Przepraszam was bardzo, wiem, że mi tego nie wybaczycie, ale niestety nie mogę dzisiaj dodać nowego rozdziału. Muszę się uczyć na jutro i dokończyć robienie lekcji. Jeszcze raz bardzo was przepraszam.
Kocham was, Marta Lynch.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Przepraszam bardzo
niedziela, 10 listopada 2013
(60) 24. Wizyta & Wątpliwości.
„Na samym
dnie otchłani nazywanej przez wszystkich „miłością”
znajdziesz klucz do mojego serca.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
Ross wstał dzisiaj z zaskakującym
zadowoleniem, a to zasługa jednego snu, który zmienił jego
zapatrzenie na świat. Podszedł do szafy i wybrał z niej czarne
jeansy, biały podkoszulek w serek i czerwoną skórzaną kurtkę,
natomiast z szafki wyjął adidasy w kolorze kurtki. Ze strojem
wszedł do łazienki i wszedł pod prysznic. Gdy krople letniej wody
delikatnie spływały po jego ciele kalkulował, czy jego decyzja
odnośnie Laury jest właściwa. Kilka razy w ciągu sekundy zmieniał
zdanie, ale w końcu ustał na tym, że wybaczy szatynce. Zakręcił
prysznic i wyszedł spod niego. Ręcznikiem wytarł swoje wilgotne
ciało i założył na siebie wcześniej przygotowane ubrania.
Następnie podszedł do lustra i czesząc swoją blond grzywkę
popsikał się męskimi perfumami, które kiedyś dostał od Laury.
Gotowy wyszedł z łazienki i zszedł po schodach do kuchni. Tam
zrobił sobie kanapkę z serem, szynką, pomidorem i kiełkami
rzeżuchy. Gdy skończył ją jeść wyszedł z pomieszczenia, ale w
salonie zobaczył całą swoją rodzinę i Ell'a, którzy rozmawiali
przez Skype z Cody'm. - „Mieszkacie w tym samym mieście, a nie
możecie się spotkać?” - Zakpił z nich w myślach. - Wychodzę!
- Krzyknął będąc przy drzwiach na tyle głośno, że usłyszałby
to nawet umarły, ale jednak nikt go nie usłyszał. Reszta była
bardziej zajęta konwersacją z ich przyjacielem, a niżeli
odpowiedzeniem choćby krótkim „Ok”. - Dosyć tego. - Szepnął
do siebie. Wziął ze stolika laptopa i ignorując niezadowolenie
reszty, skierował ekran w swoją stronę. - Hejka Cody. - Powiedział
z udawaną radością. - Ostatnio nie miałem okazji się ciebie
zapytać, czy cieszysz się, że zabrałeś mi rodzinę, przyjaciół
i dziewczynę? - Dodał.
- Ross... - Zaczęła Stormie, ale Ross
pokazał jej gestem ręki, aby zamilkła, więc ona tak uczyniła.
- Nie wiem o co ci chodzi. - Odezwał
się Christian.
- Oczywiście, że nie wiesz. Przecież
ty nigdy nie wiesz o co może mi chodzić. - Rzekł ironicznie
blondyn.
- Ross, przestań! - Zwróciła mu
uwagę Stormie. Ross odstawił komputer z powrotem na stolik, po czym
go przymknął, ale niestety zrobił to tak, że Cody słyszał całą
ich rozmowę. - Czemu tak się zachowujesz? - Zapytała jego
rodzicielka.
- Jak ja się zachowuję? Jak wy się
zachowujecie? Wierzycie w każde jego słowo, które jest pełne
kłamstwa. Znacie go zaledwie kilka tygodni, a gdy powie coś co mnie
obciąża wierzycie mu, a nie osobie, którą znacie całe życie –
mi.
- Ross przecież wiesz, że to
nieprawda. - Powiedział Mark.
- „Nieprawda”? Ok, skoro tak
uważacie to powiedzcie mi co działo się w moim życiu od przyjazdu
Cody'ego. - Powiedział, jednak tak jak myślał, wszyscy milczeli. -
Widzicie, przez cały ten czas nie zauważaliście, jak przychodziłem
do domu z siniakami, czy łzami w oczach, a wystarczyło tylko
zapytać „Co się stało?”. Dla was jednak zawsze był, jest i
będzie ważniejszy Cody. Nie obchodzi mnie, że mi nie wierzycie i
tak, może jestem największym egoistą na świecie, ale powiem wam wszystko, czego nie
chcieliście zauważyć. Kilka dni temu straciłem najważniejszą
osobę w moim życiu – Laurę, zdradziła mnie z tym kłamcą,
którego śmiecie nazywać „Cody”, a wczoraj chciała się zabić,
przez to, że myślała, że mam inną dziewczynę. W sumie to ja
powinienem być na jej miejscu, bo mam bardziej sensowne powody do
tego, aby nie żyć. Z resztą założę się, że byście nawet nie
zauważyli gdybym umarł, mam rację? - Dokończył i poczuł ulgę,
że wyznał im wszystko co leżało mu na sercu. Oni, jednak stali
jak zamrożeni w miejscu i nie odezwali się nawet słowem. - Dajcie
spokój. - Powiedział blondyn i wyszedł z domu. Miał w oczach łzy,
ale szybko je starł. Teraz starał się myśleć tylko o Laurze i o
tym, aby jej wybaczyć. W szpitalu był po kilku minutach, wszedł na
drugie piętro i skierował się w stronę sali, w której leżała
szatynka. Gdy miał złapać za klamkę, zobaczył przez szybę, że
Laurę ktoś odwiedził i nie był to byle kto, bo sam Cody
Christian. Siedział na skrawku jej łóżka, tak samo jak
poprzedniego dnia blondyn. Patrzył jej w oczy i gładził swoim
kciukiem jej blady policzek. - Może i mnie kocha, ale widać, że on
też nie jest jej obojętny. - Wyszeptał brązowooki mając w oczach
łzy. - Jeśli będzie z nim szczęśliwa to nie będę stawał na
drodze do jej szczęścia. - Chłopak spuścił głowę i po prostu
wyszedł ze szpitala. Był zbyt smutny, aby pomyśleć, że Cody robi
to, aby Ross był nieszczęśliwy. Na samym początku tej pełnej
spięć i sporów znajomości nie było dnia, w którym blondyn nie
zastanawiałby się czemu Cody za wszelką cenę chce uprzykrzyć mu
życie. Tak naprawdę nikt poza Christianem nie wiedział jaka jest
przyczyna jego nienawiści do Rossa. Blondyn będąc nie szczęśliwym
poszedł w swoje jeszcze tak nie dawno odkryte miejsce i tam patrząc
na Los Angeles i horyzont w oddali myślał nad swoim życiem. Jeśli
chodzi o Laurę, to sama nie wiedziała dlaczego, ale cieszyła się
z wizyty Cody'ego, chociaż gdyby tylko wiedziała, że chłopak nie
ma szczerych zamiarów, od razu skończyłaby tą znajomość. Sama
jeszcze o tym nie wiedziała, ale powoli się w nim zakochiwała, ale
czy to znaczy, że tak łatwo zapomni o Rossie, który jak sama
twierdziła jest „miłością jej życia”? Na to pytanie nikt nie
zna odpowiedzi, nawet serce dziewczyny, które choć czuje się
zagubione, jest delikatne niczym płatek róży unoszący się na
wietrze. Po dwóch godzinach rozmowy z Cody'm do sali wszedł lekarz
w wypisem. Dziewczyna złożyła podpis na papierach i poszła do
łazienki przebrać się w ubrania, które przynieśli jej rodzice.
Cody przez cały ten czas na nią czekał choć tak naprawdę od
samego początku miał w nosie to czy Laura życie, czy też nie. W
tej chwili dla niego liczył się tylko zysk z nieszczęścia Rossa
Lyncha. Laura założyła na siebie strój i ze spakowaną torbą
wyszła ze szpitalnego pokoju czystości.
- Idziemy? - Zapytał Cody pokazując,
aby złapała go pod ramię.
- Jasne. - Odpowiedziała brązowooka i
skorzystała z propozycji szatyna. Chłopak odprowadził dziewczynę
pod jej dom. - Może wejdziesz na chwilę? - Zapytał, choć już po
chwili tego pożałowała.
- Chętnie. - Odpowiedział i wszedł
wraz z szatynką do mieszkania.
- Witaj kochanie, mogłaś napisać, że
cię wypisują, przyjechalibyśmy po ciebie...... a to kto? -
Zapytała Ellen.
- To Cody, odwiedził mnie i
odprowadził do domu, a teraz wybaczcie, ale pójdziemy do mnie. -
Rzekła wymijająco i ciągnąc chłopaka za rękę udali się do
pokoju dziewczyny.
- Ellen, a to nie ten chłopak, który
pocałował Laurę na oczach Rossa? - Zapytał żonę Damiano.
- Tak, to chyba on. Musimy na niego
uważać. Ross jest dla niej odpowiedniejszym chłopakiem. -
Oznajmiła kobieta, a mąż się z nią zgodził. Tymczasem Laura
pokazywała Cody'emu swój pokój, a ten udawał, że go to
interesuje.
- To co robimy? - Zapytała, gdy
skończyli.
- Nie wiem, może obejrzymy jakiś
film.
- Ok, to ja zrobię nam popcorn, a ty
wybierz któryś z fimów. - Wskazała półkę nad telewizorem i
wyszła z pokoju. Weszła do kuchni i wstawiła do mikrofali woreczek
z kukurydzą. Po chwili go wyjęła i przesypała do dużej miski. Do
dwóch szklanek wlała sok jabłkowy i z całym zestawem wróciła do
swojego kolegi. - Dobra, mam wszystko, a ty, jaki film wybrałeś? -
Zapytała szatyna.
- „Przystanek miłość”. -
Odpowiedział włączając film. Usiedli wygodnie na kanapie stojącej
na wprost telewizora i stawiając między siebie popcorn pogrążyli
się w oglądaniu seansu. Film po ponad godzinie się skończył, ale bardzo zaciekawił
Laurę. - Co teraz robimy? - Zapytał brązowooki zbliżając się do
dziewczyny.
- Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała, a
chłopak delikatnie odgarnął jej włosy za ucho. Oczywiście była
to dopiero tak zwana „gra wstępna” i sam uważał, że na samym
dotyku się nie skończy. Po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz, ale
taki przyjemny. W pewnej chwili chłopak zaczął się do niej
zbliżać, a ta walczyła z myślami czy go pocałować, czy nie. -
„Przyznaj, że Cody ci się podoba.” - Mówił głos w jej
głowie, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić, poczuła na swoich
wargach usta chłopaka. Zapominając o nadal żyjącym w jej sercu
uczuciu do Rossa, odwzajemniła pocałunek. Oderwali się od siebie
dopiero po kilku sekundach.
- Podobasz mi się. - Szepnął do jej
ucha szatyn. - Będziesz moją dziewczyną? - Zapytał już głośniej,
a dziewczyna nie wiedziała co zrobić.
- Tak. - Rzekła po dłuższej chwili,
chociaż chyba sama nie wierzyła w to co mówi. Aby zapomnieć o
wątpliwościach przytuliła Cody'ego, a ten uśmiechnął się
cwaniacko i odwzajemnił jej gest. Właśnie osiągnął to czego
chciał, dziewczyna Rossa najpierw go zdradziła, a potem się w nim
zakochała i jeszcze dodatkowo rodzina i przyjaciele nie wierzą
blondynowi, gdy mówi jaki jest Cody. Dla niego to był miód na
serce.
