W środę (16.10) o godzinie 18.00 na twitterze odbędzie się akacja #R5ComeToPoland. Musimy się sprężać, bo 23 października mają być wybrane państwa do trasy koncertowej w przyszłym roku, a my MUSIMY być wśród nich! Proszę, zachęcacie innych do tego spamu, podawajcie dalej, piszcie o tej akcji na tt albo blogach, SPAMUJCIE. Akcja musi się udać, to jest nasza szansa! Do dzieła! Liczę na was #R5family! Nic więcej nie muszę dodawać, bo wszystko jest tu ładnie opisane. Całuski ;-* Marta Lynch. P. S. Nowy rozdział pojawi się jutro. Żeby nie było smutno, dodam zdjęcie naszego kochanego R5.
„Czasem
trzeba spojrzeć na coś z innej perspektywy, aby dostrzec atuty
całej tej sytuacji.” - Laura Marano.
*Oczami Laury.*
Ten dzień zapowiada się obiecująco.
Po szkole Ross do mnie przychodzi i będziemy pracować nad piosenką
na lekcję muzyki. Ostatnio dowiedziałam się, że on tak samo jak
ja pisze własne piosenki, więc będzie nam łatwiej współpracować.
Wstałam, jak co dzień, o 6:30 i podeszłam do szafki. Po 10
minutach poszukiwań wybrałam mój dzisiejszy strój do szkoły.
Trzymając go w ręce poszłam do łazienki. Wzięłam szybki
prysznic i przebrałam się w przygotowane ubranie. Zrobiłam sobie
lekki makijaż i zeszłam na dół. Już na schodach czułam piękny
zapach naleśników, okazało się, że zrobiła je moja mama. -
Witaj córeczko, proszę jedz. - Dwa razy nie musiała mi powtarzać,
gdyż od razu wzięłam się za konsumowanie posiłku. Gdy skończyłam
była 7:15. Szybko weszłam na górę i wzięłam swoją torbę.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko zeszłam na dół.
Otworzyłam je, a ku moim oczom ukazał się Ross. Pocałowałam go
na przywitanie w policzek i ruszyłam razem z nim do szkoły. Byliśmy
tam o 7:50. Wzięliśmy książki z szafek i udaliśmy się na
lekcje. Godziny mijały spokojnie i szybko, więc nic dziwnego, że
zanim się obejrzałam wracałam już z Rossem ze szkoły. Weszliśmy
do mojego domu, a w salonie siedziała już cała moja rodzina.
Przywitaliśmy się z nimi i poszliśmy do mojego pokoju. Tam
usiedliśmy przy pianinie i zaczęliśmy tworzyć piosenkę.
- Ej Ross, a może coś takiego „Kiedy
jesteś zdany na siebie, toniesz samotnie i potrzebujesz liny, która
może cię wyciągnąć. Ktoś ją rzuci.”? - Zaproponowałam.
- To jest świetne Laura. A dalej może
być „I
kiedy boisz się, że ktoś może cię złamać i potrzebujesz
sposobu, by znów poczuć się silnym. Ktoś będzie go znał.”?
- Powiedział blondyn.
- Jasne, że tak Ross. - Po 30 minutach
mieliśmy już gotową piosenkę.
„Laura: Kiedy
jesteś zdany na siebie, Toniesz
samotnie I
potrzebujesz liny, która Może
Cię wyciągnąć. Ktoś
ją rzuci. Ross: I
kiedy boisz się, Że
ktoś może Cię złamać I
potrzebujesz sposobu By
znów poczuć się silnym. Ktoś
będzie go znał. Oboje: I
nawet gdy to boli najbardziej To
staraj się mieć odrobinę nadziei, Że
ktoś tutaj będzie Kiedy
ty nie, kiedy ty nie. Jeśli
chcesz płakać, będę twoim ramieniem, Jeśli
chcesz się śmiać, będę twoim uśmiechem, Jeśli
chcesz latać, będę twoim niebem, Będę
wszystkim czego potrzebujesz. Jeśli
chcesz się wspiąć, będę twoją drabiną. Jeśli
chcesz biec, będę twoją drogą. Jeśli
potrzebujesz przyjaciela, nieważne kiedy Będę
wszystkim czego potrzebujesz. Możesz
przyjść do mnie. Laura: Możesz
przyjść to mnie.
Yeahhh”*
*Oczami narratora.*
W czasie gdy Ross i Laura myśleli nad
tym co mogą zrobić, pozostała rodzina Lynch i Ell siedzieli
właśnie w salonie na kanapie i oglądali telewizję jedząc
popcorn. W pewnej chwili w całym domu rozległ się dzwonek do
drzwi. - Riker, weź otwórz drzwi. - Powiedział Rocky rzucając w
chłopaka prażoną kukurydzą.
- A czemu ja? - Oburzył się chłopak.
- Bo jesteś najstarszy. - Powiedział
Ryland trzymając tym samym stronę szatyna.
- No ok, już idę. - Powiedział i
wstał z kanapy. Podążył w kierunku drzwi i po ułamkach sekundy
otworzył je. Przed sobą dostrzegł wysokiego chłopaka o brązowych
włosach i jasnych oczach. Nigdy wcześniej blondyn go tutaj nie
widział, ale szatyn doskonale wiedział do kogo właśnie się
zwraca.
- Witaj. - Zaczął. - Mam na imię
Cody i jestem przyjacielem Rossa. - Skłamał.
- Cześć, ja jestem Riker, a tam
siedzi reszta rodziny, ale pewnie Ross ci o nas mówił.
- Tak ciągle o was opowiada. Jest może
w domu?
- Nie, niestety nie, ale może mam mu
coś przekazać. - Gdy szatyn upewnił się, że chłopaka nie ma w
domu ucieszył się. Teraz znacznie łatwiej będzie mu wprowadzić
jego plan w życie.
- Nie musisz, ale jak bym mógł mu coś
zanieś do pokoju byłbym wdzięczny.
- Ok, proszę. - Blondyn wpuścił
chłopaka do środka, a ten przywitał się z resztą rodziny i
szybkim krokiem wszedł do pokoju Rossa. - „To będzie łatwiejsze
niż myślałem.” - Pomyślał i już miał wyjść z pokoju gdy
dostrzegł pudełko z napisem „Ważne.”. Wziął je do rąk i,
choć nie powinien, zajrzał do środka. - „No nieźle, piszesz
piosenki, gotujesz, ćwiczysz karate i jeszcze rysujesz. Jest jeszcze
coś co robisz?” - Ironicznie zadał sobie w myślach to pytanie.
Wyjął parę rysunków i schował je do kieszeni. Pudełko odłożył
z powrotem na miejsce, a sam zszedł na dół.
- Dziękuję, do widzenia. - Powiedział
choć tak naprawdę wiedział, że na tym się nie skończy.
- Cody, czekaj. - Powiedziała Stormie,
a o to właśnie chodziło Cody'emu. - Może zostaniesz u nas na
obiad? Przy okazji poznamy cię lepiej.
- Chętnie zostanę. - Powiedział i
usiadł na jednym z wolnych foteli przed telewizorem. Przez
kilkanaście minut oglądali film. Przez cały ten czas Cody
podlizywał się wszystkim wokół. Wszyscy tam obecni zdążyli już
sobie wyrobić o nim opinie, ale nie byli świadomi, że były one
zupełnie sprzeczne z prawdą. O 15:00 wszyscy zasiedli do stołu w
jadalni i delektowali się smakiem potrawy. Nagle w drzwiach pojawił
się Ross, który nie był zadowolony widokiem, który zastał.
