poniedziałek, 11 listopada 2013

Przepraszam bardzo

Przepraszam was bardzo, wiem, że mi tego nie wybaczycie, ale niestety nie mogę dzisiaj dodać nowego rozdziału.  Muszę się uczyć na jutro i dokończyć robienie lekcji. Jeszcze raz bardzo was przepraszam.
Kocham was, Marta Lynch.

niedziela, 10 listopada 2013

(60) 24. Wizyta & Wątpliwości.

„Na samym dnie otchłani nazywanej przez wszystkich „miłością” znajdziesz klucz do mojego serca.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
Ross wstał dzisiaj z zaskakującym zadowoleniem, a to zasługa jednego snu, który zmienił jego zapatrzenie na świat. Podszedł do szafy i wybrał z niej czarne jeansy, biały podkoszulek w serek i czerwoną skórzaną kurtkę, natomiast z szafki wyjął adidasy w kolorze kurtki. Ze strojem wszedł do łazienki i wszedł pod prysznic. Gdy krople letniej wody delikatnie spływały po jego ciele kalkulował, czy jego decyzja odnośnie Laury jest właściwa. Kilka razy w ciągu sekundy zmieniał zdanie, ale w końcu ustał na tym, że wybaczy szatynce. Zakręcił prysznic i wyszedł spod niego. Ręcznikiem wytarł swoje wilgotne ciało i założył na siebie wcześniej przygotowane ubrania. Następnie podszedł do lustra i czesząc swoją blond grzywkę popsikał się męskimi perfumami, które kiedyś dostał od Laury. Gotowy wyszedł z łazienki i zszedł po schodach do kuchni. Tam zrobił sobie kanapkę z serem, szynką, pomidorem i kiełkami rzeżuchy. Gdy skończył ją jeść wyszedł z pomieszczenia, ale w salonie zobaczył całą swoją rodzinę i Ell'a, którzy rozmawiali przez Skype z Cody'm. - „Mieszkacie w tym samym mieście, a nie możecie się spotkać?” - Zakpił z nich w myślach. - Wychodzę! - Krzyknął będąc przy drzwiach na tyle głośno, że usłyszałby to nawet umarły, ale jednak nikt go nie usłyszał. Reszta była bardziej zajęta konwersacją z ich przyjacielem, a niżeli odpowiedzeniem choćby krótkim „Ok”. - Dosyć tego. - Szepnął do siebie. Wziął ze stolika laptopa i ignorując niezadowolenie reszty, skierował ekran w swoją stronę. - Hejka Cody. - Powiedział z udawaną radością. - Ostatnio nie miałem okazji się ciebie zapytać, czy cieszysz się, że zabrałeś mi rodzinę, przyjaciół i dziewczynę? - Dodał.
- Ross... - Zaczęła Stormie, ale Ross pokazał jej gestem ręki, aby zamilkła, więc ona tak uczyniła.
- Nie wiem o co ci chodzi. - Odezwał się Christian.
- Oczywiście, że nie wiesz. Przecież ty nigdy nie wiesz o co może mi chodzić. - Rzekł ironicznie blondyn.
- Ross, przestań! - Zwróciła mu uwagę Stormie. Ross odstawił komputer z powrotem na stolik, po czym go przymknął, ale niestety zrobił to tak, że Cody słyszał całą ich rozmowę. - Czemu tak się zachowujesz? - Zapytała jego rodzicielka.
- Jak ja się zachowuję? Jak wy się zachowujecie? Wierzycie w każde jego słowo, które jest pełne kłamstwa. Znacie go zaledwie kilka tygodni, a gdy powie coś co mnie obciąża wierzycie mu, a nie osobie, którą znacie całe życie – mi.
- Ross przecież wiesz, że to nieprawda. - Powiedział Mark.
- „Nieprawda”? Ok, skoro tak uważacie to powiedzcie mi co działo się w moim życiu od przyjazdu Cody'ego. - Powiedział, jednak tak jak myślał, wszyscy milczeli. - Widzicie, przez cały ten czas nie zauważaliście, jak przychodziłem do domu z siniakami, czy łzami w oczach, a wystarczyło tylko zapytać „Co się stało?”. Dla was jednak zawsze był, jest i będzie ważniejszy Cody. Nie obchodzi mnie, że mi nie wierzycie i tak, może jestem największym egoistą na świecie, ale powiem wam wszystko, czego nie chcieliście zauważyć. Kilka dni temu straciłem najważniejszą osobę w moim życiu – Laurę, zdradziła mnie z tym kłamcą, którego śmiecie nazywać „Cody”, a wczoraj chciała się zabić, przez to, że myślała, że mam inną dziewczynę. W sumie to ja powinienem być na jej miejscu, bo mam bardziej sensowne powody do tego, aby nie żyć. Z resztą założę się, że byście nawet nie zauważyli gdybym umarł, mam rację? - Dokończył i poczuł ulgę, że wyznał im wszystko co leżało mu na sercu. Oni, jednak stali jak zamrożeni w miejscu i nie odezwali się nawet słowem. - Dajcie spokój. - Powiedział blondyn i wyszedł z domu. Miał w oczach łzy, ale szybko je starł. Teraz starał się myśleć tylko o Laurze i o tym, aby jej wybaczyć. W szpitalu był po kilku minutach, wszedł na drugie piętro i skierował się w stronę sali, w której leżała szatynka. Gdy miał złapać za klamkę, zobaczył przez szybę, że Laurę ktoś odwiedził i nie był to byle kto, bo sam Cody Christian. Siedział na skrawku jej łóżka, tak samo jak poprzedniego dnia blondyn. Patrzył jej w oczy i gładził swoim kciukiem jej blady policzek. - Może i mnie kocha, ale widać, że on też nie jest jej obojętny. - Wyszeptał brązowooki mając w oczach łzy. - Jeśli będzie z nim szczęśliwa to nie będę stawał na drodze do jej szczęścia. - Chłopak spuścił głowę i po prostu wyszedł ze szpitala. Był zbyt smutny, aby pomyśleć, że Cody robi to, aby Ross był nieszczęśliwy. Na samym początku tej pełnej spięć i sporów znajomości nie było dnia, w którym blondyn nie zastanawiałby się czemu Cody za wszelką cenę chce uprzykrzyć mu życie. Tak naprawdę nikt poza Christianem nie wiedział jaka jest przyczyna jego nienawiści do Rossa. Blondyn będąc nie szczęśliwym poszedł w swoje jeszcze tak nie dawno odkryte miejsce i tam patrząc na Los Angeles i horyzont w oddali myślał nad swoim życiem. Jeśli chodzi o Laurę, to sama nie wiedziała dlaczego, ale cieszyła się z wizyty Cody'ego, chociaż gdyby tylko wiedziała, że chłopak nie ma szczerych zamiarów, od razu skończyłaby tą znajomość. Sama jeszcze o tym nie wiedziała, ale powoli się w nim zakochiwała, ale czy to znaczy, że tak łatwo zapomni o Rossie, który jak sama twierdziła jest „miłością jej życia”? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi, nawet serce dziewczyny, które choć czuje się zagubione, jest delikatne niczym płatek róży unoszący się na wietrze. Po dwóch godzinach rozmowy z Cody'm do sali wszedł lekarz w wypisem. Dziewczyna złożyła podpis na papierach i poszła do łazienki przebrać się w ubrania, które przynieśli jej rodzice. Cody przez cały ten czas na nią czekał choć tak naprawdę od samego początku miał w nosie to czy Laura życie, czy też nie. W tej chwili dla niego liczył się tylko zysk z nieszczęścia Rossa Lyncha. Laura założyła na siebie strój i ze spakowaną torbą wyszła ze szpitalnego pokoju czystości.
- Idziemy? - Zapytał Cody pokazując, aby złapała go pod ramię.
- Jasne. - Odpowiedziała brązowooka i skorzystała z propozycji szatyna. Chłopak odprowadził dziewczynę pod jej dom. - Może wejdziesz na chwilę? - Zapytał, choć już po chwili tego pożałowała.
- Chętnie. - Odpowiedział i wszedł wraz z szatynką do mieszkania.
- Witaj kochanie, mogłaś napisać, że cię wypisują, przyjechalibyśmy po ciebie...... a to kto? - Zapytała Ellen.
- To Cody, odwiedził mnie i odprowadził do domu, a teraz wybaczcie, ale pójdziemy do mnie. - Rzekła wymijająco i ciągnąc chłopaka za rękę udali się do pokoju dziewczyny.
- Ellen, a to nie ten chłopak, który pocałował Laurę na oczach Rossa? - Zapytał żonę Damiano.
- Tak, to chyba on. Musimy na niego uważać. Ross jest dla niej odpowiedniejszym chłopakiem. - Oznajmiła kobieta, a mąż się z nią zgodził. Tymczasem Laura pokazywała Cody'emu swój pokój, a ten udawał, że go to interesuje.
- To co robimy? - Zapytała, gdy skończyli.
- Nie wiem, może obejrzymy jakiś film.
- Ok, to ja zrobię nam popcorn, a ty wybierz któryś z fimów. - Wskazała półkę nad telewizorem i wyszła z pokoju. Weszła do kuchni i wstawiła do mikrofali woreczek z kukurydzą. Po chwili go wyjęła i przesypała do dużej miski. Do dwóch szklanek wlała sok jabłkowy i z całym zestawem wróciła do swojego kolegi. - Dobra, mam wszystko, a ty, jaki film wybrałeś? - Zapytała szatyna.
- „Przystanek miłość”. - Odpowiedział włączając film. Usiedli wygodnie na kanapie stojącej na wprost telewizora i stawiając między siebie popcorn pogrążyli się w oglądaniu seansu. Film po ponad godzinie się skończył, ale bardzo zaciekawił Laurę. - Co teraz robimy? - Zapytał brązowooki zbliżając się do dziewczyny.
- Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała, a chłopak delikatnie odgarnął jej włosy za ucho. Oczywiście była to dopiero tak zwana „gra wstępna” i sam uważał, że na samym dotyku się nie skończy. Po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz, ale taki przyjemny. W pewnej chwili chłopak zaczął się do niej zbliżać, a ta walczyła z myślami czy go pocałować, czy nie. - „Przyznaj, że Cody ci się podoba.” - Mówił głos w jej głowie, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić, poczuła na swoich wargach usta chłopaka. Zapominając o nadal żyjącym w jej sercu uczuciu do Rossa, odwzajemniła pocałunek. Oderwali się od siebie dopiero po kilku sekundach.
- Podobasz mi się. - Szepnął do jej ucha szatyn. - Będziesz moją dziewczyną? - Zapytał już głośniej, a dziewczyna nie wiedziała co zrobić.
- Tak. - Rzekła po dłuższej chwili, chociaż chyba sama nie wierzyła w to co mówi. Aby zapomnieć o wątpliwościach przytuliła Cody'ego, a ten uśmiechnął się cwaniacko i odwzajemnił jej gest. Właśnie osiągnął to czego chciał, dziewczyna Rossa najpierw go zdradziła, a potem się w nim zakochała i jeszcze dodatkowo rodzina i przyjaciele nie wierzą blondynowi, gdy mówi jaki jest Cody. Dla niego to był miód na serce.
*W następnym rozdziale.*

Wszyscy, łącznie z Rossem, dowiadują się, że Cody i Laura są parą. Jak zareagują? Czy Ross będzie z tego powodu nieszczęśliwy? A może będzie przy nim osoba, dzięki której nie będzie o tym wszystkim myślał? Odpowiedzi szukajcie w następnym rozdziale.
Premiera już 11.11.13.
********
Hejka dodaję dzisiaj rozdział na szybko, bo oglądam mecz. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo kolejny już jutro.
Całuski ;-* Marta Lynch.