*W
następnym rozdziale.*
Wszyscy,
łącznie z Rossem, dowiadują się, że Cody i Laura są parą. Jak
zareagują? Czy Ross będzie z tego powodu nieszczęśliwy? A może
będzie przy nim osoba, dzięki której nie będzie o tym wszystkim
myślał? Odpowiedzi szukajcie w następnym rozdziale.
Premiera już 11.11.13.
********
Hejka dodaję dzisiaj rozdział na szybko, bo oglądam mecz. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo kolejny już jutro.
Hejka dodaję dzisiaj rozdział na szybko, bo oglądam mecz. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo kolejny już jutro.
Całuski ;-* Marta Lynch.
środa, 6 listopada 2013
(59) 23. Szpital & List.
“Czas
nie leczy wszystkich ran, on tylko przyzwyczaja nas do bólu.” -
Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
- O mój boże, Laura. Coś ty
najlepszego zrobiła? - Powiedziała pani Ellen widząc swoją córkę
całą we krwi. Sprawdziła jej tętno. - Żyje. - Odetchnęła z
ulgą. - Damiano, dzwoń na pogotowie. - Rozkazała mężowi, a ten
pospiesznie wybrał numer alarmowy. - Lauruniu, czemu? Czemu to
zrobiłaś? - Zapytała kobieta klękając obok dziewczyny.
- Chyba znam odpowiedź. - Powiedział
pan Marano czytając jeden z listów, który był zaadresowany do
nich. Gdy skończył, podał go żonie, a ta gdy tylko go
przeczytała, przeżyła szok. Oboje nie sądzili, że Laura tak
postąpi. Po chwili przyjechali ratownicy i zabrali Laurę na noszach
do karetki. Damiano i Ellen cały czas przy niej czuwali.
- Przepraszam, ale w karetce jest
miejsce tylko dla jednej osoby. - Poinformował ich jeden z
ratowników.
- Ellen, ty z nią jedź. Ja zaniosę
Rossowi list, który Laura mu napisała i dojadę do ciebie. -
Powiedział Damiano.
- Dobrze, kochanie. - Odpowiedziała
kobieta i weszła do karetki. Zamknęły się za nią drzwi i już po
chwili ambulans odjechał na sygnale do najbliższego szpitala. Pan
Marano otarł łzę spływającą po jego policzku i szybkim krokiem
podszedł do domu rodziny Lynch. Zadzwonił dzwonkiem i już po
chwili w drzwiach znalazł się Ross, który jak co dzień od
zerwania z Laurą był smutny.
- Pan Marano? Co pan tutaj robi? -
Zapytał widocznie zdziwiony blondyn.
- Chciałem ci przekazać list, który
Laura napisała do ciebie. Teraz wiozą ją do szpitala na 13
Street 12. Powinieneś
o tym wiedzieć. - Odpowiedział i wręczył zaskoczonemu chłopakowi
kopertę. - A teraz wybacz, ale muszę do niej jechać. - Powiedział
i wyszedł, a Ross nadal zaskoczony całą tą sytuacją, nie
wiedział co zrobić. Spojrzał szybko w stronę salonu, gdzie
siedział Cody, Ell i pozostała rodzina Lynch. Zrobiło mu się na
samą myśl smutno i wyszedł do ogrodu na tyłach domu, aby w
spokoju przeczytać list. Usiadł na huśtawce przywiązanej do
gałęzi drzewa i drżącą ręką otworzył kopertę. Wyjął z niej
kartkę i zaczął czytać zamieszczony na niej tekst.
Kochany
Ross!
Pewnie
zgodnie z moją prośbą dostałeś ten list od moich rodziców.
Zastanawiasz się pewnie co kierowało mną gdy podcinałam sobie
żyły, albo w ogóle cię to nie interesuje. Jednak w imię tego co
jeszcze tak nie dawno nas łączyło, chciałam, abyś wiedział, że
nigdy nie przestałam cię kochać. Wiem, że zdradzając cię
popełniłam największy i już nieodwracalny błąd na świecie, ale
pisząc ten list nadal czułam, że jesteś miłością mojego życia.
Za każdym razem gdy patrzyłam jak cierpisz, serce mi się krajało
i właśnie dlatego nie wytrzymałam. Życzę ci szczęścia z Olivią
i choć wiem, że już mnie nie kochasz, chciałabym, abyś choć od
czasu do czasu o mnie pomyślał.
Kocham
cię, Laura.
Podczas czytania tego krótkiego,
aczkolwiek pełnego uczuć listu, Ross miał w oczach łzy. - Coś ty
najlepszego zrobiła? - Szepnął z żalem do siebie, po czym bez
chwili zwłoki zerwał się z miejsca i popędził do szpitala, w
którym powinna być Laura. Chłopak, choć bardzo cierpiał po jej
zdradzie nadal ją kochał najbardziej na świecie i doskonale zdawał
sobie z tego sprawę. Mimo wszystko próbował sobie wmówić, że to
uczucie w nim umarło. W szpitalu był po kilku minutach. W recepcji
dowiedział się, że Laura leży w sali 214 na drugim piętrze i nie
jest z nią najlepiej. Szybko wbiegł po schodach i już po chwili
znalazł się przy wskazanym miejscu. Przed salą zobaczył wyraźnie
załamanych rodziców dziewczyny. - Co z Laurą? - Zapytał siadając
obok nich.
- Ross? Co ty tu robisz? - Zapytała
Ellen, nie ukrywając swojego zdziwienia.
- Przyszedłem, aby porozmawiać z
Laurą, ale lepiej niech mi państwo powiedzą co z nią.
- Jeszcze nic nie wiemy. - Poinformował
pan Damiano, jednak w tej chwili z sali Laury wyszedł jeden z
lakarzy. - Panie doktorze, co z nią? - Zapytał mężczyzna w
imieniu wszystkich.
- Nie jest z nią najlepiej, straciła
bardzo dużo krwi i konieczna będzie transfuzja. - Zakomunikował
doktor Daniels.
- Transfuzja? Ale jest jeden problem,
nasza córka ma grupę 0 RH minus, a żadne z nas takiej nie ma. -
Powiedział pan Marano ze smutkiem.
- Ja mam taką grupę, mogę jej pomóc.
- Rzekł nawet bez chwili zastanowienia blondyn. W tej chwili nie
myślał o tym co Laura mu zrobiła, myślał tylko o tym, aby ją
uratować i sprawić, aby chociaż ona cieszyła się życiem.
- Ross, serio to zrobisz, po tym co ci
zrobiła?
- Teraz nie liczy się to co zrobiła,
tylko to, aby przeżyła. - Powiedział dumnie i udał się z
lekarzem do oddzielnej sali, a której pobrali mu krew. Zadowolony
wrócił na poprzednie miejsce i czekał na kolejne wieści. Po kilku
minutach z sali wyszedł ten sam lekarz i powiedział, że szatynka
się budzi i wejść do niej mogą jej rodzice.
*Oczami Laura.*
Nagle zobaczyłam, że jestem w jakimś
białym pokoju podłączona do kilkunastu maszyn. Jednak szybko się
zreflektowałam, że ku mojemu rozczarowaniu wcale nie umarłam. W
pewnym momencie do sali, w której leżałam weszli moi rodzice. -
Witaj Laura. - Zaczęła moja mama. - Ale nas przestraszyłaś. -
Dokończyła.
- I co z tego, nie zasłużyłam, aby
żyć. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. - Powiedziałam, a
oni zamilkli, ale tylko na kilka sekund.
- To może dasz szansę temu kto
uratował ci życie. - Powiedział mój tata, a po chwili w sali
pojawił się zmieszany...... Ross?
- Ross? - Zapytałam zdziwiona. -
Dlaczego to zrobiłeś? - Dokończyłam. Moi rodzice wyszli z sali, a
Ross usiadł na krawędzi łóżka z mojej lewej trony.
- Bo chcę ci pomóc. - Rzekł z
współczuciem w oczach.
- Nie zasługuję na pomoc, ani na to
by żyć. - Mruknęłam.
- Poważnie? Czytałem twój list, ale
powiedz mi czemu to zrobiłaś? Czemu chciałaś się zabić?
- Bo wiem, że ty i Olivia jesteście
parą. Po prostu nie mogłam tego znieść.
- Ja i Liv nie jesteśmy parą. A jeśli
chciałaś się zabić z takiego błachego powodu to.... - W tej
chwili mu przerwałam.
- Ale ty nie wiesz co ja czuję. Przez
swoją głupotę straciłam osobę, którą kochałam najbardziej na
świecie – ciebie. Zmieniłam się, aby zapomnieć o poczuciu winy,
ale ja nie potrafię, rozumiesz? Z każdym następnym dniem i nocą
to uczucie rośnie, a ja nic nie mogę z tym zrobić.
- Uważasz, że nie wiem co czujesz?
Mylisz się, wiem doskonale co czuje osoba, która straciła
najważniejszą osobę w swoim życiu. Na własnej skórze
przekonałem się, jak bardzo można cierpieć, gdy straci się
rodzinę, przyjaciół i dziewczynę przez kłamstwa jednej osoby.
Cody każdego następnego dnia coraz bardziej mnie zastępuje i nie
mam w nikim wsparcia. Owszem, mam Olivię i Leo, ale oni mają też
swoje własne życie i problemy. Jednak dzięki tobie dowiedziałem
się jednej, ale ważnej rzeczy, czas
nie leczy wszystkich ran, on tylko przyzwyczaja nas do bólu. Teraz
nie mów mi, że nie wiem co czujesz, bo to ty nie masz pojęcia co
ja mogę czuć przez cały ten czas. - Wygarnął mi, a ja poczułam
ukłucie w sercu oraz wstyd. Przez cały ten czas patrzyłam tylko na
co ja czuję i miałam, za przeproszeniem, gdzieś uczucia innych, w
tym Rossa.
- Przepraszam. - Mruknęłam, a chłopak
spojrzał mi w oczy. Widziałam z nich szczerość zmieszaną z
troską i współczuciem.
- Nic nie szkodzi, ale obiecaj mi
jedno.
- Co takiego?
- Że już nigdy nie będziesz chciała
popełnić samobójstwa.
- Dobrze, obiecuję. - Powiedziałam i
poprawiłam swoją szpitalną kołdrę.
- Laura? - Powiedział, a ja podniosłam
głowę, patrząc tym samym w jego cudne czekoladowe oczy. - To co
napisałaś w tym liście, było prawdą?
- Najszczerszą, wiem, że straciłeś
do mnie zaufanie, ale chciałabym je za wszelką cenę odbudować,
jeśli tylko dasz mi taką szansę.
- To nie jest dla mnie takie łatwe.
Rozum mówi, abym nie ryzykował.
- A serce?
- Tego nie wiem, ale musisz dać mi
trochę czasu. Ja po prostu nie umiem od tak o wszystkim zapomnieć i
znów się z tobą przyjaźnić.
- Ok, rozumiem cię doskonale. -
Jeszcze kilka godzin pogadaliśmy jak za starych dobrych czasów, ale
czułam, że Ross próbuje wziąć mnie na dystans. W sumie nie
dziwię mu się, sama na jego miejscu postąpiłabym tak samo.