- Co ty tutaj robisz? - Zapytał oschle
gościa.
- A nie widzisz? Jem. - Odpowiedział z
udawaną radością, której nikt poza Rossem nie zauważył.
- No widzę, ślepy nie jestem, ale
chyba ci się domy pomyliły, bo twój jest po drugiej stronie
miasta.
- Ross, zachowuj się, Cody jest
gościem, a w dodatku to twój przyjaciel. - Upomniał syna Mark.
- Taką bajeczkę im sprzedałeś?
Mogłeś się bardziej wysilić. - Powiedział znudzony brązowooki.
- Ross!!! - Krzyknęła mama. - Za
karę, obiad zjesz w swoim pokoju. - Powiedziała.
- To nie kara tylko wybawienie. -
Powiedział po cichu chłopak i biorąc talerz ze spaghetti poszedł
do swojego pokoju. W tym samym czasie Stormie przepraszała
„przyjaciela” jej syna za jego zachowanie, a on z udawaną
wyrozumiałością je przyjął. Po kilku minutach Ross zjadł obiad
i zaniósł talerz do kuchni. Gdy wychodził zobaczył, że jego
rodzina, Ell i Cody oglądają jakiś film. Zrobiło mu się smutno
na samą myśl o tym, że przez Cody'ego wszyscy mogą go zostawić
samego jak palec. - To tylko dobra mina do złej gry. - Szepnął
bardzo cicho choć i tak wiedział, że nikt go nie usłyszy.
Koniuszkiem kciuka otarł pojedynczą łzę, która zdążyła
spłynąć po jego suchym policzku i z powrotem wrócił do swojego
pokoju. W bezradności opadł na łóżko i patrzył bez żadnego
większego celu w sufit myśląc nad tą całą sytuacją. - „Czemu
to musiało spotkać akurat mnie?” - Zadał sobie to pytanie w
głowie. Zaczęło mu się powoli nudzić, więc poszedł się umyć.
Do pokoju wrócił po 15 minutach tym razem przebrany w piżamę.
Według niego była wczesna pora, bo dopiero 19, więc usiadł na
swoim ulubionym parapecie i patrzył na przepiękny zachód słońca.
Znów myślał o rodzinie, przyjaciołach, swojej dziewczynie i
Cody'm, który przez swoją nienawiść do blondyna może mu w ciągu
kilku dnia zabrać wszystko na co pracował przez większość
swojego życia. Ross nie jest typem chłopaka, który cierpi z
jakiegoś błahego powodu. Dla tego nastolatka największym
cierpieniem jest samotność spowodowana utratą bliskich. Na pewno
każdy z nas cierpi gdy odejdzie od niego ukochana osoba i tak samo
jest z Rossem. On po prostu chce mieć pewność, że osoby, które
przy nim są, wspierają go i chcą jego szczęścia. Blondyn był
tak pogrążony w swoich dywagacjach, że na dźwięk SMS'a o mało
co nie dostał zawału. Wziął komórkę z biurka w pokoju i
spojrzał na wyświetlacz. Wiadomość była od niezapisanego w
kontaktach numeru, ale Ross od razu go poznał. Otworzył ją i
przeczytał tekst, wcale nie był nim zaskoczony. „Witaj
Ross, jakbyś nie wiedział, to ja Cody. Świetnie się dzisiaj
bawiłem z twoją rodzinką i przyjacielem. Dowiedziałem się od
nich, że jutro się przeprowadzacie, więc w niedzielę was
odwiedzę, bo zostałem zaproszony. Teraz będziesz mieszkał na
wprost swojej dziewczyny, więc będę mógł ją odwiedzić, heh.
Mój plan idzie jak po maśle, nie muszę się starać, bo oni sami
cię zostawią .” Ross
szybko odpisał chłopakowi szybkim, ale treściwym SMS'em. „Możesz
ich odwiedzać ile chcesz, ale na przyjaźń z moim rodzeństwem i
Ell'em trzeba sobie zasłużyć. A jeśli tylko spróbujesz tchnąć
Laurę to pożałujesz.” Cody
już nic więcej nie napisał, więc Ross po wrażeniach z minionego
dnia położył się z powrotem na łóżku. Jeszcze raz wziął do
ręki telefon i napisał wiadomość, ale tym razem do Laury. „Hej
Laura, kochanie. Mam dla ciebie niespodziankę, wszystkiego dowiesz
się jutro.” Dziewczyna
już po chwili mu odpisała. „Już się nie
mogę doczekać, ale nie będę mogła dopiero tak po 12, bo razem z
rodzicami i Vanessą idziemy powitać nowych sąsiadów. :-(”
Chłopak za to odpisał jej pocieszającą wiadomość. „Nie
martw się, spotkamy się szybciej niż myślisz.” Na
tym skończyła się ich konwersacja esemesowa. Ross i Laura
wyłączyli telefony i poszli spać. Śniła im się scena w parku, w
której oboje przeżyli swój pierwszy pocałunek. Była to dla nich
pamiętna chwila, ale jeszcze nie wiedzieli, że spotka ich coś
strasznego, co zmieni ich nastawienie do siebie już na zawsze.
*W
następnym rozdziale.*
Rodzina
Lynch przeprowadza się do innego domu. Laura o niczym nie wie, więc
nic dziwnego, że jest zdziwiona całą tą sprawą. Następnego dnia
dom Rossa odwiedza Cody, ale blondyn musi coś powiedzieć. Jak
zareaguje Laura na wieść o przeprowadzce Rossa? Co i komu chłopak
będzie musiał powiedzieć w czasie pobytu Cody'ego? Odpowiedzi
znajdziecie w 16 rozdziale.
********
Hej wam. Dzisiejszy post dodaję na szybko, bo idę się uczyć i nadrobić odcinki Violetty.
Witajcie kochani!!!!!
Tak jak wam obiecałam, ten post będzie taką niespodzianką z okazji opublikowania 50 rozdziału opowiadania. Przepraszam, że dodaję go z opóźnieniem, ale załatwiałam sprawy związane w tą właśnie niespodzianką. Bardzo zależy mi na tym blogu i tak samo na was. Cieszę się, że tyle osób go odwiedza i obserwuje. Nie sądziłam, że kiedykolwiek spotka mnie ten wielki zaszczyt i powiem te piękne dla mnie słowa. - Powstanie 3 sezon mojego opowiadania o Rossie i Laurze. - To oficjalne. Jeszcze do dzisiaj nie miałam żadnego pomysłu na kontynuację tej historii, ale nagle nawiedziła mnie wena i postanowiłam ją wykorzystać. Jak widać, musicie wytrzymać ze mną jeszcze jakiś czas. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. Napiszcie w komie waszą opinię na ten temat. Aby to jakoś uczcić dodam zdjęcia naszych ukochanych bohaterów:
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Nowy rozdział pojawi się w tą środę, czyli 9. 10. br, bo we wtorek jadę na wycieczkę szkolną, a potem idę na mecz Legii.
„To jest
coś co kocham tak samo jak muzykę, a teraz czuję, że gdy każdy o
tym wie, to nie ma to najmniejszego sensu.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
W drzwiach wejściowych do dojo stał
Cody, który miał na twarzy ironiczny uśmiech. Ross nie wiedział
co zrobić. - Brawo, brawo ofermo. - Powiedział ironicznie Cody.
- Co tu robisz Cody? - Zapytał
spokojnie blondyn, chociaż w głębi swojej duszy był
przestraszony.