środa, 6 listopada 2013

(59) 23. Szpital & List.

“Czas nie leczy wszystkich ran, on tylko przyzwyczaja nas do bólu.” - Ross Lynch.
*Oczami narratora.*
- O mój boże, Laura. Coś ty najlepszego zrobiła? - Powiedziała pani Ellen widząc swoją córkę całą we krwi. Sprawdziła jej tętno. - Żyje. - Odetchnęła z ulgą. - Damiano, dzwoń na pogotowie. - Rozkazała mężowi, a ten pospiesznie wybrał numer alarmowy. - Lauruniu, czemu? Czemu to zrobiłaś? - Zapytała kobieta klękając obok dziewczyny.
- Chyba znam odpowiedź. - Powiedział pan Marano czytając jeden z listów, który był zaadresowany do nich. Gdy skończył, podał go żonie, a ta gdy tylko go przeczytała, przeżyła szok. Oboje nie sądzili, że Laura tak postąpi. Po chwili przyjechali ratownicy i zabrali Laurę na noszach do karetki. Damiano i Ellen cały czas przy niej czuwali.
- Przepraszam, ale w karetce jest miejsce tylko dla jednej osoby. - Poinformował ich jeden z ratowników.
- Ellen, ty z nią jedź. Ja zaniosę Rossowi list, który Laura mu napisała i dojadę do ciebie. - Powiedział Damiano.
- Dobrze, kochanie. - Odpowiedziała kobieta i weszła do karetki. Zamknęły się za nią drzwi i już po chwili ambulans odjechał na sygnale do najbliższego szpitala. Pan Marano otarł łzę spływającą po jego policzku i szybkim krokiem podszedł do domu rodziny Lynch. Zadzwonił dzwonkiem i już po chwili w drzwiach znalazł się Ross, który jak co dzień od zerwania z Laurą był smutny.
- Pan Marano? Co pan tutaj robi? - Zapytał widocznie zdziwiony blondyn.
- Chciałem ci przekazać list, który Laura napisała do ciebie. Teraz wiozą ją do szpitala na 13 Street 12. Powinieneś o tym wiedzieć. - Odpowiedział i wręczył zaskoczonemu chłopakowi kopertę. - A teraz wybacz, ale muszę do niej jechać. - Powiedział i wyszedł, a Ross nadal zaskoczony całą tą sytuacją, nie wiedział co zrobić. Spojrzał szybko w stronę salonu, gdzie siedział Cody, Ell i pozostała rodzina Lynch. Zrobiło mu się na samą myśl smutno i wyszedł do ogrodu na tyłach domu, aby w spokoju przeczytać list. Usiadł na huśtawce przywiązanej do gałęzi drzewa i drżącą ręką otworzył kopertę. Wyjął z niej kartkę i zaczął czytać zamieszczony na niej tekst.
Kochany Ross!
Pewnie zgodnie z moją prośbą dostałeś ten list od moich rodziców. Zastanawiasz się pewnie co kierowało mną gdy podcinałam sobie żyły, albo w ogóle cię to nie interesuje. Jednak w imię tego co jeszcze tak nie dawno nas łączyło, chciałam, abyś wiedział, że nigdy nie przestałam cię kochać. Wiem, że zdradzając cię popełniłam największy i już nieodwracalny błąd na świecie, ale pisząc ten list nadal czułam, że jesteś miłością mojego życia. Za każdym razem gdy patrzyłam jak cierpisz, serce mi się krajało i właśnie dlatego nie wytrzymałam. Życzę ci szczęścia z Olivią i choć wiem, że już mnie nie kochasz, chciałabym, abyś choć od czasu do czasu o mnie pomyślał.
Kocham cię, Laura.
Podczas czytania tego krótkiego, aczkolwiek pełnego uczuć listu, Ross miał w oczach łzy. - Coś ty najlepszego zrobiła? - Szepnął z żalem do siebie, po czym bez chwili zwłoki zerwał się z miejsca i popędził do szpitala, w którym powinna być Laura. Chłopak, choć bardzo cierpiał po jej zdradzie nadal ją kochał najbardziej na świecie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo wszystko próbował sobie wmówić, że to uczucie w nim umarło. W szpitalu był po kilku minutach. W recepcji dowiedział się, że Laura leży w sali 214 na drugim piętrze i nie jest z nią najlepiej. Szybko wbiegł po schodach i już po chwili znalazł się przy wskazanym miejscu. Przed salą zobaczył wyraźnie załamanych rodziców dziewczyny. - Co z Laurą? - Zapytał siadając obok nich.
- Ross? Co ty tu robisz? - Zapytała Ellen, nie ukrywając swojego zdziwienia.
- Przyszedłem, aby porozmawiać z Laurą, ale lepiej niech mi państwo powiedzą co z nią.
- Jeszcze nic nie wiemy. - Poinformował pan Damiano, jednak w tej chwili z sali Laury wyszedł jeden z lakarzy. - Panie doktorze, co z nią? - Zapytał mężczyzna w imieniu wszystkich.
- Nie jest z nią najlepiej, straciła bardzo dużo krwi i konieczna będzie transfuzja. - Zakomunikował doktor Daniels.
- Transfuzja? Ale jest jeden problem, nasza córka ma grupę 0 RH minus, a żadne z nas takiej nie ma. - Powiedział pan Marano ze smutkiem.
- Ja mam taką grupę, mogę jej pomóc. - Rzekł nawet bez chwili zastanowienia blondyn. W tej chwili nie myślał o tym co Laura mu zrobiła, myślał tylko o tym, aby ją uratować i sprawić, aby chociaż ona cieszyła się życiem.
- Ross, serio to zrobisz, po tym co ci zrobiła?
- Teraz nie liczy się to co zrobiła, tylko to, aby przeżyła. - Powiedział dumnie i udał się z lekarzem do oddzielnej sali, a której pobrali mu krew. Zadowolony wrócił na poprzednie miejsce i czekał na kolejne wieści. Po kilku minutach z sali wyszedł ten sam lekarz i powiedział, że szatynka się budzi i wejść do niej mogą jej rodzice.

*Oczami Laura.*
Nagle zobaczyłam, że jestem w jakimś białym pokoju podłączona do kilkunastu maszyn. Jednak szybko się zreflektowałam, że ku mojemu rozczarowaniu wcale nie umarłam. W pewnym momencie do sali, w której leżałam weszli moi rodzice. - Witaj Laura. - Zaczęła moja mama. - Ale nas przestraszyłaś. - Dokończyła.
- I co z tego, nie zasłużyłam, aby żyć. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. - Powiedziałam, a oni zamilkli, ale tylko na kilka sekund.
- To może dasz szansę temu kto uratował ci życie. - Powiedział mój tata, a po chwili w sali pojawił się zmieszany...... Ross?
- Ross? - Zapytałam zdziwiona. - Dlaczego to zrobiłeś? - Dokończyłam. Moi rodzice wyszli z sali, a Ross usiadł na krawędzi łóżka z mojej lewej trony.
- Bo chcę ci pomóc. - Rzekł z współczuciem w oczach.
- Nie zasługuję na pomoc, ani na to by żyć. - Mruknęłam.
- Poważnie? Czytałem twój list, ale powiedz mi czemu to zrobiłaś? Czemu chciałaś się zabić?
- Bo wiem, że ty i Olivia jesteście parą. Po prostu nie mogłam tego znieść.
- Ja i Liv nie jesteśmy parą. A jeśli chciałaś się zabić z takiego błachego powodu to.... - W tej chwili mu przerwałam.
- Ale ty nie wiesz co ja czuję. Przez swoją głupotę straciłam osobę, którą kochałam najbardziej na świecie – ciebie. Zmieniłam się, aby zapomnieć o poczuciu winy, ale ja nie potrafię, rozumiesz? Z każdym następnym dniem i nocą to uczucie rośnie, a ja nic nie mogę z tym zrobić.
- Uważasz, że nie wiem co czujesz? Mylisz się, wiem doskonale co czuje osoba, która straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. Na własnej skórze przekonałem się, jak bardzo można cierpieć, gdy straci się rodzinę, przyjaciół i dziewczynę przez kłamstwa jednej osoby. Cody każdego następnego dnia coraz bardziej mnie zastępuje i nie mam w nikim wsparcia. Owszem, mam Olivię i Leo, ale oni mają też swoje własne życie i problemy. Jednak dzięki tobie dowiedziałem się jednej, ale ważnej rzeczy, czas nie leczy wszystkich ran, on tylko przyzwyczaja nas do bólu. Teraz nie mów mi, że nie wiem co czujesz, bo to ty nie masz pojęcia co ja mogę czuć przez cały ten czas. - Wygarnął mi, a ja poczułam ukłucie w sercu oraz wstyd. Przez cały ten czas patrzyłam tylko na co ja czuję i miałam, za przeproszeniem, gdzieś uczucia innych, w tym Rossa.
- Przepraszam. - Mruknęłam, a chłopak spojrzał mi w oczy. Widziałam z nich szczerość zmieszaną z troską i współczuciem.
- Nic nie szkodzi, ale obiecaj mi jedno.
- Co takiego?
- Że już nigdy nie będziesz chciała popełnić samobójstwa.
- Dobrze, obiecuję. - Powiedziałam i poprawiłam swoją szpitalną kołdrę.
- Laura? - Powiedział, a ja podniosłam głowę, patrząc tym samym w jego cudne czekoladowe oczy. - To co napisałaś w tym liście, było prawdą?
- Najszczerszą, wiem, że straciłeś do mnie zaufanie, ale chciałabym je za wszelką cenę odbudować, jeśli tylko dasz mi taką szansę.
- To nie jest dla mnie takie łatwe. Rozum mówi, abym nie ryzykował.
- A serce?
- Tego nie wiem, ale musisz dać mi trochę czasu. Ja po prostu nie umiem od tak o wszystkim zapomnieć i znów się z tobą przyjaźnić.
- Ok, rozumiem cię doskonale. - Jeszcze kilka godzin pogadaliśmy jak za starych dobrych czasów, ale czułam, że Ross próbuje wziąć mnie na dystans. W sumie nie dziwię mu się, sama na jego miejscu postąpiłabym tak samo. Okazało się, że muszę zostać na noc na obserwacji, więc Ross i moi rodzice opuścili szpital, a ja poszłam spać. Nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się w krainie morfeusza.