Okazało się, że muszę zostać na noc na obserwacji, więc Ross i
moi rodzice opuścili szpital, a ja poszłam spać. Nawet nie
zauważyłam kiedy znalazłam się w krainie morfeusza.
*Oczami narratora.*
„Pewna siedemnastolatka imieniem
Laura siedzi w parku na ławce pod drzewem. W pewnej chwili podchodzi
do niej blondyn w tym samym wieku co ona, o imieniu Ross. Dziewczyna
mówi mu dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej i wyznając mu
miłość, zamyka oczy. Chłopak nie czekając ani chwili dłużej z
miłością i czułością wpija się w usta szatynki, a ona
odwzajemnia ten gest.” - W tej chwili Ross i Laura się obudzili.
Choć byli w dwóch różnych miejscach, śnił im się ten sam sen,
który był wspomnieniem. Dla nas może to jeden z tych zwykłych i
nic nieznaczących snów, ale dla Rossa znaczył on bardzo dużo.
Zdał sobie bowiem sprawę, że pomimo tego co zrobiła Laura, nadal
kocha ją najbardziej na świecie. Przez cały ten czas próbował za
wszelką cenę zapomnieć o tym uczuciu, ale przecież prawdziwej
miłości nigdy się nie zapomina, nieprawdaż? Ten sen zmienił
wszystko, do tego stopnia, że Ross podjął ważną decyzję, że
wybaczy Laurze wszystko i znów będą razem.
*W
następnym rozdziale.*
Ross idzie
do szpitala z zamiarem wybaczenia Laurze zdrady. Jednak gdy widzi, że
ktoś u niej jest ma pewne wątpliwości. Kto przyjdzie do Laury? Czy
Ross wybaczy dziewczynie zdradę? Odpowiedzi znajdziecie w 24
rozdziale.
Premiera Już 10.11.13.
*********
Welcome, this is me. Heh. Podoba wam się rozdział? Spodziewaliście się takiego obrotu akcji? Uwierzcie mi, jeszcze dużo będzie się działo w ich życiu, nim odnajdą prawdziwe szczęście (nie powiedziane, że wspólne). Zdradzę wam, że napisałam już dawno 2 sezon i będzie tam miało miejsce jeszcze wiele zdarzeń.
Całuski ;-* Marta Lynch.
niedziela, 3 listopada 2013
(58) 22. Wspomnienia & Przeszłość.
„Nie jest
mi łatwo wciąż żyć ze świadomością, że to co zrobiłam ma
nieodwracalne skutki. Zmieniając siebie może zapomnę o tym
poczuciu winy.” - Laura Marano.
*Oczami narratora.*
Dzisiaj jest pierwszy dzień tygodnia,
czyli poniedziałek, a to oznacza, że znowu trzeba iść do pracy i
szkoły. Dzisiaj Laura, Ross, Raini, Calum, Leo, Olivia i Cody mają
na 9:50, więc oznacza to, że skoro teraz jest 6:00 mają jeszcze
dużo czasu. Laura otworzyła swoje ociężałe powieki i ujrzała
przed sobą wiszący na ścianie, na wprost łóżka plakat z jej
ulubionym zespołem – R5. Bardzo kocha ten zespół, ale nie
bardziej niż Rossa. Podniosła się z kanapy i opierając się
plecami o ścianę złapała swoją głowę, która nagle zaczęła
ją boleć. Masując obolałe miejsca starała się przypomnieć
sobie wydarzenia z wczorajszego dnia.
Retrospekcja
Laura po ubraniu się w przygotowany
strój zeszła na dół. - Siema rodzino! - Krzyknęła żując gumę.
Po chwili obok niej pojawiła się Ellen, Damiano i Vanessa.
- Laura jak dobrze, że jesteś, ale co
to za ubranie? - Zapytała Ellen.
- Ubranie jak ubranie, chodzę w tym w
czym chcę, a wam nic do tego. - Powiedziała tonem divy i gwałtownie
zarzucając włosy na plecy wyszła z domu trzaskając drzwiami. Każdy z domowników
domyślił się, że zachowanie dziewczyny jest spowodowane poczuciem
winy, ale woleli poczekać aż jej to minie, bo gdyby kazali jej być
sobą, dziewczyna byłaby jeszcze gorsza, chcąc zrobić im na złość.
Szatynka szła przed siebie i nim się spostrzegła była pod jakimś
klubem. Weszła do środka i dołączyła się do tańczących na
dyskotece. Chociaż był alkohol, dziewczyna nie piła. Muzyka była
bardzo głośna, więc nic dziwnego, że po spędzeniu w klubie kilku
godzin w uszach Laury dudniło podczas powrotu do domu, czyli około
23:30. Weszła do domu, wzięła prysznic i poszła spać, choć
nadal strasznie bolała ją głowa.
Powrót
do teraźniejszości
Laura podeszła do szafy i wyjęła z
niej strój w kolorze czerni. Weszła z nim do łazienki, a tam
wzięła prysznic. Potem ubrała się i zrobiła sobie makijaż, tak
samo wyzywający jak wczoraj. Z szafki w komodzie wyjęła czarną
torbę i schowała do niej książki oraz telefon, portfel i gumy do
żucia przy czym jedną z nich wzięła do budzi i zaczęła żuć.
Miała jeszcze bardzo dużo czasu, więc usiadła na parapecie i
zaczęła patrzeć na okno znajdujące się na wprost jej. W pewnej
chwili zauważyła w nim blondyna. Po chwili zreflektowała się, że
jest to Ross. Chociaż dzieliła ich ulica Laura widziała, że
chłopak ewidentnie płakał. Poczuła olbrzymie ukłucie w serce
spowodowane cierpieniem osoby, na której jej tak bardzo zależało.
- Nie
jest mi łatwo wciąż żyć ze świadomością, że to co zrobiłam
ma nieodwracalne skutki. Zmieniając siebie może zapomnę o tym
strasznym poczuciu winy. - Szepnęła do samej siebie i znów zaczęła
patrzeć na wyraźnie zdołowanego Rossa. Zawsze po zdradzie
przechodzi się przez trudny okres i ten właśnie okres przechodził
blondyn. Nie miał pojęcia, że jego była dziewczyna obserwuje
każdy jego ruch, nawet to jak po chwili zaczął pisać nową
piosenkę w swoim zeszycie. Po swojej ostatniej rozmowie z Olivią
czuł się trochę lepiej, ale jeszcze nie dość dobrze, aby
spojrzeć komuś prosto w oczy i powiedzieć, że wszystko jest w jak
najlepszym porządku. Niektórym może się to nie podobać, ale
przez cały ten czas, Ross nie mógł zapomnieć o tym uczuciu jakie
towarzyszyło mu po tym jak blondynka pocałowała go w policzek.
Choć sam o tym jeszcze nie wiedział, powoli zaczynał się w niej
zakochiwać. Ale czy jego uczucie do Laury wygaśnie na zawsze? Do
jeszcze tak niedawna czuł, że Laura jest miłością jego życia,
nadal tak jest, ale teraz cierpi i nie myśli o tym, że mógłby jej
wybaczyć zdradę. Prawdą jest, że kocha ją najbardziej na świecie
i nie mógłby bez niej żyć, ale dla niego ta blizna jest jeszcze
zbyt świeża, aby o niej wspomnieć choćby jednym krótkim słowem. Według niego
najgorsze w tym wszystkim było to, że nie było przy nim osoby,
która, by go wspierała, albo chociaż wysłuchała. Owszem, Olivia
często go odwiedzała i była dla niego wsparciem, ale to nie to
samo. Leo, tak samo jak blondynka, potrafił go pocieszyć, ale dla
brązowookiego to nie to samo. On potrzebował ciepła rodzinnego,
ale na takie wsparcie raczej nie mógł liczyć. Oboje siedzieli na
parapetach jeszcze jakiś czas, do momentu gdy zegar wskazywał 9:25,
co oznaczało, że powinni się już zbierać. Laura chwyciła swoją
czarną torbę i żując gumę zeszła na dół. Zastała tam
rodziców, którzy dali jej śniadanie, po czym wrócili do salonu.
Była zaskoczona ich zachowaniem, ale nie chciało jej się tego
wyjaśniać. Wyszła z domu trzaskając drzwiami i mijając furtkę,
zauważyła, że z domu na przeciwko wychodzi Ross. W pierwszej
chwili odruchowo spojrzał w jej kierunku, ale gdy tylko ją
dostrzegł, spojrzał zupełnie gdzie indziej. Oboje do szkoły szli
po dwóch różnych stronach drogi, ale do szkoły weszli idąc obok
siebie, ale za wszelką cenę starali się nie patrzeć sobie w oczy.
Podeszli do swoich szafek, wzięli książki na historię muzyki i
udali się w stronę sali z numerem 213. Ross szedł kilka metrów
przed Laurą. W pewnej chwili podeszła do niego Olivia i przytuliła
go z całych sił, a on oczywiście odwzajemnił jej gest, a potem
oboje stanęli przy sali. Laura na ten widok poczuła, że ma w
oczach łzy i choć do lekcji zostały jeszcze 4 minuty, uciekła do
najbliższej toalety. Tam usiadła obok umywalki i zaczęła
szlochać. Błędnie sądziła, że chłopak, który jest miłością
jej życia ma już inną. Zaczęły powracać do niej wszystkie
wspomnienia, które przeżyła z Rossem. Ich pierwszy pocałunek,
pierwsza randka, utrata pamięci chłopaka, pocałunek na lotnisku
oraz wiele, wiele innych. Przypomniała sobie nawet jak zaprzepaściła
szansę na swoje prawdziwe szczęście, zdradzając chłopaka z jego
największym wrogiem. - Ale ze mnie idiotka, straciłam szansę na
szczęście zdradzając osobę, która była miłością mojego życia
z jej wrogiem. Jestem do niczego. - Powiedziała nadal płacząc.
Teraz jej makijaż wyglądał jeszcze gorzej niż przedtem. Próbując
zachować kamienny spokój, otarła swoje mokre od łez policzki. Po
tej czynności wstała i podeszła do umywalki. Wodą zmyła makijaż
i nałożyła sobie nowy, równie mocny co poprzedni. Teraz nie było
widać, że płakała. Otrzepała się i wyszła z damskiej toalety.
Choć było już dawno po dzwonku Laura udała się pod salę 213.
Lekko zapukała i nie czekając na odpowiedź weszła do sali. Teraz
czuła, że patrzy na nią 20 uczniów wraz z nauczycielką. Szatynka
w pierwszej chwili spojrzała w kierunku Rossa i przez ułamek
sekundy patrzyli sobie w oczy. Dziewczyna widziała w nich żal i
swego rodzaju zaskoczenie. Blondyn chyba był jedyną osobą, która
widziała, że dziewczyna uroniła wcześniej kilka łez. Szczerze,
zrobiło mu się jej żal, bo nadal, w głębi duszy, ją kochał,
ale starał się za wszelką cenę zapomnieć o tym uczuciu.
- Laura, czemu się spóźniłaś? -
Zapytała surowym, a jednocześnie zdziwionym głosem nauczycielka –
pani Clark. Laura od razu przybrała lekceważący wyraz twarzy.
- Bo mi się nie chciało przyjść? -
Zapytała jakby to było oczywiste i wcale nie czuła się dobrze z
tym, że jest opryskliwa w stosunku do jednej ze swoich ulubionych
nauczycielek.