- A nic, tak sobie przechodziłem i cię
zobaczyłem. - Powiedział po czym zniknął za drzwiami, a blondyn
nie wiedział co ten chłopak kombinuje. Szybko przebrał się w
strój, w którym przyszedł i żegnając się z Ryan'em opuścił
budynek. Po zaledwie 10 minutach był już w swoim pokoju i miał w
ręce telefon. Miał w głowie mętlik, czy powinien dzwonić do
Olivii, która razem z Leo zna każdą jego tajemnicę. Chwilę się
zastanawiał i w końcu przycisnął zieloną słuchawkę wybierając
tym samym numer do blondynki. Już po chwili usłyszał w słuchawce
jej głos.
- Cody już wie. - Powiedział na
wstępie nawet się nie witając.
- Ale o czym wie? - Zapytała
dziewczyna.
- O karate, widział mnie dzisiaj jak
ćwiczyłem z Ryanem. Co ja mam teraz zrobić?
- Na pewno nie panikować, Ross
prześpij się, a jutro na pewno wszystko będzie tak jak dawniej.
- Ok, masz rację. Dzięki.
- Proszę. - Ross się rozłączył i
poszedł pod prysznic. Gdy krople letniej wody spływały po jego
coraz wilgotniejszym ciel,e myślał o tej całej sprawie z Cody'm.
Po kilku minutowej refleksji na jego temat doszedł do wniosku, że
nie ważne co będzie, on nie podda się bez walki. Wyszedł spod
prysznica i przebrany w piżamę zszedł na kolację. Usiadł wraz z
rodziną przy stole w jadalni i delektował się pyszną potrawą
zrobioną przez jego mamę.
- Ross. – Zaczął Riker, a blondyn
spojrzał na niego. - Szukaliśmy tej piosenki „LOUD” w
internecie i nigdzie jej nie było, możesz nam ją pokazać po
kolacji? - Przez głowę Rossa przebiegła tylko jedna myśl. -
„Dalej, teraz masz szansę podzielić się z nimi twoimi
zainteresowaniami. No już, daj mu to o co prosi.” - Blondyn
wyprostował się i biorąc głęboki wdech powiedział starszemu
bratu.
- Tak, pokażę ją wam nawet teraz,
czekajcie. - Szybko odszedł od rodziny i pobiegł do swojego pokoju
i wyciągnął zza łóżka swój śpiewnik, a z szafy piosenki
nagrane na płyty. Teraz był szczęśliwy, że będzie miał o jedną
tajemnicę mniej przed swoją rodziną, a potem przyjaciółmi, bo im
też zamierzał o tym powiedzieć. Zszedł na dół trzymając w obu
rękach karton z płytami i śpiewnik. - Wolicie tekst piosenki, czy
nagranie? - Zapytał, a pozostałym na jego widok szczęki opadły,
aż do podłogi. Chłopak cicho się zaśmiał i przeszedł do
salonu. Gdy reszta się „ogarnęła” uczyniła to samo. - To,
którą wersję wybieracie? - Znów zapytał blondyn.
- Ale te wszystkie piosenki są twoje?
- Zapytał zszokowany jeszcze Rocky.
- Nie, świętego mikołaja. -
Odpowiedział z ironią brązowooki. - Oczywiście, że są moje.
Macie, tylko ich nie pogubcie, a zeszyt ma do mnie wrócić w
całości. - Dokończył i wręczając reszcie pudełko i zeszyt,
udał się na górę. Położył się na łóżku i zaskakująco
szybko zasnął. Następnego dnia wstał, jak zawsze, o 6. Nie
będziemy wnikać w szczegóły co konkretnie robił w domu, więc
przejdźmy od razu do momentu, w którym przekroczył próg szkoły.
W tym momencie wszystkie oczy były skierowane w jego stronę, ale
Ross zdążył się już do tego przyzwyczaić. Nagle podeszła do
niego gromada chłopaków i jeden z nich powiedział.
- Ross, a gdzie twój czarny pas?
Podobno kupiłeś go przez internet. - Ross to zignorował i poszedł
dalej. Każdy kogo mijał mówił mu coś podobnego. Chłopak
doskonale wiedział kto powiedział to wszystko. Już po chwili
znalazł się przed osobą, która rozprowadziła plotkę.
- Cody. - Powiedział z wyrzutem. -
Czemu powiedziałeś wszystkim o mnie i karate? I czemu kłamałeś?
- Ross. - Zaczął chłopak. - Jeszcze
mało wiesz o życiu. Powiedziałem im prawdę, skłamałem tylko z
tym pasem, ale dzięki temu cię nie szanują. Pamiętaj najpierw
zabiorę ci fanów, a potem sam zobaczysz. - Dokończył i odszedł w
stronę sali, w której miał lekcję. Ross uczynił to samo. Każda
lekcja i przerwa mijała Rossowi tak samo. Każdy się z niego śmiał,
ale on starał się tym nie przejmować. Zdążył już wyjaśnić
wszystko przyjaciołom, a oni cieszyli się, że lubi to co robi.
Mało tego, powiedzieli nawet, że któregoś dnia go odwiedzą i
zobaczą go w akcji. Chłopak wracał do domu sam i nawet nie
spodziewał się, że to jeszcze nie koniec niespodzianek jak na
jeden dzień. O 19 gdy wrócił z treningu karate zasiadł wraz z
rodziną do kolacji. W pewnej chwili pan Mark powiedział do swoich
dzieci.
- Dzieci, razem z mamą musimy wam coś
powiedzieć....... my...... się przeprowadzamy.
- Co? Gdzie? - Zapytał przestraszony
Ross.
- Spokojnie, kto jak kto, ale ty na
pewno będziesz zadowolony, bo kupiliśmy dom na wprost Laury. Jest
większy od tego. Każdy z was będzie miał swój własny pokój i
Ross, ty będziesz mógł mieć nawet swoje własne mini studio
nagraniowe, bo twoje piosenki są świetne. Przeprowadzamy się w tą
sobotę, czyli za trzy dni. - Wyjaśniła Stormie.
- Tak Ross. Powinieneś pokazać je
światu. - Powiedział Riker.
- Dzięki, super, że się
przeprowadzamy....... Muszę iść. - Powiedział Ross i poszedł do
swojego pokoju. Z szuflady w biurku wyjął rysownik i zaczął
przeglądać swoje rysunki. Gdy skończył wyjął z szafy puste
pudełko i schował do niego swój rysownik, przybory do rysowania,
śpiewnik, który rodzeństwo zdążyło mu zwrócić i jeszcze parę
innych drobiazgów. Potem wyjął kolejny karton i włożył do niego
pozostałe rzeczy. Po 2 godzinach był już spakowany. Zostawił
sobie tylko rzeczy, których będzie używał przez te trzy dni.
Potem poszedł się umyć i spać. Następnego dnia obudził się
wcześniej niż miał to w zwyczaju, bo po 4 nad ranem. Było to
spowodowane tym, że nie mógł już dłużej spać. Usiadł na
parapecie i podziwiając widok za oknem myślał o wielu różnych
rzeczach. W szkole był jak zawsze o 7:40. W czasie lekcji nie
wydarzyło się nic wartego opowiedzenia, oprócz jednej z lekcji.
Była nią muzyka. W połowie lekcji nauczycielka stanęła na środku
klasy i powiedziała.
- Drodzy uczniowie, mam dla was
zadanie. Dobierzcie się w mieszane pary i napiszcie razem piosenkę.