*Oczami narratora.*
„Pewna siedemnastolatka imieniem Laura siedzi w parku na ławce pod drzewem. W pewnej chwili podchodzi do niej blondyn w tym samym wieku co ona, o imieniu Ross. Dziewczyna mówi mu dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej i wyznając mu miłość, zamyka oczy. Chłopak nie czekając ani chwili dłużej z miłością i czułością wpija się w usta szatynki, a ona odwzajemnia ten gest.” - W tej chwili Ross i Laura się obudzili. Choć byli w dwóch różnych miejscach, śnił im się ten sam sen, który był wspomnieniem. Dla nas może to jeden z tych zwykłych i nic nieznaczących snów, ale dla Rossa znaczył on bardzo dużo. Zdał sobie bowiem sprawę, że pomimo tego co zrobiła Laura, nadal kocha ją najbardziej na świecie. Przez cały ten czas próbował za wszelką cenę zapomnieć o tym uczuciu, ale przecież prawdziwej miłości nigdy się nie zapomina, nieprawdaż? Ten sen zmienił wszystko, do tego stopnia, że Ross podjął ważną decyzję, że wybaczy Laurze wszystko i znów będą razem.

*W następnym rozdziale.*

Ross idzie do szpitala z zamiarem wybaczenia Laurze zdrady. Jednak gdy widzi, że ktoś u niej jest ma pewne wątpliwości. Kto przyjdzie do Laury? Czy Ross wybaczy dziewczynie zdradę? Odpowiedzi znajdziecie w 24 rozdziale.
Premiera Już 10.11.13.

*********
Welcome, this is me. Heh. Podoba wam się rozdział? Spodziewaliście się takiego obrotu akcji? Uwierzcie mi, jeszcze dużo będzie się działo w ich życiu, nim odnajdą prawdziwe szczęście (nie powiedziane, że wspólne). Zdradzę wam, że napisałam już dawno 2 sezon i będzie tam miało miejsce jeszcze wiele zdarzeń.
Całuski ;-* Marta Lynch.

niedziela, 3 listopada 2013

(58) 22. Wspomnienia & Przeszłość.

„Nie jest mi łatwo wciąż żyć ze świadomością, że to co zrobiłam ma nieodwracalne skutki. Zmieniając siebie może zapomnę o tym poczuciu winy.” - Laura Marano.

*Oczami narratora.*
Dzisiaj jest pierwszy dzień tygodnia, czyli poniedziałek, a to oznacza, że znowu trzeba iść do pracy i szkoły. Dzisiaj Laura, Ross, Raini, Calum, Leo, Olivia i Cody mają na 9:50, więc oznacza to, że skoro teraz jest 6:00 mają jeszcze dużo czasu. Laura otworzyła swoje ociężałe powieki i ujrzała przed sobą wiszący na ścianie, na wprost łóżka plakat z jej ulubionym zespołem – R5. Bardzo kocha ten zespół, ale nie bardziej niż Rossa. Podniosła się z kanapy i opierając się plecami o ścianę złapała swoją głowę, która nagle zaczęła ją boleć. Masując obolałe miejsca starała się przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego dnia.
Retrospekcja
Laura po ubraniu się w przygotowany strój zeszła na dół. - Siema rodzino! - Krzyknęła żując gumę. Po chwili obok niej pojawiła się Ellen, Damiano i Vanessa.
- Laura jak dobrze, że jesteś, ale co to za ubranie? - Zapytała Ellen.
- Ubranie jak ubranie, chodzę w tym w czym chcę, a wam nic do tego. - Powiedziała tonem divy i gwałtownie zarzucając włosy na plecy wyszła z domu trzaskając drzwiami. Każdy z domowników domyślił się, że zachowanie dziewczyny jest spowodowane poczuciem winy, ale woleli poczekać aż jej to minie, bo gdyby kazali jej być sobą, dziewczyna byłaby jeszcze gorsza, chcąc zrobić im na złość. Szatynka szła przed siebie i nim się spostrzegła była pod jakimś klubem. Weszła do środka i dołączyła się do tańczących na dyskotece. Chociaż był alkohol, dziewczyna nie piła. Muzyka była bardzo głośna, więc nic dziwnego, że po spędzeniu w klubie kilku godzin w uszach Laury dudniło podczas powrotu do domu, czyli około 23:30. Weszła do domu, wzięła prysznic i poszła spać, choć nadal strasznie bolała ją głowa.
Powrót do teraźniejszości