- Takim tonem to się do mnie nie
zwracaj, a teraz lepiej usiądź na swoim miejscu. - Powiedziała i
wróciła do pisania na tablicy tematu lekcji. Laura zajęła miejsce
w środkowym rzędzie na samym końcu, zaraz za Rossem. Przez dalszy
ciąg lekcji szatynka obserwowała każdy najmniejszy ruch Rossa, a
chłopak doskonale o tym wiedział i czuł się tym skrępowany. Gdy
w szkole zabrzmiał dzwonek oznajmujący zakończenie się pierwszej
godziny lekcyjnej, wszyscy wyszli z sali. Laura też zmierzała ku
drzwiom, ale w ostatniej chwili pewien kobiecy głos ją zatrzymał.
- Laura, poczekaj chwilę. - Powiedziała nauczycielka głosem nie
przyjmującym żadnego sprzeciwu. Dziewczyna poczekała aż pozostali
opuszczą salę, po czym sama podeszła do biurka nauczycielki. -
Proszę, usiądź. - Powiedziała ciepłym głosem kobieta i pokazała
na krzesło stojące na wprost niej. Laura z udawaną niechęcią
usiadła na nim. - Chciałabym porozmawiać o twoim dzisiejszym
zachowaniu. - Rzekła, ale Laura nadal milczała. - Laura? Nie masz mi nic
do powiedzenia? - Zapytała.
- A co mam pani powiedzieć? Zmieniłam
się, a to tylko dlatego, że nie podobała mi się stara wersja
mnie. Ona tylko potrafiła ranić osobę, którą kochała
najbardziej na świecie. - Powiedziała na jednym tchu, a pani Clark
po jej słowach od razu domyśliła się o kogo dziewczynie chodzi.
- Ok, domyślam się o co ci chodzi,
też kiedyś byłam zakochana, ale zobaczysz, że jeszcze wszystko
będzie dobrze.
- Nie, pani nic
nie rozumie, zdradziłam Rossa choć wcale tego nie chciałam, a
teraz nic nie sprawi, że poczuję się lepiej. - Laura szybko wstała
z krzesła i nie czekając na nic wybiegła z sali. Na korytarzu
zobaczyła jak Ross podbiega do Olivii i ją przytula. Ten widok
sprawił, że się już kompletnie załamała. Po jej policzku
spłynęło kilka łez i wybiegła ze szkoły chociaż miała mieć
jeszcze cztery lekcje. Biegła przed siebie aż znalazła się przed
swoim domem. Nikogo w nim nie było, więc Laura zaczęła się
cieszyć, bo nie będzie musiała się nikomu tłumaczyć. Otworzyła
drzwi i wbiegła do mieszkania jak torpeda. Już po kilku sekundach
znalazła się w swoim pokoju i rzuciwszy torbę w kąt opadła na
łóżko. Płakała na ile tylko pozwalały jej łzy. W końcu gdy
zapas wody pod powiekami jej się skończył, wstała z łóżka i
weszła do łazienki. Zmyła makijaż i zrobiła sobie kolejny,
trzeci już dzisiaj. Gotowa wróciła do pokoju i otworzyła szafę. Z półki
znajdującej się w jej wnętrzu wyjęła ozdobne pudełko podpisane
„Ja i mój ukochany.” Otworzyła je, a w środku były zdjęcia,
na których była ona i jej były już chłopak – Ross. - Kocham
cię. - Wyszeptała do jednego ze zdjęć i zaczęła oglądać
pozostałe. Przeglądała je kilka godzin wcale nie przejmując się
tym, że powinna być w szkole. Skończyła dopiero gdy zegarek
wskazał 13:30, co oznaczało, że Ross powinien zaraz być koło
swojego domu. Laura zostawiając zdjęcia porozrzucane po dywanie
podeszła do okna, z którego miała idealny widok na okno od pokoju
Rossa, a już tym bardziej na drzwi wejściowe do jego domu. Patrzyła
w ich kierunku kilka minut, aż dostrzegła przed nimi blondyna, na
którego czekała, jednak ku jej rozczarowaniu, nie był on sam. Była
z nim Olivia i oni się przytulali. Dla brązowookiej to i tak było
za dużo. Poczuła jak jej serce łamie się na tysiąc milutkich
kawałeczków. Chociaż Ross i Olivia nie byli parą, Laura ślepo
wierzyła, że tak jest. Podeszła do biurka i wyciągając kartkę
zaczęła pisać list, jeden był do rodziny, a drugi do Rossa.
Kochana
rodzino!
Pewnie
gdy przeczytacie ten list, nie będzie mnie razem z wami, jednak chcę
abyście wiedzieli, że nie chcę żyć przez moją głupotę, przez
którą straciłam osobę, na której zależało mi najbardziej na
świecie. Próbowałam być silna, pozbyć się wszelkich uczuć, ale
nie wytrzymałam. Nie mogłam znieść tego, że Ross może mieć
kogoś innego, za bardzo go kocham. Proszę, nie bądźcie na niego
źli, bo to tylko i wyłącznie moja wina.
Kocham
was, Laura.
P.
S. Przekażcie Rossowi drugi list, który leży obok.
List razem w tym dla jej ukochanego
położyła na krześle w łazience obok wanny i usiadła na
kafelkach. Pozbawiona jakichkolwiek uczuć, chwyciła w dłoń
nieużytą nigdy żyletkę. Zbliżyła ją do lewej ręki, ale w
ostatniej chwili się wstrzymała. - Nie umiem tego zrobić. -
Powiedziała, ale gdy tylko przypomniała sobie każdą chwilę
spędzoną z Rossem i to jak bardzo go skrzywdziła tą zdradą,
zaczęła ciąć tą rękę. Przestała i poczuła ulgę dopiero
wtedy gdy dostrzegła, że po dłoni ciurkiem spływa czerwona
substancja zwana potocznie krwią i cieknie na podłogę. Po chwili
poczuła, że kręci jej się w głowie i już po kilku sekundach
zobaczyła przed sobą ciemność, jednak zanim zemdlała szepnęła.
- Nie zasłużyłam, aby żyć. - Po tych słowach straciła przytomność.
*W
następnym rozdziale.*
Laura jest
coraz bliższa śmierci, ale czy to już koniec? Czy po tej
niedojrzałej decyzji tak po prostu umrze? A może ktoś ją uratuje?
Jeśli tak, to kto? Odpowiedzi znajdziecie w następnym rozdziale.
Premiera już 6.11.13.
*********
Hejka, to znowu ja. Dzisiejszy rozdział jest smutny, ale kiedyś pisaliście mi, że chcecie, aby Laura też się wycierpiała, więc pisząc ten rozdział spełniłam wasze prośby. Jeśli przeżyje to jeszcze trochę się nacierpi, zresztą, nawet jak umrze, wycierpi się za wszystkie lata.
Hejka, to znowu ja. Dzisiejszy rozdział jest smutny, ale kiedyś pisaliście mi, że chcecie, aby Laura też się wycierpiała, więc pisząc ten rozdział spełniłam wasze prośby. Jeśli przeżyje to jeszcze trochę się nacierpi, zresztą, nawet jak umrze, wycierpi się za wszystkie lata.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Zapraszam was na mojego bloga o Violettcie http://blogovioli.blogspot.com/
środa, 30 października 2013
(57) 21. Wsparcie & Zmiana.
"Cierpienie,
samotność i żal, te wszystkie rzeczy były mi jeszcze tak niedawno
zupełnie odległe i obce. Teraz są one dla mnie zwykłą, szarą
codziennością. " Ross Lynch.
*Oczami Laury.*
Gdy Ross wyszedł nie wiedziałam co
zrobić. Przez jakiś czas patrzyłam w miejsce, w którym jeszcze
nie tak dawno stał blondyn. Jestem najgorszą osobą na świecie,
zdradziłam go i to w dodatku z jego największym wrogiem. Nie
chciałam tego, ale byłam zbyt oszołomiona żeby wykonać
jakikolwiek ruch. Po chwili podeszła do mnie Olivia, a jej mina nie
zdradzała żadnych emocji.
- Zrobiłaś coś czego Ross chciał za
wszelką cenę uniknąć. - Powiedziała, a ja nic nie mówiąc
zaniosłam się płaczem i wybiegłam z sali prób, a potem ze
szkoły. W domu byłam po pięciu minutach. Wpadłam do niego jak
torpeda i nie zważając na pytania rodziców typu „I co, Ross do
nas dzisiaj przyjdzie?”, „Córciu, czemu płaczesz?” wbiegłam
po schodach do pokoju. Opadłam na łóżko i dałam zbierającym się
przez kilka minut pod moimi powiekami łzom swobodnie spływać.
Byłam nieszczęśliwa, bo przez moją głupotę straciłam osobę,
którą w końcu naprawdę i szczerze kochałam. Temu jestem winna
tylko i wyłącznie ja, bo to ja mówiłam Rossowi, że Cody się
zmienił choć znałam go ledwo kilka tygodni, a on całe życie. To
ja uległam Cody'emu i z nim zaśpiewałam chociaż doskonale
wiedziałam, że na jego miejscu powinien być Ross, a co
najważniejsze, to ja nic nie zrobiłam gdy wróg Rossa mnie
pocałował. Temu wszystkiemu jestem winna ja, nikt inny, tylko ja.
Płakałam jeszcze jakiś czas aż usłyszałam, że do pokoju ktoś
wchodzi.
- Odejdźcie, chcę zostać sama. -
Powiedziałam nawet nie odwracając się w stronę gości.
- Lauruniu, kochanie, jeśli nam
powiesz co się stało, będzie ci lepiej. - Usłyszałam ciepły
matczyny głos. Usiadłam na łóżku i odwróciłam się w stronę
całej trójki.
- Obiecujesz? - Zapytałam bardzo
cicho, ale na tyle głośno, aby to usłyszała.
- Oczywiście. - Potwierdziła i
usiadła obok mnie, po prawej stronie.
- Powiedz o co chodzi, coś z tobą i
Rossem? - Zapytała Vanessa i zrobiła to co mama tylko, że ona
zajęła miejsce po mojej lewej stronie.
- Tak, chodzi o zdradę. - Rzekłam, co
widocznie zdenerwowało mojego tatę.
- Zabiję gnoja, zaufałem mu, a on tak
perfidnie cię potraktował? Nie daruję mu. - Powiedział i już
miał wyjść z pokoju, ale ja szybko krzyknęłam.
- Tato, on mnie nie zdradził! - Po
tych słowach zastygł w miejscu i odwrócił się w moją stronę
nie wiedząc o co chodzi. - To ja go zdradziłam. - Powiedziałam
ciszej i z wstydu spuściłam głowę.
- Ale jak to się stało? - Zapytała
moja rodzicielka, a ja spojrzałam na nią wzrokiem pełnym poczucia
winy i żalu. Wzięłam głęboki oddech i opowiedziałam mojej
rodzinie wszystko z najmniejszymi szczegółami. W czasie mówienia
nie obyło się z mojej strony bez uronienia kilku słonych łez. Z
każdym następnym słowem czułam coraz większe poczucie winy i
złość na samą siebie. Gdy skończyłam to pełne uczuć i łez
opowiadanie, rozpłakałam się jeszcze bardziej niż na samym
początku. Moja mama i siostra przytuliły mnie, chcąc pocieszyć,
jednak nic tym nie wskórały. Teraz tylko jedno, nawet krótkie,
słowo wydobyte z ust Rossa i skierowane do mnie poprawiłoby mi
humor.