W piątek za 3 tygodnie każda para przedstawi ją klasie. - Każdy
cieszył się z tej informacji i zaczął prosić drugą osobę o
współpracę. Ross zrobił to samo i zapytał Laurę.
- Będziemy razem w parze?
- Jasne. - Odpowiedziała dziewczyna.
Oboje cieszyli się tak samo z tego zadania, ale pewnie gdyby
wiedzieli co ich czeka, inaczej by na to wszystko patrzyli.
*W
następnym rozdziale.*
Ross i
Laura zaczynają pracować nad piosenką w domu dziewczyny, ale w tym
samym czasie w domu chłopaka pojawia się niespodziewany gość. Kto
to? Czy ten ktoś wpłynie na relacje rodziny z Rossem? Odpowiedzi w
następnym rozdziale.
********
Hejka, to znowu ja. Jest już 50 rozdział i bardzo mnie to cieszy. Nigdy nie myślałam, że uda mi się aż tyle napisać. Jeśli chodzi o niespodziankę, którą dla was przygotowałam, to pojawi się ona pomiędzy 17:00, a 18:30. Mam nadzieję, że was ucieszy, bo mnie samą bardzo raduje.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Od teraz znowu będę umieszczać zapowiedź nowego rozdziału na końcu posta, bo gdy zrobię inaczej wyskakuje mi jakiś błąd.
„Ta
piosenka dała mu siłę i odwagę, aby pokazać innym kim jest
naprawdę.” - Marta Lynch.
*Oczami narratora.*
Dzisiaj jest jeden z najcieplejszych
dni w Los Angeles. Temperatura w cieniu przekracza 30 stopni
celcjusza, ale nie na pogodzie będziemy się teraz skupiać. Dzisiaj
nasi bohaterowie mają lekcje na 9:50, a to znaczy, że mogą sobie
dłużej pospać. Każdy z zadowoleniem jeszcze smacznie spał,
oprócz jednej osoby, a właściwie chłopaka. Chłopak ten bez
wątpienia zawsze był zupełnie inny niż jego rówieśnicy i dało
się to dostrzec gołym okiem. Gdy inni grali w piłkę lub berka, on
wolał otworzyć swój zeszyt i pisać w nim piosenki. W swoim jakże
krótkim życiu przeżył bardzo dużo cierpienia i nawet nie
wiedział, że jeszcze więcej go spotka. Tak, dobrze myślicie, mowa
tu oczywiście o Rossie, chłopaku o twórczej duszy i wielu ukrytych
talentach. W tej właśnie chwili ten uroczy i twórczy chłopak
siedział na parapecie w swoim pokoju z zeszytem na kolanach i
rysował widok za oknem. Brązowooki od dziecka lubił podziwiać
tego typu widoki. Czuł wtedy, że jest w zupełnie innym świecie, z
dala od zmartwień i problemów. Tak samo zresztą było gdy tworzył
muzykę, czy rysował. Niewiele osób w jego wieku wie co chce robić
w przyszłości, ale on wie to od dziecka. Wie, że jego życie
zawsze będzie związane z muzyką, bo to jest to co kocha bardziej
niż karate, sport, gotowanie czy rysowanie. Aż szkoda myśleć, że
taki uzdolniony chłopak boi się pokazać światu swoje ukryte
zdolności. Gdy chłopak skończył rysować schował kartkę na dnie
szuflady w biurku, a pozostałe przybory włożył do oddzielnej
szuflady. Był jeszcze w piżamie, więc podszedł do szafy i wyjął
z niej ubrania do szkoły. Zaopatrzony w strój wszedł do łazienki,
a tam wziął poranny i orzeźwiający prysznic. Swoje mokre ciało
wytarł ręcznikiem i przebrany w ubrania zszedł na dół. W jadalni
siedziała już cała jego rodzina, a on się z nimi przywitał i
wszedł do kuchni. Robiąc sobie śniadanie nucił piosenkę „LOUD”,
którą ostatnio napisał. Uważa, że bardziej nadaje się ona na
śpiew w grupie, ale niesłusznie uważa też, że jest beznadziejna.
Wszyscy domownicy w tej chwili słyszeli co blondyn nuci pod nosem,
bo jadalnię i kuchnię dzieli tylko cienka ściana. Każdemu z nich
się ona podobała i zastanawiali się kto jest jej autorem, bo
oczywiście nie wiedzieli, że Ross pisze piosenki, którą w dodatku
są całkiem niezłe. Niczego nieświadomy blondyn skończył
przygotowywać sobie kanapkę i herbatę i dołączył do swojej
rodziny. Oni za to patrzyli na niego wzrokiem zaciekawienia, a on nie
wiedział o co im chodzi. W końcu przerwał niezręczną ciszę i
zapytał. - Czemu się tak na mnie patrzycie?
- Bo chcemy wiedzieć kto napisał tą
piosenkę, którą nuciłeś w kuchni, jest świetna. - Wyjaśnił
Riker, a Ross był w niemałym szoku. W końcu nie spodziewał się,
że ktoś go usłyszy.
- Słyszałem ją w internecie. -
Skłamał i posmutniał. Chciał w tej chwili powiedzieć im całą
prawdę o autorze tej piosenki, ale coś go zwyczajnie blokowało,
jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że to nie jest dobra droga.
- Aha, jej autor ma wielki talent. -
Powiedziała Rydel.
- Tak, ale nie ma odwagi, aby
powiedzieć kim jest.
- Co masz na myśli? - Zapytał Mark.
- Nic, kiedyś wam powiem, ale jeszcze
nie teraz. - Powiedział i odniósł pusty talerz i szklankę do
kuchni, a sam udał się do swojego pokoju. Z szuflady biurka
zamykanej na klucz wyjął swój śpiewnik i powiedział sam do
siebie. - Czemu nie mogę im powiedzieć? Piosenka im się podobała,
więc może ją wykorzystają.......... A no tak, zapomniałbym, nie
mam zbytniej odwagi, aby powiedzieć im prawdy o piosenkach,
rysunkach, a nawet karate. - Ze złością rzucił zeszytem tak, że
ten wpadł za łóżko, ale Ross był za bardzo zły żeby go
podnieść. Wziął plecak z książkami i zszedł na dół. Już
miał łapać za klamkę gdy nagle pojawiła się za nim jego mama.
- Ross, czemu wychodzisz tak wcześnie?
Przecież jest dopiero 8:00. - Zapytała.
- Umówiłem się wcześniej z Laurą.
- Znów skłamał i wcale nie czuł się z tym dobrze.
- Aha. - Powiedziała, a Ross wyszedł
z domu i udał się z kierunku szkoły. Akurat nikogo nie było, bo
dzisiaj większość zaczyna lekcje o 8:55. Blondyn wszedł do sali,
w której często odbywają się koncerty lub przedstawienia i
zamknął drzwi, aby nikt go tam nie znalazł. Wszedł na scenę i
wyobraził sobie, że na widowni przed nim siedzi cała szkoła.
Wziął szkolną gitarę, stanął przed mikrofonem, który był
wyłączony i zaczął śpiewać i grać swoją najnowszą piosenkę
„Living
In The Moment”. Gdy skończył
poczuł się lepiej. Ta piosenka dała mu siłę i odwagę, aby
pokazać innym kim jest naprawdę. Zadowolony odłożył gitarę na
miejsce i wyszedł z sali, a potem ze szkoły. Podszedł do drzewa
przed szkołą i usiadł przed nim. Miał jeszcze sporo czasu przed
rozpoczęciem lekcji, bo była dopiero 8:30, więc nałożył na uszy
słuchawki i wsłuchał się w rytm muzyki. Po jakiś 20 minutach
znudziło mu się, więc zaczął iść w kierunku domu Laury.