Laura podeszła do szafy i wyjęła z niej strój w kolorze czerni. Weszła z nim do łazienki, a tam wzięła prysznic. Potem ubrała się i zrobiła sobie makijaż, tak samo wyzywający jak wczoraj. Z szafki w komodzie wyjęła czarną torbę i schowała do niej książki oraz telefon, portfel i gumy do żucia przy czym jedną z nich wzięła do budzi i zaczęła żuć. Miała jeszcze bardzo dużo czasu, więc usiadła na parapecie i zaczęła patrzeć na okno znajdujące się na wprost jej. W pewnej chwili zauważyła w nim blondyna. Po chwili zreflektowała się, że jest to Ross. Chociaż dzieliła ich ulica Laura widziała, że chłopak ewidentnie płakał. Poczuła olbrzymie ukłucie w serce spowodowane cierpieniem osoby, na której jej tak bardzo zależało. - Nie jest mi łatwo wciąż żyć ze świadomością, że to co zrobiłam ma nieodwracalne skutki. Zmieniając siebie może zapomnę o tym strasznym poczuciu winy. - Szepnęła do samej siebie i znów zaczęła patrzeć na wyraźnie zdołowanego Rossa. Zawsze po zdradzie przechodzi się przez trudny okres i ten właśnie okres przechodził blondyn. Nie miał pojęcia, że jego była dziewczyna obserwuje każdy jego ruch, nawet to jak po chwili zaczął pisać nową piosenkę w swoim zeszycie. Po swojej ostatniej rozmowie z Olivią czuł się trochę lepiej, ale jeszcze nie dość dobrze, aby spojrzeć komuś prosto w oczy i powiedzieć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Niektórym może się to nie podobać, ale przez cały ten czas, Ross nie mógł zapomnieć o tym uczuciu jakie towarzyszyło mu po tym jak blondynka pocałowała go w policzek. Choć sam o tym jeszcze nie wiedział, powoli zaczynał się w niej zakochiwać. Ale czy jego uczucie do Laury wygaśnie na zawsze? Do jeszcze tak niedawna czuł, że Laura jest miłością jego życia, nadal tak jest, ale teraz cierpi i nie myśli o tym, że mógłby jej wybaczyć zdradę. Prawdą jest, że kocha ją najbardziej na świecie i nie mógłby bez niej żyć, ale dla niego ta blizna jest jeszcze zbyt świeża, aby o niej wspomnieć choćby jednym krótkim słowem. Według niego najgorsze w tym wszystkim było to, że nie było przy nim osoby, która, by go wspierała, albo chociaż wysłuchała. Owszem, Olivia często go odwiedzała i była dla niego wsparciem, ale to nie to samo. Leo, tak samo jak blondynka, potrafił go pocieszyć, ale dla brązowookiego to nie to samo. On potrzebował ciepła rodzinnego, ale na takie wsparcie raczej nie mógł liczyć. Oboje siedzieli na parapetach jeszcze jakiś czas, do momentu gdy zegar wskazywał 9:25, co oznaczało, że powinni się już zbierać. Laura chwyciła swoją czarną torbę i żując gumę zeszła na dół. Zastała tam rodziców, którzy dali jej śniadanie, po czym wrócili do salonu. Była zaskoczona ich zachowaniem, ale nie chciało jej się tego wyjaśniać. Wyszła z domu trzaskając drzwiami i mijając furtkę, zauważyła, że z domu na przeciwko wychodzi Ross. W pierwszej chwili odruchowo spojrzał w jej kierunku, ale gdy tylko ją dostrzegł, spojrzał zupełnie gdzie indziej. Oboje do szkoły szli po dwóch różnych stronach drogi, ale do szkoły weszli idąc obok siebie, ale za wszelką cenę starali się nie patrzeć sobie w oczy. Podeszli do swoich szafek, wzięli książki na historię muzyki i udali się w stronę sali z numerem 213. Ross szedł kilka metrów przed Laurą. W pewnej chwili podeszła do niego Olivia i przytuliła go z całych sił, a on oczywiście odwzajemnił jej gest, a potem oboje stanęli przy sali. Laura na ten widok poczuła, że ma w oczach łzy i choć do lekcji zostały jeszcze 4 minuty, uciekła do najbliższej toalety. Tam usiadła obok umywalki i zaczęła szlochać. Błędnie sądziła, że chłopak, który jest miłością jej życia ma już inną. Zaczęły powracać do niej wszystkie wspomnienia, które przeżyła z Rossem. Ich pierwszy pocałunek, pierwsza randka, utrata pamięci chłopaka, pocałunek na lotnisku oraz wiele, wiele innych. Przypomniała sobie nawet jak zaprzepaściła szansę na swoje prawdziwe szczęście, zdradzając chłopaka z jego największym wrogiem. - Ale ze mnie idiotka, straciłam szansę na szczęście zdradzając osobę, która była miłością mojego życia z jej wrogiem. Jestem do niczego. - Powiedziała nadal płacząc. Teraz jej makijaż wyglądał jeszcze gorzej niż przedtem. Próbując zachować kamienny spokój, otarła swoje mokre od łez policzki. Po tej czynności wstała i podeszła do umywalki. Wodą zmyła makijaż i nałożyła sobie nowy, równie mocny co poprzedni. Teraz nie było widać, że płakała. Otrzepała się i wyszła z damskiej toalety. Choć było już dawno po dzwonku Laura udała się pod salę 213. Lekko zapukała i nie czekając na odpowiedź weszła do sali. Teraz czuła, że patrzy na nią 20 uczniów wraz z nauczycielką. Szatynka w pierwszej chwili spojrzała w kierunku Rossa i przez ułamek sekundy patrzyli sobie w oczy. Dziewczyna widziała w nich żal i swego rodzaju zaskoczenie. Blondyn chyba był jedyną osobą, która widziała, że dziewczyna uroniła wcześniej kilka łez. Szczerze, zrobiło mu się jej żal, bo nadal, w głębi duszy, ją kochał, ale starał się za wszelką cenę zapomnieć o tym uczuciu.
- Laura, czemu się spóźniłaś? - Zapytała surowym, a jednocześnie zdziwionym głosem nauczycielka – pani Clark. Laura od razu przybrała lekceważący wyraz twarzy.
- Bo mi się nie chciało przyjść? - Zapytała jakby to było oczywiste i wcale nie czuła się dobrze z tym, że jest opryskliwa w stosunku do jednej ze swoich ulubionych nauczycielek.
- Takim tonem to się do mnie nie zwracaj, a teraz lepiej usiądź na swoim miejscu. - Powiedziała i wróciła do pisania na tablicy tematu lekcji. Laura zajęła miejsce w środkowym rzędzie na samym końcu, zaraz za Rossem. Przez dalszy ciąg lekcji szatynka obserwowała każdy najmniejszy ruch Rossa, a chłopak doskonale o tym wiedział i czuł się tym skrępowany. Gdy w szkole zabrzmiał dzwonek oznajmujący zakończenie się pierwszej godziny lekcyjnej, wszyscy wyszli z sali. Laura też zmierzała ku drzwiom, ale w ostatniej chwili pewien kobiecy głos ją zatrzymał. - Laura, poczekaj chwilę. - Powiedziała nauczycielka głosem nie przyjmującym żadnego sprzeciwu. Dziewczyna poczekała aż pozostali opuszczą salę, po czym sama podeszła do biurka nauczycielki. - Proszę, usiądź. - Powiedziała ciepłym głosem kobieta i pokazała na krzesło stojące na wprost niej. Laura z udawaną niechęcią usiadła na nim. - Chciałabym porozmawiać o twoim dzisiejszym zachowaniu. - Rzekła, ale Laura nadal milczała. - Laura? Nie masz mi nic do powiedzenia? - Zapytała.
- A co mam pani powiedzieć? Zmieniłam się, a to tylko dlatego, że nie podobała mi się stara wersja mnie. Ona tylko potrafiła ranić osobę, którą kochała najbardziej na świecie. - Powiedziała na jednym tchu, a pani Clark po jej słowach od razu domyśliła się o kogo dziewczynie chodzi.
- Ok, domyślam się o co ci chodzi, też kiedyś byłam zakochana, ale zobaczysz, że jeszcze wszystko będzie dobrze.
- Nie, pani nic nie rozumie, zdradziłam Rossa choć wcale tego nie chciałam, a teraz nic nie sprawi, że poczuję się lepiej. - Laura szybko wstała z krzesła i nie czekając na nic wybiegła z sali. Na korytarzu zobaczyła jak Ross podbiega do Olivii i ją przytula. Ten widok sprawił, że się już kompletnie załamała. Po jej policzku spłynęło kilka łez i wybiegła ze szkoły chociaż miała mieć jeszcze cztery lekcje. Biegła przed siebie aż znalazła się przed swoim domem. Nikogo w nim nie było, więc Laura zaczęła się cieszyć, bo nie będzie musiała się nikomu tłumaczyć. Otworzyła drzwi i wbiegła do mieszkania jak torpeda. Już po kilku sekundach znalazła się w swoim pokoju i rzuciwszy torbę w kąt opadła na łóżko. Płakała na ile tylko pozwalały jej łzy. W końcu gdy zapas wody pod powiekami jej się skończył, wstała z łóżka i weszła do łazienki. Zmyła makijaż i zrobiła sobie kolejny, trzeci już dzisiaj. Gotowa wróciła do pokoju i otworzyła szafę. Z półki znajdującej się w jej wnętrzu wyjęła ozdobne pudełko podpisane „Ja i mój ukochany.” Otworzyła je, a w środku były zdjęcia, na których była ona i jej były już chłopak – Ross. - Kocham cię. - Wyszeptała do jednego ze zdjęć i zaczęła oglądać pozostałe. Przeglądała je kilka godzin wcale nie przejmując się tym, że powinna być w szkole. Skończyła dopiero gdy zegarek wskazał 13:30, co oznaczało, że Ross powinien zaraz być koło swojego domu. Laura zostawiając zdjęcia porozrzucane po dywanie podeszła do okna, z którego miała idealny widok na okno od pokoju Rossa, a już tym bardziej na drzwi wejściowe do jego domu. Patrzyła w ich kierunku kilka minut, aż dostrzegła przed nimi blondyna, na którego czekała, jednak ku jej rozczarowaniu, nie był on sam. Była z nim Olivia i oni się przytulali. Dla brązowookiej to i tak było za dużo. Poczuła jak jej serce łamie się na tysiąc milutkich kawałeczków. Chociaż Ross i Olivia nie byli parą, Laura ślepo wierzyła, że tak jest. Podeszła do biurka i wyciągając kartkę zaczęła pisać list, jeden był do rodziny, a drugi do Rossa.
Kochana rodzino!
Pewnie gdy przeczytacie ten list, nie będzie mnie razem z wami, jednak chcę abyście wiedzieli, że nie chcę żyć przez moją głupotę, przez którą straciłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie. Próbowałam być silna, pozbyć się wszelkich uczuć, ale nie wytrzymałam. Nie mogłam znieść tego, że Ross może mieć kogoś innego, za bardzo go kocham. Proszę, nie bądźcie na niego źli, bo to tylko i wyłącznie moja wina.
Kocham was, Laura.
P. S. Przekażcie Rossowi drugi list, który leży obok.

List razem w tym dla jej ukochanego położyła na krześle w łazience obok wanny i usiadła na kafelkach. Pozbawiona jakichkolwiek uczuć, chwyciła w dłoń nieużytą nigdy żyletkę. Zbliżyła ją do lewej ręki, ale w ostatniej chwili się wstrzymała. - Nie umiem tego zrobić. - Powiedziała, ale gdy tylko przypomniała sobie każdą chwilę spędzoną z Rossem i to jak bardzo go skrzywdziła tą zdradą, zaczęła ciąć tą rękę. Przestała i poczuła ulgę dopiero wtedy gdy dostrzegła, że po dłoni ciurkiem spływa czerwona substancja zwana potocznie krwią i cieknie na podłogę. Po chwili poczuła, że kręci jej się w głowie i już po kilku sekundach zobaczyła przed sobą ciemność, jednak zanim zemdlała szepnęła. - Nie zasłużyłam, aby żyć. - Po tych słowach straciła przytomność.
*W następnym rozdziale.*

Laura jest coraz bliższa śmierci, ale czy to już koniec? Czy po tej niedojrzałej decyzji tak po prostu umrze? A może ktoś ją uratuje? Jeśli tak, to kto? Odpowiedzi znajdziecie w następnym rozdziale.
Premiera już 6.11.13.
*********
Hejka, to znowu ja. Dzisiejszy rozdział jest smutny, ale kiedyś pisaliście mi, że chcecie, aby Laura też się wycierpiała, więc pisząc ten rozdział spełniłam wasze prośby. Jeśli przeżyje to jeszcze trochę się nacierpi, zresztą, nawet jak umrze, wycierpi się za wszystkie lata.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Zapraszam was na mojego bloga o Violettcie http://blogovioli.blogspot.com/

środa, 30 października 2013

(57) 21. Wsparcie & Zmiana.