- Laura, będzie dobrze, zobaczysz.
Jeszcze kiedyś będziecie szczęśliwym małżeństwem z gromadką
dzieci. - Powiedział tata chcąc mnie jakoś pocieszyć, ale jemu
też to nie wyszło.
- Możecie mnie zostawić samą? -
Poprosiłam, a wszyscy jak na zawołanie wyszli z mojego pokoju.
Wyjęłam z szuflady pamiętnik z długopisem i zaczęłam w nim
pisać.
Drogi
pamiętniku!
Dzisiaj
jest najgorszy dzień w całym moim życiu, ponieważ zdradziłam
chłopaka, który był dla mnie najważniejszy i czuję, że jest
miłością mojego życia. Nie chciałam tego pocałunku z Cody'm,
ale byłam zbyt oszołomiona, aby się sprzeciwić. Wiem, że ta
wymówka jest bezsensowna, ale to prawda. Jedyną osobą, z którą
chcę się całować jest Ross. Do Cody'ego nic nie czuję i nic tego
nie zmieni. Chyba nic nie sprawi, że poczuję się lepiej. Jestem
temu wszystkiemu winna tylko ja. No nic muszę kończyć, bo wpadłam
na pomysł, który pewnie innym się nie spodoba.
❤
Love Laura. ❤
Gdy skończyłam schowałam zeszyt z
powrotem i podeszłam do szafy. - „Pora się zmienić.” -
Pomyślałam i wyjęłam wybrany strój, a następnie poszłam z nim
do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic i przebrałam się
ubranie. Uczesałam włosy i pozwoliłam im opadać na plecy.
Zrobiłam sobie makijaż, który był inny niż wszystkie, był
mocniejszy i bardziej wyzywający. Spojrzałam na swoje
odbicie w
lustrze i doznałam szoku. - „Oto nowa ja.” - Pomyślałam i
wróciłam do pokoju. Stamtąd wzięłam czarną torebkę i
włożyłam do niej telefon, portfel i pudełko gum do żucia, przy
czym jedną wzięłam do buzi. Torebkę przerzuciłam sobie przez
ramię i wyszłam z pomieszczenia.
*Oczami Rossa.*
Czy mieliście czasem tak, że w jednej
krótkiej chwili przestało wam na czymkolwiek zależeć? Ja właśnie
tak mam. Przez jeden głupi, może nieodwzajemniony, ale zawsze
pocałunek straciłem osobę, na której mi zależało. Ciągle myślę
o tym co zrobiła Laura i nadal nie mogę pojąć co spowodowało, że
nawet go nie odepchnęła. Nie ma chwili, w której nie zadawałbym
sobie jednego ważnego i podstawowego pytania. - „Czy ona mnie już
nie kocha?” - W tamtej chwili gdy zobaczyłem ich razem, coś we
mnie pękło, bez wątpienia było to zaufanie, którym darzyłem
Laurę. Teraz wydaje mi się, że nigdy nie zaufam nikomu. Za dużo w
życiu przecierpiałem, aby jeszcze mi dokładano. Zawsze w
dzieciństwie gdy czułem wewnętrzny ból słyszałem od rodziców -
„Bez odrobiny cierpienia nie zaznasz prawdziwego szczęścia.” -
Zgadzam się z tą interesującą i pouczającą ideą, ale co
oznacza ta „odrobina”? Teraz gdy cierpię po raz enty w życiu
nie ma przy mnie osoby, która chociaż by mnie wysłuchała. Po
przeżyciu w swoim jakże jeszcze krótkim i niedoświadczonym
jeszcze życiu przyzwyczaiłem się do cierpieniu w samotności, ale
to cierpienie jest zupełnie inne od poprzednich. Przez jedną osobę
straciłem rodzinę, przyjaciół i dziewczynę, z którą w końcu
miałem szansę zacząć wszystko od nowa. No nic, mam chociaż
nadzieję, że Cody jest zadowolony ze swojego sukcesu, który
osiągnął ludzkim nieszczęściem. Wczoraj był najgorszy dzień w
moim życiu, ale wydarzenia jakie wtedy miały miejsce pomogły mi
napisać nową piosenkę. Szkoda tylko, że musiałem tak bardzo
cierpieć, aby mieć pomysł na nowy tekst. Aby choć trochę
poprawić sobie humor, wszedłem do studia nagraniowego, wziąłem
gitarę, włączyłem nagrywanie i zacząłem grać na instrumencie.
Już po chwili z moich ust wydobyły się słowa odzwierciedlające
moje uczucia.
Samotność
wciąż mnie dotyka.
Nie
chcę i nie potrafię tak dłużej żyć.
Moje
serce cierpi, wiem! Twoje też.
Wiem,
że ci jest ciężko.
Tak
jak ja, tracisz nadzieję.
Czy
znajdę tam ciebie?
Wiesz,
tego nie wiem.
Każdego dnia wciąż błądzę w myślach.
Każdego dnia wciąż błądzę w myślach.
Każdego
dnia walczę z samotnością.
Chciałbym cię mieć w ramionach i być otulony miłością.
Jestem sam, a na to nie zasługuję, mam już tego dość.
Chciałbym cię mieć w ramionach i być otulony miłością.
Jestem sam, a na to nie zasługuję, mam już tego dość.
Wiesz,
fatalnie się czuję.
To najgorsze gdy nie ma tej osoby, przy której świat wyglądałby inaczej.
Te słowa teraz pisane w bólu. Proszę cię, daj mi tą szansę. X2
To najgorsze gdy nie ma tej osoby, przy której świat wyglądałby inaczej.
Te słowa teraz pisane w bólu. Proszę cię, daj mi tą szansę. X2
Ref:
Chcę mieć kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem.
W życiu tak bardzo często przegrywałem na starcie.
O tym wszystkim teraz mówię otwarcie!
Wciąż żyję sam aż serce ściska, kiedy miłość była tak bliska.
To wszystko było chwilą, zostało wspomnieniem.
Piszę o tym co jest moim cierpieniem.
Siedzisz sam otoczony ścianami, żyjesz w tym momencie tymi wspomnieniami.
Odczuwam jej brak lecz nie chcę być z taką
W życiu tak bardzo często przegrywałem na starcie.
O tym wszystkim teraz mówię otwarcie!
Wciąż żyję sam aż serce ściska, kiedy miłość była tak bliska.
To wszystko było chwilą, zostało wspomnieniem.
Piszę o tym co jest moim cierpieniem.
Siedzisz sam otoczony ścianami, żyjesz w tym momencie tymi wspomnieniami.
Odczuwam jej brak lecz nie chcę być z taką
co
jest zakłamana i mówi, że mnie kocha, a tak naprawdę jest
zupełnie inaczej.
Nie chce takiej! Co ma tylko pieniądz i szaleństwo w oczach,
Nie chce takiej! Co ma tylko pieniądz i szaleństwo w oczach,
miłość to dla mnie najważniejsze co może być.
Chcę powiedzieć jej jak wiele dla mnie znaczy.
Szukam cię, wypatruje jak gwiazdy na niebie lecz nie wiem czy cię znajdę.
Jesteś tylko gdzieś tam w moich marzeniach.
Szukam tej miłości, chyba za bardzo tego chcę.
Ale chcę odnaleźć to szczęście pośród zwykłych szarych dni.
Ref: Chcę mieć kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem.
W życiu tak bardzo często przegrywałem na starcie.
O tym wszystkim teraz mówię otwarcie!
Wciąż żyję sam aż serce ściska, kiedy miłość była tak bliska.
To wszystko było chwilą, zostało wspomnieniem.
Piszę o tym co jest moim cierpieniem.
Wciąż to nie ta. Ja to mam pecha, aż odechciewa mi się żyć.
Proszę odnajdź mnie, bo ja gdzieś się zgubiłem.
Kiedy w końcu będę szczęśliwy??
Chcę patrzeć na ciebie i wiedzieć, że mi nic nie potrzeba
A czy tak będzie to czas pokaże.
Daj mi tą szansę! Nie skreślaj mnie.
Bo Ty nie wiesz jaki jestem i nie wiesz co mam w sercu.
Chcę powiedzieć jej jak wiele dla mnie znaczy.
Szukam cię, wypatruje jak gwiazdy na niebie lecz nie wiem czy cię znajdę.
Jesteś tylko gdzieś tam w moich marzeniach.
Szukam tej miłości, chyba za bardzo tego chcę.
Ale chcę odnaleźć to szczęście pośród zwykłych szarych dni.
Ref: Chcę mieć kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem.
W życiu tak bardzo często przegrywałem na starcie.
O tym wszystkim teraz mówię otwarcie!
Wciąż żyję sam aż serce ściska, kiedy miłość była tak bliska.
To wszystko było chwilą, zostało wspomnieniem.
Piszę o tym co jest moim cierpieniem.
Wciąż to nie ta. Ja to mam pecha, aż odechciewa mi się żyć.
Proszę odnajdź mnie, bo ja gdzieś się zgubiłem.
Kiedy w końcu będę szczęśliwy??
Chcę patrzeć na ciebie i wiedzieć, że mi nic nie potrzeba
A czy tak będzie to czas pokaże.
Daj mi tą szansę! Nie skreślaj mnie.
Bo Ty nie wiesz jaki jestem i nie wiesz co mam w sercu.
Ta piosenka w ogóle mi nie pomogła.
Wręcz przeciwnie, dobiła mnie jeszcze bardziej niż przypuszczałem.
Wyszedłem ze studia i udałem się do kuchni. Próbowałem jakoś
udawać, że wszystko ze mną w porządku, bo widziałem jak Cody
wchodzi do naszego domu, a nie chciałem żeby czuł radość. To, że
się starałem się udawać to nie powiedziane, że mi wychodziło.
Nadal miałem czerwone od płaczu poliki i oczy, włosy sterczące we
wszystkie strony świata, a moje ubranie było w o wiele gorszym
stanie niż u bezdomnego. - „Ciekawe czy zauważą różnicę.” -
Pomyślałem i wszedłem do salonu pod pretekstem zapytania, czy
jedli już śniadanie. - Hej wam. - Powiedziałem, jednak nikt, poza
Cody'm mnie nie słyszał . Byli zajęci oglądaniem telewizji. -
Jedliście śniadanie? - Zapytałem, ale nic nie odpowiedzieli. Widziałem jak Cody się
pod nosem uśmiecha, dodatkowo był zadowolony z mojego stanu. Miałem
już wrócić do pokoju, ale TEN małolat mnie zatrzymał.
- Ross myślałem, że jesteś w swoim
pokoju i płaczesz do poduszki. - Powiedział Cody, a wszyscy jak na
zawołanie popatrzyli na mnie przerywając oglądanie filmu. -
„Świetnie, teraz to na mnie patrzycie.” - Zakpiłem z nich w
myślach. Jeśli chodzi o Cody'ego to ten uśmiechał się cwaniacko.
- „Ok, niech zobaczy do czego odprowadził.” - Pomyślałem.
- Ja nie wstydzę się swoich uczuć. -
Powiedziałem dumnie. - I obaj doskonale wiemy, co było tego
powodem.