Doszedł tam po 5 minutach. Zapukał do drzwi, a już po chwili
pojawiła się w nich jego dziewczyna.
- Ross, co tu robisz? - Zapytała ze
zdziwieniem i radością w oczach.
- Jakoś nudziło mi się, więc
jestem. Mogę wejść?
- Jasne. - Para weszła do domu
dziewczyny i usiedli na kanapie w salonie. Rodzice i siostra szatynki
byli w pracy, więc byli w domu sami. Żadne z nich nie wiedziało
jak zacząć rozmowę. W końcu panującą pomiędzy nimi ciszę
przerwała Laura. - Coś się stało Ross?
- Nie, nic. - Na tym skończyła się
ta krępująca dla nich obojga rozmowa. O 9:20 wyszli z domu
dziewczyny i ruszyli w kierunku szkoły. Gdy przekroczyli próg
budynku czuli, że wszystkie oczy są skierowane w ich stronę. Było
to prawdą, ale wszyscy patrzyli tylko na Rossa, a nie Laurę.
Szatynka rozstała się z Rossem i poszła do swojej szafki. Chłopak
za to chciał iść do swojego przyjaciela Caluma, który był w tej
chwili na ganku za szkołą, aby z nim porozmawiać, ale coś, a
raczej ktoś mu w tym przeszkodził.
- Proszę, proszę kogo to moje piękne
oczy widzą? Ross pozer Lynch. - Powiedział Cody, a Ross odwrócił
się w jego stronę.
- Czego chcesz Cody? - Zapytał.
- Ja nic nie chcę, tak tylko wspominam
kolegom nasze pierwsze spotkanie.
- Znowu wciśniesz im tą samą
bajeczkę co zawsze?
- To wcale nie jest bajeczka, bo wtedy
na serio odbiłem ci twoją pierwszą dziewczynę.
- Może i tak, ale jak widać była
naiwna nabierając się na twoją głupią gadkę skrzywdzonego przez
los chłopczyka. - Powiedział zmieniając ton głosu.
- Ej to nie moja wina, że uciekła od
ciebie, bo źle całowałeś. - Skłamał z premedytacją.
- Ah tak, a podobno to mnie pocałowałeś
pierwszy raz. - Powiedziała Laura, która się nagle pojawiła. Łzy
napłynęły jej do oczu i wierząc w to co powiedział Cody uciekła
z tego miejsca mówiąc tylko do Rossa. - Nie chcę cię znać. - On
najpierw odwrócił się do Christiana, a ten powiedział będąc
zaledwie kilka centymetrów od niego.
- Widzisz, znowu tracisz dziewczynę z
moją pomocą, a to dopiero początek. Rossie Lynchu szykuj się na
prawdziwe piekło. - Powiedział to tak cicho, że nikt poza nim i
Rossem tego nie słyszał. Brązowooki odwrócił się i zaczął
biec do jedynego miejsca w szkole, w którym nie było uczniów.
Laura często tam przesiadywała gdy było jej smutno i tam razem też
tak było. Dziewczyna siedziała skulona w koncie i cicho szlochała.
Ross do niej podszedł i pogłaskał delikatnie jej głowę. Ona
jednak gwałtownie odsunęła głowę nadal szlochając.
- Laura, słuchaj..... - Zaczął, ale
dziewczyna nie reagowała. - to co mówił Cody nie jest prawdą, on
tylko próbował nas skłócić.
- A po co chciał to zrobić? -
Zapytała dziewczyna podnosząc jednocześnie głowę. Teraz Ross
mógł spojrzeć dziewczynie w oczy i zobaczyć, że jej policzki
były czerwone od płaczu.
- Sam nie wiem, on zawsze robi różne
rzeczy byleby tylko odebrać mi wszystko co kocham. Najważniejsze
jest to, że kocham cię i gdy mówiłem, że mój pierwszy pocałunek
był z tobą, nie kłamałem. - Mówił to patrząc dziewczynie w
oczy. Szatynka widziała w nich szczerość i miłość. Bez słowa
po prostu go przytuliła. Na lekcje ruszyli trzymając się za ręce
co wcale nie podobało się Cody'emu. Postanowił wprowadzić w życie
plan „B”, który uważał, że zadziała bezbłędnie. Kolejne
lekcje i przerwy mijały bez większych przygód. Dla Rossa było
dziwnie cicho ze strony Cody'ego. Nie wiedział, czy to cisza przed
burzą, czy może coś innego. Po lekcjach odprowadził Laurę pod
jej dom i wszedł do środka, bo dziewczyna go zaprosiła. - Co
robimy? - Zapytał blondyn.
- Sama nie wiem, a do której możesz
zostać?
- Tak jak zawsze, do 15:30.
- Aha, to może pooglądamy telewizję.
- Ok. - Para już nic nie mówiła
tylko zasiadła przed telewizorem w salonie i zaczęła oglądać
jakieś romansidło. Byli w domu sami ponieważ reszta rodziny
dziewczyny była jeszcze w pracy. Ross pożegnał się z Laurą o
15:30 i szybko poszedł do swojego pokoju. Tam zjadł kolację i
biorąc torbę wyszedł z domu mówiąc, że idzie do kolegi. Rodzina
Rossa jest uczulona na sztuki walki, więc chłopak sądził, że jak
im powie, że trenuje od 9 roku życia to będą kazali mu odejść.
W dojo był punkt 16.
- Cześć Ross. - Powiedział sensei
Ryan.
- Witaj Ryan, a gdzie jest reszta? -
Zapytał chłopak.
- Do dnia zawodów mają wolne, bo
musisz mieć spokój.
- Ok, to co mam robić.
- Najpierw idź się przebrać w
kimono.
- Ok. - Jak powiedział tak zrobił.
Już po 5 minutach blondyn stał na macie przebrany i gotowy do
ćwiczeń. Sensei mówił mu co ma robić po kolei, a on to
wykonywał. Widać było, że chłopak ma prawdziwy potencjał. Gdy
Ross skończył wykonywać ostatnie polecenie, usłyszał, że ktoś
mu klaszcze, jednak nie był to jego sensei. Oboje spojrzeli w
kierunku drzwi, a w nich stał.....
********
Hej, hej. Mam nadzieję, że nowy rozdział wam się podoba. Następny wpis będzie jednocześnie 50 rozdziałem, a z tej okazji będę miała dla was niespodziankę. Mam nadzieję, że was ucieszy, ale o tym w następnej notce.
„Muszę
zrobić absolutnie wszystko, aby nie zabrał mi wszystkiego co kocham
nad życie.” - Ross lynch.
*Oczami Rossa.*
Dzisiaj jest poniedziałek, a to
znaczy, że znowu trzeba iść do szkoły. Wczoraj cały dzień
myślałem nad tym co mogę zrobić, aby Cody znów nie wygrał. Nie
chcę, abym przez niego stracił Laurę, przyjaciół, rodzinę,
sławę i fanów, bo on jest zdolny do wszystkiego. - „Muszę
zrobić absolutnie wszystko, aby nie zabrał mi wszystkiego co kocham
nad życie.”-
Pomyślałem, wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyjąłem z
niej ubrania i wszedłem do łazienki. Tam wziąłem prysznic i
przebrany zszedłem na dół biorąc wcześniej swoją torbę. Z
kuchni wziąłem jabłko i wyszedłem z domu. Do szkoły szedłem
jedząc owoc, wcześniej napisałem Laurze SMS'a, że nie mogę po
nią przyjść, oczywiście była to część mojego planu. Wszedłem
do budynku i już z daleka widziałem Laurę stojącą przy swojej
szafce, jednak nie była sama, przy niej stał...... Cody. Ewidentnie
z nią flirtował. Bez chwili zwłoki podszedłem do nich. - Cody,
witaj. Słyszałem, że się tutaj przeniosłeś. - Powiedziałem z
wymuszanym uśmiechem.