"Cierpienie, samotność i żal, te wszystkie rzeczy były mi jeszcze tak niedawno zupełnie odległe i obce. Teraz są one dla mnie zwykłą, szarą codziennością. " Ross Lynch.
*Oczami Laury.*
Gdy Ross wyszedł nie wiedziałam co zrobić. Przez jakiś czas patrzyłam w miejsce, w którym jeszcze nie tak dawno stał blondyn. Jestem najgorszą osobą na świecie, zdradziłam go i to w dodatku z jego największym wrogiem. Nie chciałam tego, ale byłam zbyt oszołomiona żeby wykonać jakikolwiek ruch. Po chwili podeszła do mnie Olivia, a jej mina nie zdradzała żadnych emocji.
- Zrobiłaś coś czego Ross chciał za wszelką cenę uniknąć. - Powiedziała, a ja nic nie mówiąc zaniosłam się płaczem i wybiegłam z sali prób, a potem ze szkoły. W domu byłam po pięciu minutach. Wpadłam do niego jak torpeda i nie zważając na pytania rodziców typu „I co, Ross do nas dzisiaj przyjdzie?”, „Córciu, czemu płaczesz?” wbiegłam po schodach do pokoju. Opadłam na łóżko i dałam zbierającym się przez kilka minut pod moimi powiekami łzom swobodnie spływać. Byłam nieszczęśliwa, bo przez moją głupotę straciłam osobę, którą w końcu naprawdę i szczerze kochałam. Temu jestem winna tylko i wyłącznie ja, bo to ja mówiłam Rossowi, że Cody się zmienił choć znałam go ledwo kilka tygodni, a on całe życie. To ja uległam Cody'emu i z nim zaśpiewałam chociaż doskonale wiedziałam, że na jego miejscu powinien być Ross, a co najważniejsze, to ja nic nie zrobiłam gdy wróg Rossa mnie pocałował. Temu wszystkiemu jestem winna ja, nikt inny, tylko ja. Płakałam jeszcze jakiś czas aż usłyszałam, że do pokoju ktoś wchodzi.
- Odejdźcie, chcę zostać sama. - Powiedziałam nawet nie odwracając się w stronę gości.
- Lauruniu, kochanie, jeśli nam powiesz co się stało, będzie ci lepiej. - Usłyszałam ciepły matczyny głos. Usiadłam na łóżku i odwróciłam się w stronę całej trójki.
- Obiecujesz? - Zapytałam bardzo cicho, ale na tyle głośno, aby to usłyszała.
- Oczywiście. - Potwierdziła i usiadła obok mnie, po prawej stronie.
- Powiedz o co chodzi, coś z tobą i Rossem? - Zapytała Vanessa i zrobiła to co mama tylko, że ona zajęła miejsce po mojej lewej stronie.
- Tak, chodzi o zdradę. - Rzekłam, co widocznie zdenerwowało mojego tatę.
- Zabiję gnoja, zaufałem mu, a on tak perfidnie cię potraktował? Nie daruję mu. - Powiedział i już miał wyjść z pokoju, ale ja szybko krzyknęłam.
- Tato, on mnie nie zdradził! - Po tych słowach zastygł w miejscu i odwrócił się w moją stronę nie wiedząc o co chodzi. - To ja go zdradziłam. - Powiedziałam ciszej i z wstydu spuściłam głowę.
- Ale jak to się stało? - Zapytała moja rodzicielka, a ja spojrzałam na nią wzrokiem pełnym poczucia winy i żalu. Wzięłam głęboki oddech i opowiedziałam mojej rodzinie wszystko z najmniejszymi szczegółami. W czasie mówienia nie obyło się z mojej strony bez uronienia kilku słonych łez. Z każdym następnym słowem czułam coraz większe poczucie winy i złość na samą siebie. Gdy skończyłam to pełne uczuć i łez opowiadanie, rozpłakałam się jeszcze bardziej niż na samym początku. Moja mama i siostra przytuliły mnie, chcąc pocieszyć, jednak nic tym nie wskórały. Teraz tylko jedno, nawet krótkie, słowo wydobyte z ust Rossa i skierowane do mnie poprawiłoby mi humor.
- Laura, będzie dobrze, zobaczysz. Jeszcze kiedyś będziecie szczęśliwym małżeństwem z gromadką dzieci. - Powiedział tata chcąc mnie jakoś pocieszyć, ale jemu też to nie wyszło.
- Możecie mnie zostawić samą? - Poprosiłam, a wszyscy jak na zawołanie wyszli z mojego pokoju. Wyjęłam z szuflady pamiętnik z długopisem i zaczęłam w nim pisać.
Drogi pamiętniku!
Dzisiaj jest najgorszy dzień w całym moim życiu, ponieważ zdradziłam chłopaka, który był dla mnie najważniejszy i czuję, że jest miłością mojego życia. Nie chciałam tego pocałunku z Cody'm, ale byłam zbyt oszołomiona, aby się sprzeciwić. Wiem, że ta wymówka jest bezsensowna, ale to prawda. Jedyną osobą, z którą chcę się całować jest Ross. Do Cody'ego nic nie czuję i nic tego nie zmieni. Chyba nic nie sprawi, że poczuję się lepiej. Jestem temu wszystkiemu winna tylko ja. No nic muszę kończyć, bo wpadłam na pomysł, który pewnie innym się nie spodoba.
❤ Love Laura. ❤
Gdy skończyłam schowałam zeszyt z powrotem i podeszłam do szafy. - „Pora się zmienić.” - Pomyślałam i wyjęłam wybrany strój, a następnie poszłam z nim do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic i przebrałam się ubranie. Uczesałam włosy i pozwoliłam im opadać na plecy. Zrobiłam sobie makijaż, który był inny niż wszystkie, był mocniejszy i bardziej wyzywający. Spojrzałam na swoje
odbicie w lustrze i doznałam szoku. - „Oto nowa ja.” - Pomyślałam i wróciłam do pokoju. Stamtąd wzięłam czarną torebkę i włożyłam do niej telefon, portfel i pudełko gum do żucia, przy czym jedną wzięłam do buzi. Torebkę przerzuciłam sobie przez ramię i wyszłam z pomieszczenia.
*Oczami Rossa.*
Czy mieliście czasem tak, że w jednej krótkiej chwili przestało wam na czymkolwiek zależeć? Ja właśnie tak mam. Przez jeden głupi, może nieodwzajemniony, ale zawsze pocałunek straciłem osobę, na której mi zależało. Ciągle myślę o tym co zrobiła Laura i nadal nie mogę pojąć co spowodowało, że nawet go nie odepchnęła. Nie ma chwili, w której nie zadawałbym sobie jednego ważnego i podstawowego pytania. - „Czy ona mnie już nie kocha?” - W tamtej chwili gdy zobaczyłem ich razem, coś we mnie pękło, bez wątpienia było to zaufanie, którym darzyłem Laurę. Teraz wydaje mi się, że nigdy nie zaufam nikomu. Za dużo w życiu przecierpiałem, aby jeszcze mi dokładano. Zawsze w dzieciństwie gdy czułem wewnętrzny ból słyszałem od rodziców - „Bez odrobiny cierpienia nie zaznasz prawdziwego szczęścia.” - Zgadzam się z tą interesującą i pouczającą ideą, ale co oznacza ta „odrobina”? Teraz gdy cierpię po raz enty w życiu nie ma przy mnie osoby, która chociaż by mnie wysłuchała. Po przeżyciu w swoim jakże jeszcze krótkim i niedoświadczonym jeszcze życiu przyzwyczaiłem się do cierpieniu w samotności, ale to cierpienie jest zupełnie inne od poprzednich. Przez jedną osobę straciłem rodzinę, przyjaciół i dziewczynę, z którą w końcu miałem szansę zacząć wszystko od nowa. No nic, mam chociaż nadzieję, że Cody jest zadowolony ze swojego sukcesu, który osiągnął ludzkim nieszczęściem. Wczoraj był najgorszy dzień w moim życiu, ale wydarzenia jakie wtedy miały miejsce pomogły mi napisać nową piosenkę. Szkoda tylko, że musiałem tak bardzo cierpieć, aby mieć pomysł na nowy tekst. Aby choć trochę poprawić sobie humor, wszedłem do studia nagraniowego, wziąłem gitarę, włączyłem nagrywanie i zacząłem grać na instrumencie. Już po chwili z moich ust wydobyły się słowa odzwierciedlające moje uczucia.
Samotność wciąż mnie dotyka.
Nie chcę i nie potrafię tak dłużej żyć.
Moje serce cierpi, wiem! Twoje też.
Wiem, że ci jest ciężko.
Tak jak ja, tracisz nadzieję.
Czy znajdę tam ciebie?
Wiesz, tego nie wiem.
Każdego dnia wciąż błądzę w myślach.
Każdego dnia walczę z samotnością.
Chciałbym cię mieć w ramionach i być otulony miłością.
Jestem sam, a na to nie zasługuję, mam już tego dość.
Wiesz, fatalnie się czuję.
To najgorsze gdy nie ma tej osoby, przy której świat wyglądałby inaczej.
Te słowa teraz pisane w bólu. Proszę cię, daj mi tą szansę. X2

Ref: Chcę mieć kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem.
W życiu tak bardzo często przegrywałem na starcie.
O tym wszystkim teraz mówię otwarcie!
Wciąż żyję sam aż serce ściska, kiedy miłość była tak bliska.
To wszystko było chwilą, zostało wspomnieniem.
Piszę o tym co jest moim cierpieniem.

Siedzisz sam otoczony ścianami, żyjesz w tym momencie tymi wspomnieniami.
Odczuwam jej brak lecz nie chcę być z taką
co jest zakłamana i mówi, że mnie kocha, a tak naprawdę jest zupełnie inaczej.
Nie chce takiej! Co ma tylko pieniądz i szaleństwo w oczach,
miłość to dla mnie najważniejsze co może być.
Chcę powiedzieć jej jak wiele dla mnie znaczy.
Szukam cię, wypatruje jak gwiazdy na niebie lecz nie wiem czy cię znajdę.
Jesteś tylko gdzieś tam w moich marzeniach.
Szukam tej miłości, chyba za bardzo tego chcę.
Ale chcę odnaleźć to szczęście pośród zwykłych szarych dni.

Ref: Chcę mieć kogoś, kto będzie dla mnie wsparciem.
W życiu tak bardzo często przegrywałem na starcie.
O tym wszystkim teraz mówię otwarcie!
Wciąż żyję sam aż serce ściska, kiedy miłość była tak bliska.
To wszystko było chwilą, zostało wspomnieniem.
Piszę o tym co jest moim cierpieniem.