- Serio? To raczej nie moja wina, że
przyjaciele i rodzina cię opuścili, a Laura cię zdradziła. -
Właśnie uderzył w mój czuły punkt. Każdy z mojej rodziny oraz
Ell miał w oczach zdziwienie. Zupełnie tak jakby nie widzieli mnie
kilkanaście lat i dopiero teraz dowiedzieli się jakieś tajemnicy,
którą skrywałem przez cały ten czas.
- Masz rację, w końcu to nigdy nie
była twoja wina. - Zakpiłem. - To ja kazałem ci tutaj przyjechać
i zabrać mi rodzinę, przyjaciół i dziewczynę, masz rację........
Ale wiesz co? Nawet swojemu największemu wrogowi nie życzyłbym
takiego losu, który mnie spotkał. - Powiedziałem i nie oglądając
się za siebie wróciłem do pokoju. Tam wyjąłem z szafy ubrania, w
których zamierzałem wyjść i udałem się z nimi do łazienki.
Wziąłem krótki orzeźwiający prysznic i założyłem na siebie
ubranie. Twarz opłukałem zimną wodą, a włosy uczesałem
grzebieniem. Gotowy wróciłem do pokoju, schowałem portfel i
telefon do kieszeni i wyszedłem z pomieszczenia. Schodząc po
schodach słyszałem jak wszyscy obecni w salonie śmieją się z
komedii lecącej w telewizji. Od razu przypomniało mi się jak w
zeszłym roku, gdy jeszcze nagrywaliśmy 3 sezon serialu „Austin &
Ally”, w domku babci z rodzeństwem, Ell'em i Laurą oglądałem
horror. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ta szatynka, przez którą
teraz cierpię na zawsze zagości w moim sercu. Ale teraz, gdy mam
tego świadomość, czuję, że mój dotychczas szczęśliwy i
poukładany świat właśnie legł w gruzach. Przypominając sobie
wczorajszą zdradę poczułem jak zaszkliły mi się oczy. W tej
chwili odechciało mi się gdziekolwiek wychodzić. Wróciłem, więc
do pokoju i znów opadłszy na łóżko, zamknąłem oczy, ale nie
zasnąłem. Mniej więcej po kilkunastu minutach poczułem, że ktoś
siada obok mnie na łóżku. Szybko podniosłem głowę i ujrzałem
nad sobą Olivię. - Hej, co tutaj robisz? - Zapytałem i usiadłem obok
niej.
- Hej, chciałam zobaczyć jak się
czujesz i jak na razie widzę, że chyba nie za dobrze. -
Odpowiedziała i spojrzała mi w oczy. Widziałem w jej brązowych
ślepiach czułość, troskę, zrozumienie i blask, którego nie
dostrzegałem wcześniej. Czułem, że na prawdę jest przejęta moim
stanem.
- A jak mam się czuć? Cody zabrał mi
wszystko na czym mi zależało; rodzinę, przyjaciół, dziewczynę. -
Powiedziałem ocierając opuszkami palców mokre policzki. -
Największemu wrogowi nie życzyłbym takiego losu. A najgorsze w tym
wszystkim jest to, że choć bardzo bym chciał zapomnieć, nie mogę,
bo gdzie nie spojrzę, widzę wczorajsze wydarzenie i śmiejącą się
twarz Cody'ego w tle. Czułaś się kiedyś tak samo źle jak ja? Nie
sądzę.
- Wiem Ross i nie powiem ci, że wiem
co czujesz, bo nie wiem, jednak jednego jestem pewna w stu
procentach, Cody jest zakłamanym i dwulicowym małolatem, a jeśli
twoja rodzina i przyjaciele tego nie widzą to są ślepi. Mam
nadzieję, że prędzej czy później odkryją jaki on jest i
przekonają się, że to ty mówiłeś prawdę od samego początku. -
Jej słowa pomogły mi spojrzeć na tą sytuację pod zupełnie innym
kątem. Dzięki niej zyskałem nadzieję na lepsze czasy. Jeszcze
kilka sekund temu nawet nie brałem pod uwagę, że mogę zmienić
zdanie, ale po tym co powiedziała zmieniłem je o sto osiemdziesiąt
stopni.
- Dziękuję, dzięki tobie patrzę
inaczej na tą sytuację. - Powiedziałem jednocześnie kończąc
moje przemyślenia.
- Nie to ja ci dziękuję, że zawsze
przy mnie jesteś i mnie wspierasz.
- Nie ma za co. - Powiedziałem i ją
przytuliłem, a ona odwzajemniła ten gest. Potem jeszcze
porozmawialiśmy kilka minut i się pożegnaliśmy. - Dzięki za
dzisiejszą rozmowę, dała mi dużo do myślenia. - Powiedziałem
gdy się żegnaliśmy.
- Nie ma za co, zawsze możesz na mnie
liczyć. - Powiedziała i pocałowała mnie w policzek, po czym
wyszła. Sam nie wiem czemu, ale podobał mi się jej gest. Sam nie
wiem, może to dlatego, że tęsknię za Laurą. Była 20:30, więc
poszedłem się umyć i przebrany w piżamę, przykryłem się kołdrą.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
*W
następnym rozdziale.*
Laura
zmienia się, ale na gorsze. Chcąc zapomnieć o bólu po stracie
ukochanego staje się opryskliwa i zmienia swój ubiór. Czy to
jeszcze nie koniec jej zmian? Co na to wszystko jej najbliżsi?
Odpowiedzi poznacie w 22 rozdziale.
Premiera już: 03-11-13
************
Hej, o to nowy rozdział. Podoba wam się? Jak dla mnie jest taki nijaki, ale opinie pozostawiam wam.
Całuski ;-* Marta Lynch.
sobota, 26 października 2013
(56) 20. Kłótnia & Największy błąd.
„Każdy
zasługuje na drugą szansę, lecz nie każdy umie ją odpowiednio
wykorzystać.” - Leo Howard.
*Oczami narratora.*
- Dryń, dryń, dryń!!! - Właśnie
ten dźwięk budzika obudził brązowowłosą księżniczkę z
głębokiego snu. Dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do szafy,
w której trzymała swoje ubrania i buty. Po kilku minutach wybrała
odpowiedni strój do szkoły. Zaopatrzona w niego, udała się do
łazienki. Tam wzięła szybki orzeźwiający prysznic i nałożyła
na siebie odzienie. Potem usiadła przed toaletką i zrobiła sobie
lekki, prawie niewidoczny na pierwszy rzut oka makijaż, a włosy
uczesała i pozwoliła im swobodnie opadać. Nie ukrywając swojej
euforii, zeszła na dół na śniadanie. Usiadła na krześle w
jadalni i czekając na podanie posiłku przywitała się z tatą i
starszą siostrą, którzy zdążyli do niej dołączyć. Po chwili
pojawiła się także mama obu dziewczyn. Przywitała się z rodziną
i podała każdemu po talerzu pięknie pachnącej i bardzo smacznej
jajecznicy, a następnie sama zajęła miejsce obok swojego męża. -
Laura? - Zaczął pan Damiano, a dziewczyna spojrzała na niego
jednocześnie kończąc jeść śniadanie. - Może zaprosiłabyś
dzisiaj do nas Rossa. Dawno go u nas nie było.
- Świetny pomysł, tato. Dzisiaj po
zajęciach mam z nim próbę, więc wtedy go zaproszę, a teraz
wybaczcie, ale muszę iść do szkoły. - Powiedziała i odeszła od
stołu. Szybko weszła do swojego pokoju, wzięła torbę z książkami
i zeszła z powrotem na dół. Pożegnawszy się z pozostałymi
domownikami wyszła z domu. Szybko podbiegła do Rossa, który czekał
na nią przed furtką i razem ruszyli do szkoły.
*Oczami Rossa.*
Pierwsza lekcja jaką była gra na
instrumentach minęła mi spokojnie, poza tym, że cały czas
dostawałem karteczki od Cody'ego. Nie chciałem ich otwierać, aby
nie psuć sobie humoru, ale moją uwagę przykuła ostatnia z nich.
Była, w przeciwieństwie do pozostałych, tylko lekko zwinięta co
spowodowało, że było widać jakiś króciutki fragment tekstu.
Pewnie zrobił to specjalnie, abym ją przeczytał, więc tak
zrobiłem, bo może wtedy da mi spokój. „Nie ładnie
ignorować moje wiadomości. Z tajemniczych źródeł dowiedziałem
się, że pogodziłeś się z przyjaciółmi. Już moja w tym głowa,
aby to długo nie potrwało. Przez jakiś czas pociesz się tym, że
ich masz, bo sprawię, że zostawią cię samego jak palec.”
Chciałem
mu coś odpisać, ale akurat zadzwonił dzwonek oznajmujący
rozpoczęcie się przerwy, co oznaczało, że wszyscy uczniowie, bez
wyjątków, muszą opuścić salę. Tak też każdy z nas zrobił. Po
lekcji udałem się na ganek obok szkoły i usiadłem pod drzewem,
jednak po chwili musiałem wstać, bo podeszli do mnie moi
przyjaciele. - Hej Ross. - Powiedział Calum w imieniu wszystkich.
- Cześć, coś się stało? -
Zapytałem, gdyż wyczułem w głosie mojego rudowłosego przyjaciela
podekscytowanie.
- Nic, tylko przychodzimy do ciebie, bo
Cody zaprosił nas i ciebie do swojego domu. - Wyjaśniła Raini
równie podekscytowana jak jej chłopak. Cała trójka zaczęła z
zadowolenia podskakiwać, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie cieszysz się? - Zapytała Laura
gdy tylko się uspokoiła.
- A z czego mam się cieszyć? Wy nadal
ślepo wierzycie, że on się zmienił? A no tak, zapomniałem,
przecież wy nie znacie go tak długo jak ja. - Odpowiedziałem z
nieukrywanymi pretensjami.
- Ross, a ty znowu swoje. Nie możesz
zaakceptować tego, że on się zmienił? - Tym razem odezwał się
Calum.
- Właśnie, on chce się z tobą
zaprzyjaźnić, a ty wszystko mu utrudniasz. On się zmienił, a ty
albo jesteś ślepy, albo wszystkich okłamujesz. - Tym razem
odezwała się Raini. Nie wytrzymałem i powiedziałem to co leży mi
na sercu.
- Chcecie to ciągnąć to ok, ale
radzę wam najpierw spojrzeć na siebie, bo ja jestem w stosunku do
was całkowicie szczery, a wy skoro już raz mnie okłamaliście to
równie dobrze mogliście to zrobić przy każdej możliwej okazji.
Powiem wam jednak, że macie rację mówiąc, że byłem ślepy i
głupi, bo gdzieś tam w głębi swojego serca wierzyłem, że po tym
jak mnie okłamaliście zmienicie się. Możecie się z nim
przyjaźnić, nie zabronię wam tego, ale gdy któregoś dnia
przejrzycie na oczy, że jest zakłamanym manipulantem, nie
przychodźcie do mnie i mnie nie przepraszajcie, bo nie ma szansy, że
wam wybaczę. - Dokończyłem i ze łzami w oczach wróciłem do
szkoły. Wyjąłem z szafki książki na zajęcia z historii muzyki i
udałem się pod salę 211, w której mieliśmy mieć wspomnianą
przeze mnie lekcję. Przez całe 45 minut nie mogłem się normalnie
skupić na lekcji. Czego bym nie zrobił moje myśli jak bumerang
wracały do dzisiejszego wydarzenia na ganku obok szkoły. -
„Przyjaźnimy się już tak długo, a oni wierzą jakiemuś kłamcy,
którego znają zaledwie kilka tygodni? - Pomyślałem. - Ale zaraz,
zaraz. Wszystko jest tak samo jak w moim wczorajszym śnie, czyli, że
to była jakiegoś rodzaju wiadomość. Teraz to ma sens, ale skoro
ta kłótnia okazała się prawdą to znaczy, że dzisiaj zobaczę
coś przez co będę nieszczęśliwy, tylko co to będzie?” - Byłem
tak pogrążony swoimi przemyśleniami na temat mojego trudnego i
wiecznie problemowego życia, że nawet nie zauważyłem, że stoi
obok mnie nauczycielka.