- Tak, pozerze. Zdążyłem już poznać
twoją dziewczynę. - Powiedział i chytrze się uśmiechnął.
- Moją dziewczyną, ale ja przecież
nie mam dziewczyny. - Skłamałem i kątem oka widziałem, że
stojąca obok nas Laura zrobiła dziwną minę.
- A ta co stoi obok nas, jak jej tam?
Laura? Nie zależy ci na niej.
- Nie znam żadnej Laury, a już tym
bardziej mi na niej i nikim innym nie zależy. - Znowu skłamałem.
- Jakoś nie sądzę, że na nikim ci
nie zależy. Przecież ty zawsze byłeś najbardziej wrażliwy.
- Lepiej idź już zanim powiesz coś
czego potem będziesz żałował. - Chłopak nic więcej nie
powiedział tylko odszedł i poszedł w kierunku wnętrza szkoły. Ja
za to podszedłem do zdezorientowanej Laury.
- Wyjaśnię ci wszystko po szkole u
mnie w domu, a teraz udawaj, że mnie nie znasz. - Powiedziałem
tylko i pobiegłem w stronę sali muzycznej, w której zaraz mieliśmy
mieć lekcję. Usiadłem w ławce z tyłu i w ciszy słuchałem tego
co mówi nauczycielka. Mniej więcej po pięciu minutach powiedziała
coś czego właśnie się obawiałem.
- Drodzy uczniowie od dzisiaj będzie z
wami do klasy chodził nowy uczeń – Cody. - „Dlaczego akurat do
nas? Jest tyle klas, a on musiał trafić akurat do tej?” -
Myślałem. - Mam nadzieję, że będziecie dla niego mili. -
Powiedziała i z powrotem usiadła na krześle przy biurku, a Cody,
który wcześniej wszedł do sali usiadł w jednej z wolnych ławek.
Przez całą lekcję czułem jak mnie obserwuje, miałem już tego
dosyć. Kolejne lekcje i przerwy mijały tak samo, jednak na długiej
przerwie gdy udałem się na stołówkę było inaczej. Usiadłem
przy innym stoliku, zostawiając moich przyjaciół, a oni nie
wiedzieli o co chodzi, ale Laura chyba im wszystko wyjaśniła.
Siedziałem na krześle jedząc posiłek i widziałem jak Cody
dosiada się do Caluma, Raini i Laury. Usiadł obok mojej dziewczyny
chociaż było tyle wolnych miejsc. Chociaż byłem jakieś 10 metrów
od nich, widziałem, że Christian ewidentnie flirtuje z Laurą.
Szybko wyjąłem z kieszeni telefon i napisałem szybkiego, ale
treściwego SMS'a do mojego kumpla Caluma. - „Calum,
przepraszam, że z wami nie siedzę, ale wyjaśnię to wam jutro po
szkole. Uważajcie na Cody,ego, bo on wszystkich okłamuje i próbuje
was omotać.” Schowałem
go z powrotem i znów zająłem się jedzeniem posiłku. Czysty
talerz odniosłem do kuchni, a sam udałem się w kierunku wyjścia
ze stołówki. Akurat musiałem przechodzić obok stolika, przy
którym siedzieli moi przyjaciele i ON. Pech chciał, że ten
Christian zwrócił na mnie uwagę.
- Ross, już wychodzisz? A no tak,
zapomniałem, że ty zawsze uciekasz jak najszybciej. - Powiedział i
wstał od stolika, a wszystkie oczy skierowały się na nas. Ja go po
prostu zignorowałem i poszedłem dalej, jednak on się znowu
odezwał. - I widzisz, nawet teraz uciekasz, co z ciebie za
mężczyzna. Jesteś żałosny, tak samo jak twoja rodzina. - Tego
było już za wiele, odwróciłem się do niego i podszedłem patrząc
mu w oczy.
- Możesz mówić o mnie co tylko
chcesz, obrażać mnie na każdy możliwy sposób, ale nigdy nie waż
się mówić źle o mojej rodzinie, ani przyjaciołach, zrozumiano? -
Powiedziałem z lekkim poddenerwowaniem.
- A co boisz się, że znów stracisz
wszystko na czym ci zależy?
- Możesz próbować ile chcesz, ale
moi przyjaciele i rodzina nie są aż tacy głupi, aby nabrać się
na twoje udawane gierki. - Po tych słowach zauważyłem, że wokół
nas zdążyła się zebrać spora grupa ludzi, którzy byli
zaciekawieni dalszym przebiegiem rozmowy. Wśród nich zauważyłem
moich przyjaciół, nawet Olivię i Leo.
- Ach tak? Ja przynajmniej nie
zostawiłem przyjaciół.
- Bo ty nie masz przyjaciół, a jeśli
chodzi o moich to nie muszę ci się tłumaczyć dlaczego ich
zostawiłem, bo to nie twoja sprawa.
- A może już im się znudziłeś.
- Wiesz co? Daruj sobie te swoje
głupawe komentarze i lepiej będzie dla wszystkich jak odczepisz się
od moich przyjaciół. - Powiedziałem i przebijając się przez tłum
wyszedłem ze stołówki. Poszedłem do szafki i ją otworzyłem.
Wyjąłem z niej potrzebne książki i udałem się na zajęcia
wokalne. Na lekcji siedziałem z Laurą, ale widziałem z jej oczach,
że coś ją gnębi, jednak postanowiłem ją o to zapytać po
szkole. Równo z dzwonkiem oznajmiającym koniec lekcji wyszedłem ze
szkoły i czekałem tam na Laurę. Już po chwili do mnie dołączyła
i razem wracaliśmy ze szkoły w ciągłym milczeniu. Gdy
dochodziliśmy do domu dziewczyny zapytałem ją. - Twoi rodzice są
w domu?
- Nie. - Odpowiedziała oschle jakby
miała do mnie jakiś żal.
- Mogę wejść, musimy pogadać.
- Jakbyśmy nie mogli zrobić tego w
szkole. - Powiedziała cicho, ale ja i tak to słyszałem. Pokazała
ręką żebym szedł za nią, więc to uczyniłem. Laura otworzyła
drzwi i weszliśmy do środka, po czy znów je zamknęła. Usiedliśmy
na kanapie w salonie, a szatynka milczała, widocznie nadal jest na
mnie zła, ale to pewnie przez to, że udawałem, że jej nie znam i
nie wyjaśniłem jej czemu się tak zachowywałem. Wziąłem głęboki
oddech i patrząc jej w oczy zacząłem mówić.
- Wiem, że w szkole zachowywałem się
dziwnie, ale chciałem was chronić. Chociaż jak teraz o tym myślę
to wydaje mi się, że i tak wam nie pomogłem.
- Ale czemu chciałeś nas chronić? I
dlaczego ty i Cody byliście dla siebie niemili?
- Bo wy go nie znacie, a ja tak. -
Zacząłem i wstałem z kanapy. - Znam go od 9 roku życia. Od tamtej
pory zawsze próbował mnie ośmieszyć na każdy możliwy sposób.