Wciąż to nie ta. Ja to mam pecha, aż odechciewa mi się żyć.
Proszę odnajdź mnie, bo ja gdzieś się zgubiłem.
Kiedy w końcu będę szczęśliwy??
Chcę patrzeć na ciebie i wiedzieć, że mi nic nie potrzeba
A czy tak będzie to czas pokaże.
Daj mi tą szansę! Nie skreślaj mnie.
Bo Ty nie wiesz jaki jestem i nie wiesz co mam w sercu.
Ta piosenka w ogóle mi nie pomogła. Wręcz przeciwnie, dobiła mnie jeszcze bardziej niż przypuszczałem. Wyszedłem ze studia i udałem się do kuchni. Próbowałem jakoś udawać, że wszystko ze mną w porządku, bo widziałem jak Cody wchodzi do naszego domu, a nie chciałem żeby czuł radość. To, że się starałem się udawać to nie powiedziane, że mi wychodziło. Nadal miałem czerwone od płaczu poliki i oczy, włosy sterczące we wszystkie strony świata, a moje ubranie było w o wiele gorszym stanie niż u bezdomnego. - „Ciekawe czy zauważą różnicę.” - Pomyślałem i wszedłem do salonu pod pretekstem zapytania, czy jedli już śniadanie. - Hej wam. - Powiedziałem, jednak nikt, poza Cody'm mnie nie słyszał . Byli zajęci oglądaniem telewizji. - Jedliście śniadanie? - Zapytałem, ale nic nie odpowiedzieli. Widziałem jak Cody się pod nosem uśmiecha, dodatkowo był zadowolony z mojego stanu. Miałem już wrócić do pokoju, ale TEN małolat mnie zatrzymał.
- Ross myślałem, że jesteś w swoim pokoju i płaczesz do poduszki. - Powiedział Cody, a wszyscy jak na zawołanie popatrzyli na mnie przerywając oglądanie filmu. - „Świetnie, teraz to na mnie patrzycie.” - Zakpiłem z nich w myślach. Jeśli chodzi o Cody'ego to ten uśmiechał się cwaniacko. - „Ok, niech zobaczy do czego odprowadził.” - Pomyślałem.
- Ja nie wstydzę się swoich uczuć. - Powiedziałem dumnie. - I obaj doskonale wiemy, co było tego powodem.
- Serio? To raczej nie moja wina, że przyjaciele i rodzina cię opuścili, a Laura cię zdradziła. - Właśnie uderzył w mój czuły punkt. Każdy z mojej rodziny oraz Ell miał w oczach zdziwienie. Zupełnie tak jakby nie widzieli mnie kilkanaście lat i dopiero teraz dowiedzieli się jakieś tajemnicy, którą skrywałem przez cały ten czas.
- Masz rację, w końcu to nigdy nie była twoja wina. - Zakpiłem. - To ja kazałem ci tutaj przyjechać i zabrać mi rodzinę, przyjaciół i dziewczynę, masz rację........ Ale wiesz co? Nawet swojemu największemu wrogowi nie życzyłbym takiego losu, który mnie spotkał. - Powiedziałem i nie oglądając się za siebie wróciłem do pokoju. Tam wyjąłem z szafy ubrania, w których zamierzałem wyjść i udałem się z nimi do łazienki.
Wziąłem krótki orzeźwiający prysznic i założyłem na siebie ubranie. Twarz opłukałem zimną wodą, a włosy uczesałem grzebieniem. Gotowy wróciłem do pokoju, schowałem portfel i telefon do kieszeni i wyszedłem z pomieszczenia. Schodząc po schodach słyszałem jak wszyscy obecni w salonie śmieją się z komedii lecącej w telewizji. Od razu przypomniało mi się jak w zeszłym roku, gdy jeszcze nagrywaliśmy 3 sezon serialu „Austin & Ally”, w domku babci z rodzeństwem, Ell'em i Laurą oglądałem horror. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ta szatynka, przez którą teraz cierpię na zawsze zagości w moim sercu. Ale teraz, gdy mam tego świadomość, czuję, że mój dotychczas szczęśliwy i poukładany świat właśnie legł w gruzach. Przypominając sobie wczorajszą zdradę poczułem jak zaszkliły mi się oczy. W tej chwili odechciało mi się gdziekolwiek wychodzić. Wróciłem, więc do pokoju i znów opadłszy na łóżko, zamknąłem oczy, ale nie zasnąłem. Mniej więcej po kilkunastu minutach poczułem, że ktoś siada obok mnie na łóżku. Szybko podniosłem głowę i ujrzałem nad sobą Olivię. - Hej, co tutaj robisz? - Zapytałem i usiadłem obok niej.
- Hej, chciałam zobaczyć jak się czujesz i jak na razie widzę, że chyba nie za dobrze. - Odpowiedziała i spojrzała mi w oczy. Widziałem w jej brązowych ślepiach czułość, troskę, zrozumienie i blask, którego nie dostrzegałem wcześniej. Czułem, że na prawdę jest przejęta moim stanem.
- A jak mam się czuć? Cody zabrał mi wszystko na czym mi zależało; rodzinę, przyjaciół, dziewczynę. - Powiedziałem ocierając opuszkami palców mokre policzki. - Największemu wrogowi nie życzyłbym takiego losu. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że choć bardzo bym chciał zapomnieć, nie mogę, bo gdzie nie spojrzę, widzę wczorajsze wydarzenie i śmiejącą się twarz Cody'ego w tle. Czułaś się kiedyś tak samo źle jak ja? Nie sądzę.
- Wiem Ross i nie powiem ci, że wiem co czujesz, bo nie wiem, jednak jednego jestem pewna w stu procentach, Cody jest zakłamanym i dwulicowym małolatem, a jeśli twoja rodzina i przyjaciele tego nie widzą to są ślepi. Mam nadzieję, że prędzej czy później odkryją jaki on jest i przekonają się, że to ty mówiłeś prawdę od samego początku. - Jej słowa pomogły mi spojrzeć na tą sytuację pod zupełnie innym kątem. Dzięki niej zyskałem nadzieję na lepsze czasy. Jeszcze kilka sekund temu nawet nie brałem pod uwagę, że mogę zmienić zdanie, ale po tym co powiedziała zmieniłem je o sto osiemdziesiąt stopni.
- Dziękuję, dzięki tobie patrzę inaczej na tą sytuację. - Powiedziałem jednocześnie kończąc moje przemyślenia.
- Nie to ja ci dziękuję, że zawsze przy mnie jesteś i mnie wspierasz.
- Nie ma za co. - Powiedziałem i ją przytuliłem, a ona odwzajemniła ten gest. Potem jeszcze porozmawialiśmy kilka minut i się pożegnaliśmy. - Dzięki za dzisiejszą rozmowę, dała mi dużo do myślenia. - Powiedziałem gdy się żegnaliśmy.
- Nie ma za co, zawsze możesz na mnie liczyć. - Powiedziała i pocałowała mnie w policzek, po czym wyszła. Sam nie wiem czemu, ale podobał mi się jej gest. Sam nie wiem, może to dlatego, że tęsknię za Laurą. Była 20:30, więc poszedłem się umyć i przebrany w piżamę, przykryłem się kołdrą. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
*W następnym rozdziale.*

Laura zmienia się, ale na gorsze. Chcąc zapomnieć o bólu po stracie ukochanego staje się opryskliwa i zmienia swój ubiór. Czy to jeszcze nie koniec jej zmian? Co na to wszystko jej najbliżsi? Odpowiedzi poznacie w 22 rozdziale.
Premiera już: 03-11-13
************
Hej, o to nowy rozdział. Podoba wam się? Jak dla mnie jest taki nijaki, ale opinie pozostawiam wam.
Całuski ;-* Marta Lynch.

sobota, 26 października 2013

(56) 20. Kłótnia & Największy błąd.

„Każdy zasługuje na drugą szansę, lecz nie każdy umie ją odpowiednio wykorzystać.” - Leo Howard.
*Oczami narratora.*
- Dryń, dryń, dryń!!! - Właśnie ten dźwięk budzika obudził brązowowłosą księżniczkę z głębokiego snu. Dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do szafy, w której trzymała swoje ubrania i buty. Po kilku minutach wybrała odpowiedni strój do szkoły. Zaopatrzona w niego, udała się do łazienki. Tam wzięła szybki orzeźwiający prysznic i nałożyła na siebie odzienie. Potem usiadła przed toaletką i zrobiła sobie lekki, prawie niewidoczny na pierwszy rzut oka makijaż, a włosy uczesała i pozwoliła im swobodnie opadać. Nie ukrywając swojej euforii, zeszła na dół na śniadanie. Usiadła na krześle w jadalni i czekając na podanie posiłku przywitała się z tatą i starszą siostrą, którzy zdążyli do niej dołączyć. Po chwili pojawiła się także mama obu dziewczyn. Przywitała się z rodziną i podała każdemu po talerzu pięknie pachnącej i bardzo smacznej jajecznicy, a następnie sama zajęła miejsce obok swojego męża. - Laura? - Zaczął pan Damiano, a dziewczyna spojrzała na niego jednocześnie kończąc jeść śniadanie. - Może zaprosiłabyś dzisiaj do nas Rossa. Dawno go u nas nie było.
- Świetny pomysł, tato. Dzisiaj po zajęciach mam z nim próbę, więc wtedy go zaproszę, a teraz wybaczcie, ale muszę iść do szkoły. - Powiedziała i odeszła od stołu. Szybko weszła do swojego pokoju, wzięła torbę z książkami i zeszła z powrotem na dół. Pożegnawszy się z pozostałymi domownikami wyszła z domu. Szybko podbiegła do Rossa, który czekał na nią przed furtką i razem ruszyli do szkoły.
*Oczami Rossa.*
Pierwsza lekcja jaką była gra na instrumentach minęła mi spokojnie, poza tym, że cały czas dostawałem karteczki od Cody'ego. Nie chciałem ich otwierać, aby nie psuć sobie humoru, ale moją uwagę przykuła ostatnia z nich. Była, w przeciwieństwie do pozostałych, tylko lekko zwinięta co spowodowało, że było widać jakiś króciutki fragment tekstu. Pewnie zrobił to specjalnie, abym ją przeczytał, więc tak zrobiłem, bo może wtedy da mi spokój. „Nie ładnie ignorować moje wiadomości. Z tajemniczych źródeł dowiedziałem się, że pogodziłeś się z przyjaciółmi. Już moja w tym głowa, aby to długo nie potrwało. Przez jakiś czas pociesz się tym, że ich masz, bo sprawię, że zostawią cię samego jak palec.” Chciałem mu coś odpisać, ale akurat zadzwonił dzwonek oznajmujący rozpoczęcie się przerwy, co oznaczało, że wszyscy uczniowie, bez wyjątków, muszą opuścić salę. Tak też każdy z nas zrobił. Po lekcji udałem się na ganek obok szkoły i usiadłem pod drzewem, jednak po chwili musiałem wstać, bo podeszli do mnie moi przyjaciele. - Hej Ross. - Powiedział Calum w imieniu wszystkich.
- Cześć, coś się stało? - Zapytałem, gdyż wyczułem w głosie mojego rudowłosego przyjaciela podekscytowanie.
- Nic, tylko przychodzimy do ciebie, bo Cody zaprosił nas i ciebie do swojego domu. - Wyjaśniła Raini równie podekscytowana jak jej chłopak. Cała trójka zaczęła z zadowolenia podskakiwać, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie cieszysz się? - Zapytała Laura gdy tylko się uspokoiła.
- A z czego mam się cieszyć? Wy nadal ślepo wierzycie, że on się zmienił? A no tak, zapomniałem, przecież wy nie znacie go tak długo jak ja. - Odpowiedziałem z nieukrywanymi pretensjami.
- Ross, a ty znowu swoje. Nie możesz zaakceptować tego, że on się zmienił? - Tym razem odezwał się Calum.
- Właśnie, on chce się z tobą zaprzyjaźnić, a ty wszystko mu utrudniasz. On się zmienił, a ty albo jesteś ślepy, albo wszystkich okłamujesz. - Tym razem odezwała się Raini. Nie wytrzymałem i powiedziałem to co leży mi na sercu.
- Chcecie to ciągnąć to ok, ale radzę wam najpierw spojrzeć na siebie, bo ja jestem w stosunku do was całkowicie szczery, a wy skoro już raz mnie okłamaliście to równie dobrze mogliście to zrobić przy każdej możliwej okazji. Powiem wam jednak, że macie rację mówiąc, że byłem ślepy i głupi, bo gdzieś tam w głębi swojego serca wierzyłem, że po tym jak mnie okłamaliście zmienicie się. Możecie się z nim przyjaźnić, nie zabronię wam tego, ale gdy któregoś dnia przejrzycie na oczy, że jest zakłamanym manipulantem, nie przychodźcie do mnie i mnie nie przepraszajcie, bo nie ma szansy, że wam wybaczę. - Dokończyłem i ze łzami w oczach wróciłem do szkoły. Wyjąłem z szafki książki na zajęcia z historii muzyki i udałem się pod salę 211, w której mieliśmy mieć wspomnianą przeze mnie lekcję. Przez całe 45 minut nie mogłem się normalnie skupić na lekcji. Czego bym nie zrobił moje myśli jak bumerang wracały do dzisiejszego wydarzenia na ganku obok szkoły. - „Przyjaźnimy się już tak długo, a oni wierzą jakiemuś kłamcy, którego znają zaledwie kilka tygodni? - Pomyślałem. - Ale zaraz, zaraz. Wszystko jest tak samo jak w moim wczorajszym śnie, czyli, że to była jakiegoś rodzaju wiadomość. Teraz to ma sens, ale skoro ta kłótnia okazała się prawdą to znaczy, że dzisiaj zobaczę coś przez co będę nieszczęśliwy, tylko co to będzie?” - Byłem tak pogrążony swoimi przemyśleniami na temat mojego trudnego i wiecznie problemowego życia, że nawet nie zauważyłem, że stoi obok mnie nauczycielka.
- Ross wszystko w porządku? - Zapytała.
- Tak, przepraszam, że nie uważałem, ale po prostu się zamyśliłem to się więcej nie powtórzy, obiecuję.
- Wierzę ci, ale bardziej martwi mnie twój stan, jesteś blady jak ściana, dobrze się czujesz?
- Tak, a blady pewnie jestem, bo tutaj jest gorąco. - Powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Ok, ale jak coś będzie nie tak to mi powiedz.
- Dobrze. - Nauczycielka wróciła z powrotem do biurka i kontynuowała lekcję, a ja przez cały czas czułem na sobie wzrok każdego ucznia siedzącego w klasie, jednak starałem się to ignorować. Równo z dzwonkiem poszedłem do szafki i wrzuciłem do niej książki z pierwszej lekcji, a wyjąłem strój na zajęcia taneczne. Wszedłem do męskiej szatni i przebrałem się w przygotowane wcześniej ubranie, jednak gdy miałem już zamiar wyjść, do szatni wszedł Cody i znów przycisnął mnie do ściany. Poczułem wtedy okropny ból w okolicy nadbrzusza, ale starałem się to ukryć.
- Lynch, słyszałem, że pokłóciłeś się z przyjaciółmi o mnie. Specjalnie im powiedziałem, że was zapraszam, bo wiedziałem, że wszystko tak wyjdzie. To wszystko jest prostsze niż myślałem, a ty tracisz wszystko mówiąc prawdę, ale cóż blondasku takie jest życie, nie zawsze ma się to czego się chce. - Powiedział, puścił mnie i wyszedł, a ja nadal czułem okropny ból w okolicy nadbrzusza, ale teraz z podwójną siłą. W pewnym momencie zaczęło mi się kręcić w głowie i upadłem na podłogę. Nie wiem ile byłem nieprzytomny może kilka minut, może kilka godzin, ale na pewno był to dość długi okres czasu.
- Ross, Ross!! - Usłyszałem nagle stłumiony męski głos, który jak się domyśliłem dobiegał z szatni, w której leżałem. Był przepełniony troską, ale jednocześnie także strachem. Po „wielkiej” walce w końcu otworzyłem ociężałe powieki i mogłem dostrzec co się dzieje i kto jest właścicielem owego głosu. Zobaczyłem nad sobą nauczyciela tańca pana Charlie'go Adamsa i stojącą za nim grupę uczniów, z którymi miał mieć zajęcia. - Ross, jak dobrze, że nic ci nie jest. - Lekko się podniosłem i usiadłem na podłodze.
- Co się stało? Ostatnie co pamiętam to okropny ból w okolicy nadbrzusza, a potem zemdlałem. - Powiedziałem nadal nie wiedząc co się stało.
- Jeden z uczniów cię tutaj znalazł i mnie o tym powiadomił. Jesteś blady, masz napij się wody, dobrze ci zrobi. - Powiedział i podał mi przeźroczystą ciecz w szklance.
- Dziękuję. - Powiedziałem i wypiłem napój z wielką chęcią. Od razu poczułem się lepiej. Pewnie brzuch rozbolał mnie z tego całego stresu.
- Ok Ross, wyglądasz już lepiej, ale dla pewności wolę abyś siedział dzisiaj na zajęciach na ławce i się nie przemęczał, zrozumiałeś?
- Oczywiście. - Wstałem z podłogi i razem z uczniami i nauczycielem wszedłem do sali. Usiadłem na jednej z ławek i na wszelki wypadek postawiłem obok siebie butelkę wody. Swój wzrok skupiłem na tańczących uczniach i przyznam szczerze, że mieli potencjał. Następne lekcje mijały mi już bez żadnych przygód. Nawet Cody był dziwnie cicho. Gdy zadzwonił dzwonek oznajmujący koniec lekcji podążyłem w kierunku sali prób, w której miałem przećwiczyć piosenkę z Laurą na zajęcia muzyki.
*Oczami narratora.*
Laura już od pół godziny siedziała w sali prób, bo dzisiaj skończyła godzinę wcześniej niż jej chłopak Ross. Sprawdziła czy ma wszystko co było jej potrzebne do przećwiczenia piosenki ze swoim ukochanym. - „Nuty są, tekst jest, mam wszystko.” - Wyliczyła sobie w głowie. W pewnej chwili ktoś od tyłu zasłonił jej oczy i powiedział. - Zgadnij kto to. - Dziewczyna szybko odpowiedziała.
- Hm, ktoś kogo kocham całym swoim sercem? Ktoś kogo...... - W tej chwili urwała, bo odwróciła się i dostrzegła przed sobą... Cody'ego. - Cody? Co ty tutaj robisz? Myślałam, że to Ross.
- Jak widzisz nie jestem Rossem. Widziałem jak on wychodzi ze szkoły i chyba zapomniał o waszym spotkaniu. - Skłamał prosto w oczy.
- Co? Ale obiecał, że przyjdzie.
- Nie martw się, ja mogę z tobą zaśpiewać. - Zaproponował i zaczął grać na keyboardzie melodię do piosenki. Po chwili zaczął także śpiewać.
„When you’re on your own
Drowning alone
And you need a rope that
Can pull you in
Someone’ll throw it.”
Doskonale znał ten tekst, bo ukradł go niedawno Rossowi. Laura po chwili bardziej ośmielona stanęła obok chłopaka i także zaczęła śpiewać.
„And when you’re afraid
That you’re gonna break
And you need a way
To feel strong again
Someone’ll know it.”
Przez cały ten czas wyobrażała sobie, że zamiast Cody'ego śpiewa Ross i to właśnie dlatego czuła się bardziej pewnie. W tej samej chwili w jednych drzwiach pojawił się Ross, a w drugich Leo i Olivia, jednak ta dwójka ich nie zauważyła. Kontynuowali dalsze śpiewanie.
„And even when it hurts the most
Try to have a little hope
That someones gonna be there
When you don’t, when you don’t
If you wanna cry I’ll be your shoulder
If you wanna laugh I’ll be your smile
If you wanna fly, I will be your sky
Anything you need, that’s what I’ll be
If you wanna climb I’ll be your ladder
If you wanna run I’ll be your road
If you want a friend, doesn’t matter when
Anything you need, that’s what I’ll be
You can come to me.”
Dalszą część piosenki dokończyła Laura.
„You can come to me
Yeahhh.”
Gdy skończyła, chciała przytulić chłopaka, ale zamiast tego potknęła się o kabel i prawie przewróciła, jednak teraz dzieliły ich tylko milimetry. Chłopak widząc, że Ross obserwuje całe zajście, aby złamać mu serce, wpił się w usta szatynki. Ona była tak oszołomiona, że ani drgnęła i to właśnie spowodowało, że w blondynie coś umarło. Tym czymś było zaufanie, którym darzył dziewczynę. Po ułamku sekundy Laura zauważyła chłopaka i odrywając się od Cody'ego podbiegła do niego. - Myślałem, że jesteś inna. - Zaczął chłopak mając w oczach łzy. - Każda moja dziewczyna go całowała zanim ja to zrobiłem, ale myślałem, że z tobą będzie inaczej, że mnie kochasz.
- Ross, ale to nie tak, to on mnie pocałował.
- Oczywiście, widziałem, ale ty nawet nie zareagowałaś. Przyznaj się, że tego chciałaś.
- Ross.... - Nie dokończyła, bo chłopak jej przerwał.
- Lepiej nic już nie mów. - Po tych słowach zwrócił się do triumfującego nad jego nieszczęściem Cody'ego. - Mam nadzieję, że jesteś z ciebie zadowolony Cody. Zabrałeś mi wszystko na czym mi zależało: rodzinę, przyjaciół, dziewczynę i szacunek do samego siebie, gratuluję, dopiąłeś swego. - Powiedział i wybiegł z sali. Nie oglądają się za siebie wybiegł ze szkoły i biegiem wrócił do domu. Miał szczęście, bo akurat nikogo nie było w domu. Wpadł do swojego pokoju jak torpeda i upadł na łóżko. Dopiero teraz dał upust swoim łzom. - Najgorszy dzień w moim życiu. - Wyszeptał i pod nadmiarem dzisiejszych wydarzeń zasnął, jednak śnił mu się Cody, który cieszy się z jego nieszczęścia.
*W następnym rozdziale.*

Do załamanego Rossa przychodzi Olivia, która stara się go jakoś pocieszyć. W tym samym czasie Laura postanawia się zmienić. Czy Olivii uda się pocieszyć Rossa? A może Ross będzie w jeszcze gorszym stanie niż wcześniej? Czy Laura zmieni się na lepsze? Czy raczej na gorsze? Odpowiedzi szukajcie w następnym rozdziale.
Premiera już: 30.10.13.
***********
Witajcie, mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Wiem, że chcieliście, aby Raura była razem, ale po prostu musiałam ich rozdzielić, ale nie martwcie się, zrekompensuje wam to pod koniec sezonu mega wydarzeniem.
Całuski ;-* Marta Lynch.

wtorek, 22 października 2013

(55) 19. Odkryte miejsce & Przeprosiny.

„Nie potrafię udawać, że nic się nie stało. Za bardzo mnie to boli, abym tak po prostu wam wszystko wybaczył.” - Ross Lynch.
*Oczami Rossa.*
Odwróciłem się, a tam zobaczyłem wiewiórkę. Nie wiem czemu, ale poprawiła mi humor. Szybko wstałem i zacząłem się jej przyglądać. Chyba musiała to zauważyć, bo po chwili uciekła z powrotem w krzaki. Nie mam zielonego pojęcia czemu, ale coś mi mówiło, abym poszedł tam gdzie ona. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że dzięki temu humor poprawi mi się jeszcze bardziej, więc bez chwili zwłoki udałem się tam gdzie wcześniej nazywana przez wszystkich „Baśka”. Szedłem tak przez kilka minut, aż dotarłem do pięknego miejsca. Widziałem stąd całe Los Angeles i nie tylko. Usiadłem sobie na trawie i myślałem. Głównym tematem moich refleksji był Cody, ale nie chciałem sobie psuć humoru. Swój wzrok skierowałem przed siebie i podziwiałem piękny widok. Nie wiem ile tak patrzyłem przed siebie, ale skapnąłem się dopiero gdy spojrzałem na zegarek, który wskazywał....... 15:50? O nie, zaraz spóźnię się na spotkanie z Calumem. Chociaż to jemu powinno bardziej zależeć na tym, ale powinienem być tam przed czasem. Zerwałem się z miejsca i popędziłem przed siebie. Park był niewyobrażalnie daleko, ale dzięki mojej kondycji byłem tam po 10 minutach, czyli o czasie. Od razu zauważyłem rudą czuprynę przyjaciela i podszedłem do niego. - Cześć Ross. - Powiedział.
- Witaj. Jeśli chcesz mnie przekonać, abym wam wybaczył to lepiej już zacznij. - Powiedziałem prosto z mostu.
- Ok, ale nie jestem tutaj sam. - Po jego słowach zza drzew wyszła Laura i Raini. - Wiemy, że z każdym z nas umówiłeś się na spotkanie, ale pomyśleliśmy, że możemy cię przeprosić wspólnie.
- A Cody'ego z wami nie ma? - Zapytałem sarkastycznie. - Ja przez cały ten czas próbuję się postawić na waszym miejscu, ale teraz to wy postawcie się na moim. Nie jest mi łatwo wam wybaczyć, choć bardzo za wami tęsknię. Chciałbym zapomnieć o tym co było i po prostu was przytulić, ale nie mogę. Jakiś wewnętrzny głos mówi mi, że to nie jest dobra droga. Ja po prostu, nie potrafię udawać, że nic się nie stało. Za bardzo mnie to boli, abym tak po prostu wam wszystko wybaczył. To był dla mnie cios prosto w serce, ale nie to, że byliście z nim, bo tego wam nie zabronię, tylko to, że mnie okłamaliście. Jesteście dla mnie bardzo ważni, kocham was, dlatego nie jest mi łatwo odstawić tego w zapomnienie. - Powiedziałem czując ulgę. Calum, Raini i Laura musieli to zauważyć, bo bez słowa mnie przytulili. Długo zastanawiałem się czy odwzajemnić gest. Serce mówiło - „Tak, przecież tego żałują” - a rozum mówił - „Nie rób tego.” - I nagle przypomniałem sobie co sobie obiecałem jak straciłem pamięć, zawsze słuchać serca, więc tak zrobiłem i odwzajemniłem ich gest. - Dam wam ostatnią szansę, bo wierzę, że tego żałujecie. - Powiedziałem gdy się puściliśmy. Cieszyli się z tej informacji. Potem jeszcze porozmawialiśmy, a o 17:30 się rozstaliśmy. Ja wróciłem z Laurą, a Calum z Raini. Przed jej domem zadałem jej pytanie. - Chcesz może do mnie teraz wpaść?
- Jasne. - Odpowiedział i uśmiechnęła się promiennie, a ja odwzajemniłem ten gest, uśmiechając się dzisiaj pierwszy raz. Weszliśmy do mojego domu i od razu zauważyliśmy, że w jadalni siedzi moja rodzina, Ell i Cody.
- Witaj Laura. - Powiedziała moja mama, a wszyscy zrobili to samo. - Może zjesz z nami kolację? - Zapytała.
- Chętnie. - Odpowiedziała.
- To dobrze, Ross chcesz zrobić kolację dla wszystkich? - Tym razem zapytał tata.
- Chętnie. - Powiedziałem z wymuszonym uśmiechem. W duszy byłem zły na rodzinę, bo po moim ostatnim wybuchu udają, że nic się nie stało. Laura usiadła obok Cody'ego, bo tylko tam było wolne miejsce, co nie może świadczyć o niczym dobrym, a ja udałem się do kuchni zrobić posiłek. Zdecydowałem się przyrządzić pizzę z pieczarkami i serem. Po 30 minutach rozkładałem go każdemu na talerzu, jednak Cody'ego zostawiłem na sam koniec. - Jedna porcja dla kłamcy, proszę. - Powiedziałem i położyłem mu danie przed nosem. - Specjalnie dla pana zrobiona ze złości i kłamstwa. Życzę udławienia się. - Dokończyłem.
- Ross, przestań. - Upomniała mnie Rydel.
- A co, znowu mam go przepraszać za mówienie prawdy, czy przyznać się do czegoś czego nie zrobiłem? - Zapytałem z wyrzutem i spojrzałem na Christiana.
- Ross, dosyć, kolację zjesz w swoim pokoju. - Powiedział tata, ale myślał, że ja nic więcej nie odpowiem. No cóż, przeliczył się.
- I tak nie ma tu dla mnie miejsca. - Powiedziałem, a następne słowa skierowałem do Cody'ego. - Wiesz co Cody, czasami zastanawiam się skąd bierzesz te wszystkie bajeczki. Powinieneś zostać aktorem skoro każdy w nie wierzy. Tylko czemu nie jesteś taki odważny i nie pogrozisz mi przy mojej rodzinie? - Chyba go tym wkurzyłem i dobrze. Odsunął się na krześle i wstając zmierzył mnie wzrokiem.
- Nie wiem o co ci chodzi. Ja po prostu staram się być miły, a to ty wszystko komplikujesz. - Powiedział chociaż jego wzrok mówił zupełnie co innego.
- Tak, tak i to na pewno ja wszystkich okłamuję, tak? - Zapytałem ironicznie. - Wiesz co masz rację, okłamuję ich, ale zaraz to się zmieni. - Powiedziałem i skierowałem się do rodziny i przyjaciół. - Chodzę na karate i rysuję. Karate ćwiczę od 9 roku życia. Dojo było dla mnie jak mój drugi dom, ale ktoś mnie zmusił, abym odszedł. Nie dawno wróciłem, a wczoraj miałem zawody. Te rysunki, które rzekomo ukradłem są moje. - Po tym wyznaniu znów odwróciłem się do Cody'ego. - Proszę, teraz jestem zupełnie czysty, a ty nadal kłamiesz. - Na tym zakończyłem swoje pouczenia i bez jedzenia kolacji wróciłem do swojego pokoju. Opadłem na łóżko, a po jakiś 10 minutach do mojego pokoju bez pukania weszła Laura z talerzem z pizzą w ręku.
- Przyniosłam ci, bo chyba jadłeś dzisiaj tylko jabłko. - Powiedziała i usiadła obok mnie.
- Tak, dzięki. - Odpowiedziałem i pocałowałem ją w policzek. Wziąłem od niej posiłek i zacząłem go konsumować.
- To prawda? - Zapytał gdy skończyłem jeść.
- Co takiego? - Nie wiedziałem o co chodzi.
- Rysowanie i karate.
- Tak to prawda, ale nie chcę o tym mówić.
- Ok, nie chcesz to nie mów.
- Laura?
- Tak?
- Co się z nami stało?
- Nie bardzo wiem o co ci chodzi. - Wstałem i podchodząc do niej spojrzałem w jej cudne brązowe oczy. Po raz pierwszy od pojawienia się Cody'ego zapomniałem o problemach. Czułem, że cały świat przestał nagle istnieć i jestem tylko ja i ona. Teraz dzieliły nas tylko milimetry, a ja bez chwili zwłoki wpiłem się w jej usta. Widać było, że Laura była zaskoczona, ale odwzajemniła pocałunek. Brakowało mi takiej bliskości od wczoraj, ale teraz czuję, że ten pocałunek jest szczery i czuły. Całowaliśmy się kilka sekund może kilka minut, nie liczyłem, bo byłem zbyt szczęśliwy. Uśmiech jednak zszedł z mojej twarzy gdy ta piękna chwila się skończyła, a ja przypomniałem sobie o Cody'm. - Teraz już wiem o co ci chodzi. - Powiedziała i mnie przytuliła, a ja odwzajemniłem ten gest. Laura pobyła u nas jeszcze 2 godziny, a potem gdy się z nią pożegnałem wróciłem do siebie do pokoju. Potem poszedłem się umyć i przebrany w piżamę wskoczyłem do łóżka. Ze zmęczenia nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Śnił mi się koszmar, co mnie dziwi, że dopiero teraz, bo złe sny powinienem mieć codziennie od pojawienia się Cody'ego. „Pewien 17-letni blondyn idzie spokojnie do szkoły. Dochodzi tam po niecałych 5 minutach, jednak nawet nie ma pojęcia, że to będzie najgorszy dzień w jego życiu. Po odniesieniu książek do szafki udaje się na pierwszą lekcję jaką jest gra na instrumentach. Już na pierwszej przerwie kłóci się z przyjaciółmi, którzy uważają go za kłamcę. Tematem tej szybkiej wymiany zdań była zmiana zachowania największego wroga blondyna – Cody'ego. Jego przyjaciele zawzięcie uważali, że chłopak się zmienił choć nie znali go tak dobrze jak on. Chłopak z kolei uważał, że tacy ludzie jak on nigdy się nie zmieniają. W ten o to sposób rozstali się w kłótni i gniewie. To jednak nie był koniec złego dnia. Na ostatniej przerwie po lekcjach chłopaka, poszedł do jednej z sal, aby poćwiczyć piosenkę, jednak widok jaki tam zastał sprawił, że stał się najnieszczęśliwszym chłopakiem na świecie.” W tej chwili się obudziłem, ale to chyba nie był normalny koszmar tylko jakiegoś rodzaju wiadomość i pewnie muszę ją jakoś rozszyfrować, tylko jak? - „Zastanów się Ross. - Pomyślałem. - Już wiem, może to jest jakaś wiadomość, że to co było w tym śnie wydarzy się naprawdę, ale sam nie wiem.” - Nie chcąc martwić się na zapas położyłem głowę z powrotem na poduszce i momentalnie zasnąłem. Tym razem nie miałem żadnego koszmaru, ale gdybym wiedział co wydarzy się następnego dnia, nigdy bym do tego nie dopuścił.
*W następnym rozdziale.*

Sen Rossa zaczyna się spełniać. Na początku kłóci się z przyjaciółmi o Cody'ego, a potem widzi coś czego nigdy w życiu nie chciałby zobaczyć. Co takiego zobaczy Ross? Jak bardzo wpłynie to na jego psychikę? Odpowiedzi znajdziecie w 20 rozdziale.
*********
Hejka, to znowu ja. Co tam u was? Bo u mnie superancko. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.
Całuski ;-* Marta Lynch.
P. S. Nowy rozdział dodam 26.10.13.