- Ross wszystko w porządku? -
Zapytała.
- Tak, przepraszam, że nie uważałem,
ale po prostu się zamyśliłem to się więcej nie powtórzy,
obiecuję.
- Wierzę ci, ale bardziej martwi mnie
twój stan, jesteś blady jak ściana, dobrze się czujesz?
- Tak, a blady pewnie jestem, bo tutaj
jest gorąco. - Powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Ok, ale jak coś będzie nie tak to
mi powiedz.
- Dobrze. - Nauczycielka wróciła z
powrotem do biurka i kontynuowała lekcję, a ja przez cały czas
czułem na sobie wzrok każdego ucznia siedzącego w klasie, jednak
starałem się to ignorować. Równo z dzwonkiem poszedłem do szafki
i wrzuciłem do niej książki z pierwszej lekcji, a wyjąłem strój
na zajęcia taneczne. Wszedłem do męskiej szatni i przebrałem się
w przygotowane wcześniej ubranie, jednak gdy miałem już zamiar
wyjść, do szatni wszedł Cody i znów przycisnął mnie do ściany.
Poczułem wtedy okropny ból w okolicy nadbrzusza, ale starałem się
to ukryć.
- Lynch, słyszałem, że pokłóciłeś
się z przyjaciółmi o mnie. Specjalnie im powiedziałem, że was
zapraszam, bo wiedziałem, że wszystko tak wyjdzie. To wszystko jest
prostsze niż myślałem, a ty tracisz wszystko mówiąc prawdę, ale
cóż blondasku takie jest życie, nie zawsze ma się to czego się
chce. - Powiedział, puścił mnie i wyszedł, a ja nadal czułem
okropny ból w okolicy nadbrzusza, ale teraz z podwójną siłą. W
pewnym momencie zaczęło mi się kręcić w głowie i upadłem na
podłogę. Nie wiem ile byłem nieprzytomny może kilka minut, może
kilka godzin, ale na pewno był to dość długi okres czasu.
- Ross, Ross!! - Usłyszałem nagle
stłumiony męski głos, który jak się domyśliłem dobiegał z
szatni, w której leżałem. Był przepełniony troską, ale
jednocześnie także strachem. Po „wielkiej” walce w końcu
otworzyłem ociężałe powieki i mogłem dostrzec co się dzieje i
kto jest właścicielem owego głosu. Zobaczyłem nad sobą
nauczyciela tańca pana Charlie'go Adamsa i stojącą za nim grupę
uczniów, z którymi miał mieć zajęcia. - Ross, jak dobrze, że
nic ci nie jest. - Lekko się podniosłem i usiadłem na podłodze.
- Co się stało? Ostatnie co pamiętam
to okropny ból w okolicy nadbrzusza, a potem zemdlałem. -
Powiedziałem nadal nie wiedząc co się stało.
- Jeden z uczniów cię tutaj znalazł
i mnie o tym powiadomił. Jesteś blady, masz napij się wody, dobrze
ci zrobi. - Powiedział i podał mi przeźroczystą ciecz w szklance.
- Dziękuję. - Powiedziałem i wypiłem
napój z wielką chęcią. Od razu poczułem się lepiej. Pewnie
brzuch rozbolał mnie z tego całego stresu.
- Ok Ross, wyglądasz już lepiej, ale
dla pewności wolę abyś siedział dzisiaj na zajęciach na ławce i
się nie przemęczał, zrozumiałeś?
- Oczywiście. - Wstałem z podłogi i
razem z uczniami i nauczycielem wszedłem do sali. Usiadłem na
jednej z ławek i na wszelki wypadek postawiłem obok siebie butelkę
wody. Swój wzrok skupiłem na tańczących uczniach i przyznam
szczerze, że mieli potencjał. Następne lekcje mijały mi już bez
żadnych przygód. Nawet Cody był dziwnie cicho. Gdy zadzwonił
dzwonek oznajmujący koniec lekcji podążyłem w kierunku sali prób,
w której miałem przećwiczyć piosenkę z Laurą na zajęcia
muzyki.
*Oczami narratora.*
Laura już od pół godziny siedziała
w sali prób, bo dzisiaj skończyła godzinę wcześniej niż jej
chłopak Ross. Sprawdziła czy ma wszystko co było jej potrzebne do
przećwiczenia piosenki ze swoim ukochanym. - „Nuty są, tekst
jest, mam wszystko.” - Wyliczyła sobie w głowie. W pewnej chwili
ktoś od tyłu zasłonił jej oczy i powiedział. - Zgadnij kto to. -
Dziewczyna szybko odpowiedziała.
- Hm, ktoś kogo kocham całym swoim
sercem? Ktoś kogo...... - W tej chwili urwała, bo odwróciła się
i dostrzegła przed sobą... Cody'ego. - Cody? Co ty tutaj robisz?
Myślałam, że to Ross.
- Jak widzisz nie jestem Rossem.
Widziałem jak on wychodzi ze szkoły i chyba zapomniał o waszym
spotkaniu. - Skłamał prosto w oczy.
- Co? Ale obiecał, że przyjdzie.
- Nie martw się, ja mogę z tobą
zaśpiewać. - Zaproponował i zaczął grać na keyboardzie melodię
do piosenki. Po chwili zaczął także śpiewać.
„When
you’re on your own
Drowning alone
And you need a rope that
Can pull you in
Someone’ll throw it.”
Drowning alone
And you need a rope that
Can pull you in
Someone’ll throw it.”
Doskonale znał ten tekst, bo ukradł
go niedawno Rossowi. Laura po chwili bardziej ośmielona stanęła
obok chłopaka i także zaczęła śpiewać.
„And
when you’re afraid
That you’re gonna break
And you need a way
To feel strong again
Someone’ll know it.”
That you’re gonna break
And you need a way
To feel strong again
Someone’ll know it.”
Przez cały ten czas wyobrażała
sobie, że zamiast Cody'ego śpiewa Ross i to właśnie dlatego czuła
się bardziej pewnie. W tej samej chwili w jednych drzwiach pojawił
się Ross, a w drugich Leo i Olivia, jednak ta dwójka ich nie
zauważyła. Kontynuowali dalsze śpiewanie.
„And
even when it hurts the most
Try to have a little hope
That someones gonna be there
When you don’t, when you don’t
If you wanna cry I’ll be your shoulder
If you wanna laugh I’ll be your smile
If you wanna fly, I will be your sky
Anything you need, that’s what I’ll be
If you wanna climb I’ll be your ladder
If you wanna run I’ll be your road
If you want a friend, doesn’t matter when
Anything you need, that’s what I’ll be
You can come to me.”
Try to have a little hope
That someones gonna be there
When you don’t, when you don’t
If you wanna cry I’ll be your shoulder
If you wanna laugh I’ll be your smile
If you wanna fly, I will be your sky
Anything you need, that’s what I’ll be
If you wanna climb I’ll be your ladder
If you wanna run I’ll be your road
If you want a friend, doesn’t matter when
Anything you need, that’s what I’ll be
You can come to me.”
Dalszą część piosenki dokończyła
Laura.
„You
can come to me
Yeahhh.”
Yeahhh.”
Gdy skończyła, chciała przytulić
chłopaka, ale zamiast tego potknęła się o kabel i prawie
przewróciła, jednak teraz dzieliły ich tylko milimetry. Chłopak
widząc, że Ross obserwuje całe zajście, aby złamać mu serce,
wpił się w usta szatynki. Ona była tak oszołomiona, że ani
drgnęła i to właśnie spowodowało, że w blondynie coś umarło.
Tym czymś było zaufanie, którym darzył dziewczynę. Po ułamku
sekundy Laura zauważyła chłopaka i odrywając się od Cody'ego
podbiegła do niego. - Myślałem, że jesteś inna. - Zaczął
chłopak mając w oczach łzy. - Każda moja dziewczyna go całowała
zanim ja to zrobiłem, ale myślałem, że z tobą będzie inaczej,
że mnie kochasz.
- Ross, ale to nie tak, to on mnie
pocałował.
- Oczywiście, widziałem, ale ty nawet
nie zareagowałaś. Przyznaj się, że tego chciałaś.
- Ross.... - Nie dokończyła, bo
chłopak jej przerwał.
- Lepiej nic już nie mów. - Po tych
słowach zwrócił się do triumfującego nad jego nieszczęściem
Cody'ego. - Mam nadzieję, że jesteś z ciebie zadowolony Cody.
Zabrałeś mi wszystko na czym mi zależało: rodzinę, przyjaciół,
dziewczynę i szacunek do samego siebie, gratuluję, dopiąłeś
swego. - Powiedział i wybiegł z sali. Nie oglądają się za siebie
wybiegł ze szkoły i biegiem wrócił do domu. Miał szczęście, bo
akurat nikogo nie było w domu. Wpadł do swojego pokoju jak torpeda
i upadł na łóżko. Dopiero teraz dał upust swoim łzom. -
Najgorszy dzień w moim życiu. - Wyszeptał i pod nadmiarem
dzisiejszych wydarzeń zasnął, jednak śnił mu się Cody, który
cieszy się z jego nieszczęścia.
*W
następnym rozdziale.*
Do
załamanego Rossa przychodzi Olivia, która stara się go jakoś
pocieszyć. W tym samym czasie Laura postanawia się zmienić. Czy
Olivii uda się pocieszyć Rossa? A może Ross będzie w jeszcze
gorszym stanie niż wcześniej? Czy Laura zmieni się na lepsze? Czy
raczej na gorsze? Odpowiedzi szukajcie w następnym rozdziale.
Premiera już: 30.10.13.
***********
Witajcie, mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Wiem, że chcieliście, aby Raura była razem, ale po prostu musiałam ich rozdzielić, ale nie martwcie się, zrekompensuje wam to pod koniec sezonu mega wydarzeniem.
Witajcie, mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Wiem, że chcieliście, aby Raura była razem, ale po prostu musiałam ich rozdzielić, ale nie martwcie się, zrekompensuje wam to pod koniec sezonu mega wydarzeniem.
Całuski ;-* Marta Lynch.
wtorek, 22 października 2013
(55) 19. Odkryte miejsce & Przeprosiny.
„Nie
potrafię udawać, że nic się nie stało. Za bardzo mnie to boli,
abym tak po prostu wam wszystko wybaczył.” - Ross Lynch.
*Oczami Rossa.*
Odwróciłem się, a tam zobaczyłem
wiewiórkę. Nie wiem czemu, ale poprawiła mi humor. Szybko wstałem
i zacząłem się jej przyglądać. Chyba musiała to zauważyć, bo
po chwili uciekła z powrotem w krzaki. Nie mam zielonego pojęcia
czemu, ale coś mi mówiło, abym poszedł tam gdzie ona. Jakiś
wewnętrzny głos podpowiadał mi, że dzięki temu humor poprawi mi
się jeszcze bardziej, więc bez chwili zwłoki udałem się tam
gdzie wcześniej nazywana przez wszystkich „Baśka”. Szedłem tak
przez kilka minut, aż dotarłem do pięknego miejsca. Widziałem
stąd całe Los Angeles i nie tylko. Usiadłem sobie na trawie i
myślałem. Głównym tematem moich refleksji był Cody, ale nie
chciałem sobie psuć humoru. Swój wzrok skierowałem przed siebie i
podziwiałem piękny widok. Nie wiem ile tak patrzyłem przed siebie,
ale skapnąłem się dopiero gdy spojrzałem na zegarek, który
wskazywał....... 15:50? O nie, zaraz spóźnię się na spotkanie z
Calumem. Chociaż to jemu powinno bardziej zależeć na tym, ale
powinienem być tam przed czasem. Zerwałem się z miejsca i
popędziłem przed siebie. Park był niewyobrażalnie daleko, ale
dzięki mojej kondycji byłem tam po 10 minutach, czyli o czasie. Od
razu zauważyłem rudą czuprynę przyjaciela i podszedłem do niego.
- Cześć Ross. - Powiedział.
- Witaj. Jeśli chcesz mnie przekonać,
abym wam wybaczył to lepiej już zacznij. - Powiedziałem prosto z
mostu.
- Ok, ale nie jestem tutaj sam. - Po
jego słowach zza drzew wyszła Laura i Raini. - Wiemy, że z każdym
z nas umówiłeś się na spotkanie, ale pomyśleliśmy, że możemy
cię przeprosić wspólnie.
- A Cody'ego z wami nie ma? - Zapytałem
sarkastycznie. - Ja przez cały ten czas próbuję się postawić na
waszym miejscu, ale teraz to wy postawcie się na moim. Nie jest mi
łatwo wam wybaczyć, choć bardzo za wami tęsknię. Chciałbym
zapomnieć o tym co było i po prostu was przytulić, ale nie mogę.
Jakiś wewnętrzny głos mówi mi, że to nie jest dobra droga. Ja po
prostu, nie
potrafię udawać, że nic się nie stało. Za bardzo mnie to boli,
abym tak po prostu wam wszystko wybaczył. To był dla mnie cios
prosto w serce, ale nie to, że byliście z nim, bo tego wam nie
zabronię, tylko to, że mnie okłamaliście. Jesteście dla mnie
bardzo ważni, kocham was, dlatego nie jest mi łatwo odstawić tego
w zapomnienie. - Powiedziałem czując ulgę. Calum, Raini i Laura
musieli to zauważyć, bo bez słowa mnie przytulili. Długo
zastanawiałem się czy odwzajemnić gest. Serce mówiło - „Tak,
przecież tego żałują” - a rozum mówił - „Nie rób tego.”
- I nagle przypomniałem sobie co sobie obiecałem jak straciłem
pamięć, zawsze słuchać serca, więc tak zrobiłem i odwzajemniłem
ich gest. - Dam wam ostatnią szansę, bo wierzę, że tego
żałujecie. - Powiedziałem gdy się puściliśmy. Cieszyli się z
tej informacji. Potem jeszcze porozmawialiśmy, a o 17:30 się
rozstaliśmy. Ja wróciłem z Laurą, a Calum z Raini. Przed jej
domem zadałem jej pytanie. - Chcesz może do mnie teraz wpaść?
- Jasne. - Odpowiedział i uśmiechnęła
się promiennie, a ja odwzajemniłem ten gest, uśmiechając się
dzisiaj pierwszy raz. Weszliśmy do mojego domu i od razu
zauważyliśmy, że w jadalni siedzi moja rodzina, Ell i Cody.
- Witaj Laura. - Powiedziała moja
mama, a wszyscy zrobili to samo. - Może zjesz z nami kolację? -
Zapytała.
- Chętnie. - Odpowiedziała.
- To dobrze, Ross chcesz zrobić
kolację dla wszystkich? - Tym razem zapytał tata.
- Chętnie. - Powiedziałem z
wymuszonym uśmiechem. W duszy byłem zły na rodzinę, bo po moim
ostatnim wybuchu udają, że nic się nie stało. Laura usiadła obok
Cody'ego, bo tylko tam było wolne miejsce, co nie może świadczyć
o niczym dobrym, a ja udałem się do kuchni zrobić posiłek.
Zdecydowałem się przyrządzić pizzę z pieczarkami i serem. Po 30
minutach rozkładałem go każdemu na talerzu, jednak Cody'ego
zostawiłem na sam koniec. - Jedna porcja dla kłamcy, proszę. -
Powiedziałem i położyłem mu danie przed nosem. - Specjalnie dla
pana zrobiona ze złości i kłamstwa. Życzę udławienia się. -
Dokończyłem.
- Ross, przestań. - Upomniała mnie
Rydel.
- A co, znowu mam go przepraszać za
mówienie prawdy, czy przyznać się do czegoś czego nie zrobiłem?
- Zapytałem z wyrzutem i spojrzałem na Christiana.
- Ross, dosyć, kolację zjesz w swoim
pokoju. - Powiedział tata, ale myślał, że ja nic więcej nie
odpowiem. No cóż, przeliczył się.
- I tak nie ma tu dla mnie miejsca. -
Powiedziałem, a następne słowa skierowałem do Cody'ego. - Wiesz
co Cody, czasami zastanawiam się skąd bierzesz te wszystkie
bajeczki. Powinieneś zostać aktorem skoro każdy w nie wierzy.
Tylko czemu nie jesteś taki odważny i nie pogrozisz mi przy mojej
rodzinie? - Chyba go tym wkurzyłem i dobrze. Odsunął się na
krześle i wstając zmierzył mnie wzrokiem.
- Nie wiem o co ci chodzi. Ja po prostu
staram się być miły, a to ty wszystko komplikujesz. - Powiedział
chociaż jego wzrok mówił zupełnie co innego.
- Tak, tak i to na pewno ja wszystkich
okłamuję, tak? - Zapytałem ironicznie. - Wiesz co masz rację,
okłamuję ich, ale zaraz to się zmieni. - Powiedziałem i
skierowałem się do rodziny i przyjaciół. - Chodzę na karate i
rysuję. Karate ćwiczę od 9 roku życia. Dojo było dla mnie jak
mój drugi dom, ale ktoś mnie zmusił, abym odszedł. Nie dawno
wróciłem, a wczoraj miałem zawody. Te rysunki, które rzekomo
ukradłem są moje. - Po tym wyznaniu znów odwróciłem się do
Cody'ego. - Proszę, teraz jestem zupełnie czysty, a ty nadal
kłamiesz. - Na tym zakończyłem swoje pouczenia i bez jedzenia
kolacji wróciłem do swojego pokoju. Opadłem na łóżko, a po
jakiś 10 minutach do mojego pokoju bez pukania weszła Laura z
talerzem z pizzą w ręku.
- Przyniosłam ci, bo chyba jadłeś
dzisiaj tylko jabłko. - Powiedziała i usiadła obok mnie.
- Tak, dzięki. - Odpowiedziałem i
pocałowałem ją w policzek. Wziąłem od niej posiłek i zacząłem
go konsumować.
- To prawda? - Zapytał gdy skończyłem
jeść.
- Co takiego? - Nie wiedziałem o co
chodzi.
- Rysowanie i karate.
- Tak to prawda, ale nie chcę o tym
mówić.
- Ok, nie chcesz to nie mów.
- Laura?
- Tak?
- Co się z nami stało?
- Nie bardzo wiem o co ci chodzi. -
Wstałem i podchodząc do niej spojrzałem w jej cudne brązowe oczy.
Po raz pierwszy od pojawienia się Cody'ego zapomniałem o
problemach. Czułem, że cały świat przestał nagle istnieć i
jestem tylko ja i ona. Teraz dzieliły nas tylko milimetry, a ja bez
chwili zwłoki wpiłem się w jej usta. Widać było, że Laura była
zaskoczona, ale odwzajemniła pocałunek. Brakowało mi takiej
bliskości od wczoraj, ale teraz czuję, że ten pocałunek jest
szczery i czuły. Całowaliśmy się kilka sekund może kilka minut,
nie liczyłem, bo byłem zbyt szczęśliwy. Uśmiech jednak zszedł z
mojej twarzy gdy ta piękna chwila się skończyła, a ja
przypomniałem sobie o Cody'm. - Teraz już wiem o co ci chodzi. -
Powiedziała i mnie przytuliła, a ja odwzajemniłem ten gest. Laura
pobyła u nas jeszcze 2 godziny, a potem gdy się z nią pożegnałem
wróciłem do siebie do pokoju. Potem poszedłem się umyć i
przebrany w piżamę wskoczyłem do łóżka. Ze zmęczenia nawet nie
wiem kiedy zasnąłem. Śnił mi się koszmar, co mnie dziwi, że
dopiero teraz, bo złe sny powinienem mieć codziennie od pojawienia
się Cody'ego. „Pewien 17-letni blondyn idzie spokojnie do szkoły.
Dochodzi tam po niecałych 5 minutach, jednak nawet nie ma pojęcia,
że to będzie najgorszy dzień w jego życiu. Po odniesieniu książek
do szafki udaje się na pierwszą lekcję jaką jest gra na
instrumentach. Już na pierwszej przerwie kłóci się z
przyjaciółmi, którzy uważają go za kłamcę. Tematem tej
szybkiej wymiany zdań była zmiana zachowania największego wroga
blondyna – Cody'ego. Jego przyjaciele zawzięcie uważali, że
chłopak się zmienił choć nie znali go tak dobrze jak on. Chłopak
z kolei uważał, że tacy ludzie jak on nigdy się nie zmieniają. W
ten o to sposób rozstali się w kłótni i gniewie. To jednak nie
był koniec złego dnia. Na ostatniej przerwie po lekcjach chłopaka,
poszedł do jednej z sal, aby poćwiczyć piosenkę, jednak widok
jaki tam zastał sprawił, że stał się najnieszczęśliwszym
chłopakiem na świecie.” W tej chwili się obudziłem, ale to
chyba nie był normalny koszmar tylko jakiegoś rodzaju wiadomość i
pewnie muszę ją jakoś rozszyfrować, tylko jak? - „Zastanów się
Ross. - Pomyślałem. - Już wiem, może to jest jakaś wiadomość,
że to co było w tym śnie wydarzy się naprawdę, ale sam nie
wiem.” - Nie chcąc martwić się na zapas położyłem głowę z
powrotem na poduszce i momentalnie zasnąłem. Tym razem nie miałem
żadnego koszmaru, ale gdybym wiedział co wydarzy się następnego
dnia, nigdy bym do tego nie dopuścił.
*W
następnym rozdziale.*
Sen
Rossa zaczyna się spełniać. Na początku kłóci się z
przyjaciółmi o Cody'ego, a potem widzi coś czego nigdy w życiu
nie chciałby zobaczyć. Co takiego zobaczy Ross? Jak bardzo wpłynie
to na jego psychikę? Odpowiedzi znajdziecie w 20 rozdziale.
*********
Hejka, to znowu ja. Co tam u was? Bo u mnie superancko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Nowy rozdział dodam 26.10.13.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