Gdy zacząłem się umawiać z dziewczynami, on zawsze sprawiał, że
każda z nich pocałowała go zanim ja to zrobiłem, ale z tobą jest
inaczej. Moje uczucie do ciebie jest o wiele silniejsze nich do
poprzednich dziewczyn, ale boję się, że nawet to nie wystarczy.
Dlatego was chroniłem, bo nie chciałem was stracić i choć wiem,
że to nie najlepsza droga nie miałem innego wyjścia. Kocham was
tak bardzo i nie chcę znów przez niego cierpieć. - Powiedziałem
na jednym tchu. Laura za to nic nie powiedziała tylko mnie
przytuliła.
- Nie stracisz nas, nie stracisz mnie.
- Powiedziała szczerze i mnie pocałowała, a ja oczywiście
odwzajemniłem jej gest. Potem jeszcze porozmawialiśmy, a ja o 14
powiedziałem, że muszę iść do domu zasłaniając się obiadem,
chociaż w rzeczywistości był to trening karate. Szybko wszedłem
do pokoju i zabrałem przygotowaną wcześniej torbę. Na treningu
byłem wściekły. Wyobraziłem sobie, że „chłopcem do bicia” w
rzeczywistości jest Cody. Wyżyłem się na nim, nie ma co. Za
ostatnim ciosem nawet odpadła mu głowa. Leo i Olivia wiedzieli co
jest powodem mojego zdenerwowania, ale Ryan nie. Słyszałem jednak
jak wyjaśniają mu wszystko. Pod koniec treningu Ryan powiedział,
abym dłużej został, bo ma mi do powiedzenia coś bardzo ważnego.
Nie wiedziałem o co chodzi, ale po treningu przebrałem się i
wszedłem do gabinetu naszego sensei'a.
- Ross jesteś najlepszym uczniem w
naszym dojo i bardzo się cieszę, że wróciłeś, bo jeśli się
zgodzisz będziesz mógł reprezentować nas w zawodach, które
odbędą się za tydzień. - Nie wierzyłem własnym uszom.
- Poważnie? - Zapytałem.
- Tak, to jak, zgadzasz się?
- Oczywiście, że tak. - Powiedziałem
uradowany. - Ale kto je organizuje?
- Dojo „Czarne Smoki”. - Tutaj już
było gorzej, a co jeśli sytuacja znów się powtórzy i będę
musiał odejść. Drugi raz tego nie przeżyję. - Ale nie martw się,
tym razem nie będziesz musiał przez nich odejść. - Jakby czytał
w moich myślach.
- To dla mnie ogromny zaszczyt, że
mogę nas reprezentować.
- To dlatego, że jesteś
najlepszy........ Ok, idź teraz do domu, a jutro widzimy się o tej
samej porze.
- Ok, do widzenia.
- Do widzenia. - Wróciłem do domu,
zjadłem kolację, umyłem się i poszedłem spać. Cieszyłem się,
że będę mógł reprezentować nasze dojo, ale nie pocieszała mnie
myśl, że jutro znów będę musiał się spotkać z Cody'm. On chce
mnie zniszczyć, wiem to i muszę mieć się na baczności.
******** Hej, hej to znowu ja. Podoba wam się nowy rozdział? Już powoli Cody zaczyna mieszać w życiu Rossa i uwierzcie mi, na samych groźbach się nie skończy.
„Przychodzę
do ciebie, bo masz prawo, aby o tym wiedzieć. Prawda jest taka, że
on powrócił i musisz na siebie uważać.” - Olivia Holt.
*Oczami Rossa.*
Dzisiaj znowu weekend, a to znaczy, że
można dłużej pospać. Ja oczywiście nie będę spał za długo,
bo jeszcze muszę posprzątać w pokoju i przygotować się do
treningu. Szybko wstałem z łóżka i podążyłem w kierunku szafy.
Wybrałem z niej pierwsze lepsze ciuchy i wszedłem do łazienki.
Biorąc prysznic myślałem o tym jak oprócz treningu mogę spędzić
dzisiaj czas. Wpadłem na pomysł, że może wyskoczę z chłopakami
do skate parku, ale potem przypomniałem sobie, że pewnie oni nie
będą chcieli. Laura pojechała z rodzicami na dwa dni do cioci,
więc z nią się nie spotkam. Skończyłem myśleć równo z
zakończeniem mycia się. Wytarłem się ręcznikiem i założyłem
na siebie przygotowane wcześniej ubrania. Wyszedłem z nazywanego
przeze mnie i Laurę „pokoju czystości” i udałem się do
kuchni, a tam wszyscy akurat jedli śniadanie. Przywitałem się z
nimi i nałożyłem sobie posiłek, akurat dzisiaj mieliśmy pyszną
jajecznicę przygotowaną przez moją kochaną mamę. Gdy skończyłem
jeść posprzątałem po sobie i wróciłem do swojego pokoju, a tam
zacząłem porządki. W ich trakcie słuchałem muzyki, którą
lubię. Po dwóch godzinach w końcu skończyłem i opadłem na
łóżko. Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi mojego
pokoju. Krzyknąłem tylko – Proszę! - i już po chwili pojawiła
się w nich moja mama.
- Ross, kochanie jedziesz z nami do
miasta? - Zapytała swoim jak zwykle ciepłym głosem.
- Nie mamo, mam jeszcze trochę do
zrobienia.
- Ok, to pa.
- Pa. - Moja rodzicielka wyszła z
pokoju, a po kilku minutach usłyszałem jak nasz samochód odjeżdża.
Zadowolony, że w końcu jestem sam, wyszedłem z pokoju biorąc
wcześniej gitarę i śpiewnik. Wszedłem po schodach na strych. Jest
tam taki ukryty pokój, który odkryłem w wieku 11 lat, wystarczy
tylko odsunąć ścianę. Wiem o nim tylko ja. Zawsze przychodziłem
tam gdy byłem sam w domu na dłużej. Przez kilka lat przynosiłem
tam różne rzeczy np. mikrofon jak w studiu nagraniowym, matę do
ćwiczenia karate czy sztalugę z farbami. W tym pokoju były rzeczy
przydatne do każdego mojego hobby m. in. muzyki, rysowania,
gotowania oraz karate. Usiadłem wygodnie na krześle przed
mikrofonem i zacząłem grać melodię na gitarze. Było to takie
moje mini studio nagraniowe, więc po wciśnięciu odpowiednich
guzików wszystko nagrywało się na płytę. Wraz z melodią
zacząłem śpiewać piosenkę napisaną przeze mnie.
„Can
you feel, turn it up-up-up x8
I
know it's on when I can't stop myself watching you m-o-o-o-ove
(m-o-o-o-ove), It's
automatic, gotta have it, cause you got that
Boom-da-boom-boom(Boom-da-boom-boom), When
the lights come up, It's
hard to hold back , So
come on, let it blow ! Can
you feel it, coming down, down, down, Can
you feel it, coming down, down, down, Move
it faster, stronger, harder, Move
it faster, stronger, harder, Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, feel it, feel it. You're
so electric, I'm affected, and I just can't h-i-i-i-hide
(H-i-i-i-hide) The
way my heart is jumping for you, beating double t-i-i-i-ime
(t-i-i-i-ime) When
the lights come up, It's
hard to hold back So
come on, let it blow Can
you feel it, coming down, down, down, Can
you feel it, coming down, down, down, Move
it faster, stronger, harder , Move
it faster, stronger, harder , Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, feel it, feel it Hey,
Hey out your hands up and get it rockin' , Hey,
Hey show the whole world, we're never stopping, Hey,
Hey out your hand up we're lighting up the sky tonight, tonight, When
the lights come up, It's
hard to hold back , So
come on, let it blow , Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, turn it up, up, up , Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, feel it, feel it , Can
you feel it, turn it up, up, up, Can
you feel it, turn it up, up, up , Can
you feel it ,turn it up, up, up , Can
you feel it, turn it up, up, up!”
