pokoju zaczęła wyjaśniać o co jej chodzi. - Przychodzę do ciebie, bo masz prawo, aby o tym wiedzieć. Prawda jest taka, że on powrócił i musisz na siebie uważać.
- Ale kto powrócił? - Nie wiedziałem o co chodzi.
- Cody. - Byłem w szoku. Nigdy bym się nie spodziewał, że chłopak, który nękał mnie zanim stałem się sławny jeszcze kiedykolwiek mnie spotka.
- Ale... ale jak to? - Jąkałem się. - Czego on tu szuka?
- Będzie tutaj mieszkał i chodził z nami do szkoły. Zrobił to ponieważ dowiedział się, że tutaj mieszkasz i znów chce ci zabrać wszystko na czym ci zależy.
- Dziękuję Liv, że mi o tym powiedziałaś.
- Nie ma za co....... Aha, zapomniałabym najważniejszego, będzie z nimi chodził do szkoły od tego poniedziałku.

- Dzięki. - Powiedziałem i ją przytuliłem. Ona odwzajemniła gest. Jeszcze chwilę porozmawialiśmy, a potem odprowadziłem Liv do drzwi wejściowych. Pożegnałem się z nią, a sam wróciłem do rodziny, którzy akurat jedli kolację. Po skończonym posiłku poszedłem się umyć i przebrany w piżamę odpłynąłem do krainy morfeusza.
********
Hej wam, podoba wam się rozdział? Spodziewaliście się takiego obrotu akcji? Jutro mam zawody z piłce nożnej, więc mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki.
Całuski ;-* Marta Lynch.