Piosenka ta nie jest jakimś specjalnym
hitem, ale lubię czasem tak dla siebie pisać i nagrywać piosenki.
Czuję wtedy, że mogę zrobić wszystko. Wyjąłem nagraną płytę
i podpisałem ją „Can You Feel It.” po czym położyłem ją na
stolik obok mojego śpiewnika. Po tej czynności wziąłem się za
nagrywanie kolejnej piosenki. Tym razem nosiła ona tytuł „No
Ordinary Day.” Po nagraniu ostatniej piosenki na dzisiaj wziąłem
do rąk gitarę oraz śpiewnik z obiema płytami i wyszedłem z
ukrytego pokoju. Zamknąłem go dokładnie, aby nikt go nie odkrył i
ruszyłem do pokoju. Gitarę położyłem na stojak pod ścianą
gdzie jest jej miejsce, śpiewnik do szuflady biurka zamykanej na
klucz, który mam na szyi, a płyty do pudełka na górną półkę w
szafie, w którym miałem już pokaźną kolekcję. Spojrzałem na
zegarek, który wskazywał 12:25, więc chyba już czas się zbierać
i iść na trening. W soboty treningi mam o 13, a że jest weekend
trwa on przeciętnie max 2 godziny. Włożyłem do torby potrzebne
rzeczy i zszedłem na dół. Wziąłem do ręki jabłko i wyszedłem
z domu zamykając wcześniej drzwi na klucz. Każdy z domowników na
swój własny zestaw, więc na pewno wejdą do domu. Szedłem do
galerii jedząc owoc i nucąc jakąś melodię. Gdy doszedłem do
galerii od razu skierowałem się do dojo. Zobaczyłem, że są tam
już wszyscy, więc po wejściu przywitałem się z nimi i skręciłem
w stronę szatni, przebrałem się tam i wyszedłem. Wszyscy
stanęliśmy na macie i zaczęliśmy się rozciągać. W pewnym
momencie zauważyłem, że w stronę dojo ktoś patrzy. Nie był to
jednak nikt inny jak Calum. Szybko się schowałem, ale on chyba i
tak mnie zauważył, bo słyszałem jak wchodzi do dojo. Kocham
Caluma jak starszego brata, ale nie chcę jemu, tak samo jak innym,
mówić, że się tutaj uczę. Nie żebym się wstydził tego kim
jestem, nic z tych rzeczy, ja po prostu nie chcę z tego rezygnować,
bo oni mogą tego nie zaakceptować. Widziałem, że Calum podszedł
do Leo i Olivii, bo ich znał i zaczął ich wypytywać. - Czy przed
chwilą był tutaj Ross? - Oni doskonale wiedzieli o mojej sytuacji i
o tym, że nie chcę nikomu o tym mówić, więc wiedzieli co mają
powiedzieć, aby mnie nie wydać.
- Nie, Rossa tu nie było. Czasem nas
tutaj odwiedza, ale dzisiaj go w ogóle nie było. - Powiedziała
Olivia.
- Dokładnie. - Potwierdził Leo.
- Aha, pewnie mi się zdawało. -
Powiedział rudowłosy i wyszedł już bez słowa. Ja za to wyszedłem
z ukrycia.
- Wielkie dzięki, że mnie kryliście.
- Powiedziałem z dziękującym wzrokiem.
- Nie ma za co, w końcu od tego są
przyjaciele. - Powiedział Leo.
- Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że
prędzej czy później będziesz musiał im o tym powiedzieć, prawda
Ross? - Powiedziała Liv i miała rację.
- Masz rację, ale nie chcę stracić
przez to przyjaciół.
- Ale czemu masz ich stracić? -
Zapytał szatyn.
- Bo mogą nie zaakceptować mojego
hobby.
- Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi
to zrozumieją. Z resztą jak zobaczą jaki jesteś w tym dobry i jak
bardzo to lubisz to nawet źle na to nie spojrzą. - Powiedziała
moja przyjaciółka, a brązowooki przyznał jej rację.
- Masz rację, dziękuję wam. -
Powiedziałem i przytuliłem każdego z osobna. Nasz trening skończył
się równo o 15, a ja byłem w domu o 15:15. Zjadłem obiad i
usiadłem razem z rodziną i Ell'em w salonie. W pewnej chwili Rocky
powiedział.
- Nudzi mi się, może coś porobimy.
- Na przykład? - Zapytałem.
- Możemy zagrać w „Prawda, czy
wyzwanie?” za pomocą butelki. - Zaproponował Ryland i wszyscy
zgodziliśmy się na jego pomysł. Riker wziął pustą szklaną
butelkę i położył ją na podłodze, a wszyscy usiedliśmy w
okręgu wokół niej. Jako pierwszy kręcił Ryland i wypadło na
Ell'a. - Prawda, czy wyzwanie? - Zapytał przyjaciela.
- Prawda. - Odpowiedział.
- Lubisz spędzać z nami czas?
- Oczywiście, że tak. - Graliśmy tak
jeszcze przez kilka minut aż ja się odłączyłem, bo usłyszałem
dzwonek do drzwi, więc poszedłem je otworzyć. Okazało się, że
po drugiej stronie stoi...... Olivia.
- Hej Olivia. - Powiedziałem, a ona
bez słowa weszła do mojego domu. - O co chodzi? - Zapytałem.
- Muszę powiedzieć ci coś bardzo
ważnego. - Powiedziała. Zaprowadziłem ją do mojego pokoju, a ona
stojąc na środku pokoju zaczęła wyjaśniać o co jej chodzi. -
Przychodzę
do ciebie, bo masz prawo, aby o tym wiedzieć. Prawda jest taka, że
on powrócił i musisz na siebie uważać.
- Ale kto powrócił? - Nie wiedziałem
o co chodzi.
- Cody. - Byłem w szoku. Nigdy bym się
nie spodziewał, że chłopak, który nękał mnie zanim stałem się
sławny jeszcze kiedykolwiek mnie spotka.
- Ale... ale jak to? - Jąkałem się.
- Czego on tu szuka?
- Będzie tutaj mieszkał i chodził z
nami do szkoły. Zrobił to ponieważ dowiedział się, że tutaj
mieszkasz i znów chce ci zabrać wszystko na czym ci zależy.
- Dziękuję Liv, że mi o tym
powiedziałaś.
- Nie ma za co....... Aha,
zapomniałabym najważniejszego, będzie z nimi chodził do szkoły
od tego poniedziałku.
- Dzięki. - Powiedziałem i ją
przytuliłem. Ona odwzajemniła gest. Jeszcze chwilę
porozmawialiśmy, a potem odprowadziłem Liv do drzwi wejściowych.
Pożegnałem się z nią, a sam wróciłem do rodziny, którzy akurat
jedli kolację. Po skończonym posiłku poszedłem się umyć i
przebrany w piżamę odpłynąłem do krainy morfeusza.
********
Hej wam, podoba wam się rozdział? Spodziewaliście się takiego obrotu akcji? Jutro mam zawody z piłce nożnej, więc mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki.