środa, 11 września 2013

(42) 6. Przylot & Zwiedzanie miasta.

"To miejsce jest jeszcze piękniejsze na żywo niż na zdjęciach i w telewizji.” - Laura Marano.
*Oczami narratora.*
Następnego dnia Laura obudziła się o 8:00. Szybko weszła do łazienki i wyciągnęła z torby ubrania, które wczoraj sobie przygotowała. Ubrała się w nie i zadowolona zeszła na dół. W kuchni zastała Rossa, który akurat kończył robić dla nich śniadanie. Tym razem były to tosty. - Były wyborne. - Powiedziała dziewczyna, gdy skończyła jeść.
- Dziękuję. - Odpowiedział blondyn. - Może odprowadzę cię do domu. - Zaproponował.
- Ok. - Po tych słowach Laura weszła na górę i zabrała swoją torbę, a następnie razem ruszyli w stronę jej domu. Chłopak odprowadził dziewczynę do furtki i po dziesięciu minutach rozmawiania zaczął wracać do domu. Laura weszła do domku i już w progu naskoczyli na nią rodzice i starsza siostra.
- I jak było? - Zapytała pani Ellen.
- No opowiadaj. - Dopowiedziała Vanessa.
- Już, ale najpierw mam pytanie. - Powiedziała i zwróciła się do swojego taty. - Tato, kiedy Ross zapytał się ciebie, czy może mnie zabrać do Paryża?
- Wczoraj, jak z mamą byłyście na zakupach, ale ty lepiej idź się spakować, w końcu o 16 masz lot. - Odpowiedział.
- Ok. - Powiedziała i poszła do swojego pokoju. Wyjęła z szafy walizkę i zaczęła chować do niej potrzebne rzeczy. Pakowanie zajęło dziewczynie 1,5 godziny, a gdy skończyła zmęczona opadła na łóżko i zasnęła. Obudziła się po 40 minutach i wyjęła z komody torebkę i do niej także schowała potrzebne rzeczy m. in. komórkę, pamiętnik z długopisem oraz portfel i paszport. Następnie zajrzała jeszcze raz do szafy i w pozostałych ubraniach zaczęła szukać stroju na podróż. Po dwudziestu minutach szukania zdecydowała się na żółte rurki, różową bluzkę z tęczą oraz buty w biało – czarne paski. Szatynka spojrzała na zegarem, który wskazywał 12:00. - Mam jeszcze 2,5 godziny do przyjścia Rossa. - Powiedziała sama do siebie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić Laura włączyła telewizor i zaczęła oglądać jakiś serial. Skończyła gdy zegar wskazywał 13:55, więc szybko weszła do łazienki zabierając wcześniej ubrania na podróż. Wskoczyła pod prysznic i już po chwili krople letniej wody delikatnie spływały po jej ciele. Po dziesięciu minutach kąpieli pod prysznicem wyszła spod niego i ubrała strój, który wcześniej przyniosła do łazienki. Po wykonaniu tej czynności usiadła przed lustrem i zaczęła sobie robić makijaż. Usta pomalowała różowym błyszczykiem, a oczy podkreśliła czarną kreską. Do tego włosy spięła w kucyk na boku. Na sam koniec spryskała się perfumami o zapachu lawendy. Zadowolona z efektu wyszła z pokoju czystości i chwytając do rąk torbę podróżną oraz walizkę zeszła na dół. Walizkę postawiła obok drzwi wejściowych, a sama udała się do kuchni. Zastała tam karteczkę zaadresowaną do niej. Wzięła ją do rąk i zaczęła czytać zamieszczony na niej tekst. - „Laura wybacz, ale musieliśmy pilnie wyjechać, więc nie mieliśmy czasu się z tobą pożegnać, ale obiecuję, że zadzwonię do ciebie wieczorem. Weź dodatkową parę kluczy i zamknij dom. Baw się dobrze w Paryżu. Kocham cię, mama.” - Dziewczyna wzięła z lodówki babeczkę z nadzieniem malinowym i popiła ją herbatą owocową. Gdy skończyła, usłyszała dzwonek do drzwi. - To już 14:30? - Zapytała samą siebie. Spojrzała na zegarek, a ten ewidentnie wskazywał godzinę 14:30. Szybkim krokiem otworzyła drzwi, a za nimi oczywiście stał Ross. - Cześć. - Powiedziała dziewczyna, a blondyn odpowiedział jej tym samym. Brązowooka wzięła walizkę i wychodząc ze swoim chłopakiem zamknęła drzwi na klucz. Na lotnisko szli trzymając się za ręce. Dotarli tam po godzinie. Po dwudziestu minutach czekania usiedli w samolocie na swoich miejscach. Laura wtuliła się w siedzącego obok niej Rossa i odpłynęła w krainę snów. Blondyn zrobił to samo. Obudziły go słowa stewardessy. – Szanowni państwo jesteśmy już nad Paryżem i zaraz przystąpimy do lądowania, proszę zapiąć pasy.
- Laura, obudź się, zaraz lądujemy. - Powiedział blondyn lekko szturchając dziewczynę. Ona otworzyła swoje powieki i wyjrzała przez okno w samolocie. Widok na zewnątrz był piękny. W Paryżu w tej chwili była godzina 21:30, więc miasto miłości było jeszcze piękniejsze niż w dzień. Wieża Eiffla świecąca w nocy była nie do opisania. Widok tego miejsca zrobił na Laurze ogromne wrażenie. - Podoba ci się to miasto? - Zapytał głos za plecami dziewczyny, bez wątpienia należał on do jej ukochanego. Dziewczyna odwróciła się i powiedziała patrząc mu w oczy.
- Tu jest magicznie. To miejsce jest jeszcze piękniejsze na żywo niż na zdjęciach i w telewizji.
- Cieszę się, że ci się podoba. - Odpowiedział brązowooki i uśmiechnął się do szatynki. Ona odpowiedziała mu tym samym. Po dziesięciu minutach byli już na lotnisku. Odebrali swoje bagaże, a następnie udali się do domu cioci Rossa. Chłopak objął swoją dziewczynę ramieniem, a ta objęła go wokół talii. W tej właśnie pozycji szli. Pod domek dotarli po 30 minutach. Budynek był duży, posiadał dwa piętra. Ściany zewnętrzne były w kolorze jasnego beżu, a drzwi i ramy okienne jasnego brązu. Dom był ogrodzony niedużym drewnianym płotkiem. Ross wszedł do środka ciągnąc za sobą szatynkę. Gdy byli w środku chłopak zamknął drzwi i krzyknął. - Jesteśmy! - Po tych słowach z kuchni wybiegli rodzice blondyna i jakaś blondynka. Jak się pewnie domyślacie była to jego ciocia.
- Ross, jak ja cię dawno nie widziałam. - Powiedziała.
- Tak, ostatnio pięć lat temu. - Odpowiedział chłopak.
- Jak ty wyrosłeś. - Powiedziała. - A ty to pewnie Laura, dziewczyna mojego siostrzeńca. - Tym razem zwróciła się do towarzyszki chłopaka.
- Tak proszę pani, miło mi panią poznać. - Powiedziała brązowooka.
- Mi ciebie też, tyle o tobie słyszałam. Ok, pewnie jesteście zmęczeni, więc zrobię wam kolację, a potem idźcie spać. - Jak powiedziała tak zrobiła. Para zjadła posiłek, a gdy skończyli Ross zaprowadził Laurę do jej tymczasowego pokoju. Znajdował się on na samej górze, tuż obok pokoju blondyna i łazienki. Zakochani pożegnali się ze sobą i weszli do pomieszczeń. Brązowooka poszła się umyć i już po chwil spała sobie smacznie. Ross zrobił to samo.
*Oczami Rossa.*
Rano obudziłem się o 6:00. Wziąłem szybki prysznic i ubrany zszedłem na dół. Sprawdziłem czy ktoś się obudził. - Super, wszyscy jeszcze śpią. - Powiedziałem sam do siebie. Szybkim krokiem wszedłem do kuchni i zajrzałem do lodówki. Wyjąłem z niej potrzebne składniki i wziąłem się za robienie ciasta. Po 30 minutach miałem gotowych 30 naleśników. W jadalni rozłożyłem 10 talerzy i na każdy nałożyłem po 3 naleśniki. Dodatkowo położyłem na nich owoce i posypałem cukrem pudrem. Rodzicom i cioci przygotowałem jeszcze po kawie, a nam herbatę owocową. Napoje w szklankach postawiłem obok posiłków. Zadowolony z efektu mojej ciężkiej pracy krzyknąłem – Śniadanie! - i usiadłem na swoim krześle. Już po pięciu minutach w jadalni pojawiła się Laura.
- Ten piękny zapach czuć aż u mnie. - Powiedziała i siadając obok mnie zaczęła konsumować przygotowany przeze mnie posiłek. Po chwili w jadalni pojawili się także moi rodzice, a tuż za nimi moje rodzeństwo, Ell i ciocia.
- Co tak pięknie pachnie? - Zapytał siostra mojego taty.
- Naleśniki Rossa. - Odpowiedzieli wszyscy greckim chórem, a ja uśmiechnąłem się.
- No proszę, wiedzę, że mamy kucharza w rodzinie. - Odpowiedziała.
- I to uzdolnionego – Powiedziała Delly.
- „Uzdolnionego” mówisz. Zaraz zobaczę. Dawno nie jadłam Amerykańskiego jedzenia i nie wiem czy.... - W tym momencie wzięła kawałek do ust. - nie wezmę od ciebie przepisu. - Dokończyła, a wszyscy zaczęli się śmiać.
- Niestety ciociu. - Zacząłem. - Przepis jest moją tajemnicą.
- No cóż, szkoda, ale musisz je robić częściej.
- Spokojnie, dopóki tu jesteśmy będę je robił codziennie.
- Mi to pasuje.
- Nam też. - Powiedzieli wszyscy. Po śniadaniu zmyłem naczynia, a potem wszedłem na drugie piętro i zapukałem do drzwi Laury.
- Proszę. - Usłyszałem za drzwiami jej piękny głos, więc wszedłem. - O, cześć Ross. - Powiedziała i mnie przytuliła.
- Laura co ty na to abyśmy za dziesięć minut wyszli do miasta? Pokazałbym ci to miejsce. - Zapytałem.
- Jestem za. - Odpowiedziała.
- Ok, to za dziesięć minut po ciebie przyjdę, tylko załóż jakiś płaszcz, bo może być zimno.
- Ok. - Po tych słowach wyszedłem z pokoju. Wszedłem do swojego i zacząłem szukać w szafie stroju na pokazywanie Laurze miasta.
*Oczami Laury.*
Od razu po wyjściu Rossa podeszłam do szafy i szukałam w niej stroju na zwiedzanie miasta. Po pięciu minutach znalazłam go, więc szybko weszłam go łazienki z się w niego przebrałam. Po tej czynności zrobiłam sobie jeszcze szybki makijaż. Zadowolona z efektu swojej pracy wyszłam z pokoju czystości. Tam czekał już na mnie Ross. Razem ruszyliśmy na dół, a potem wyszliśmy z domu udając się do centrum miasta. Ross pokazał mi tyle cudownych miejsc np: Łuk Triumfalny, Muzeum Luwr, ale na koniec zostawił, naszym zdaniem, najpiękniejsze miejsce w stolicy Paryża, czyli wieżę Eiffla. Dotychczas widziałam ją tylko na fotografiach i muszę przyznać, że nigdy bym nie pomyślała, że ona jest aż taka wielka. Wjechaliśmy windą na samą górę i z tarasu widokowego podziwialiśmy piękną panoramę miasta miłości. - I jak? Podobają ci się te widoki? - Zapytał nagle Ross.
- Tu jest przepięknie. - Odpowiedziałam i się do niego uśmiechnęłam. On odpowiedział mi tym samym. Spojrzeliśmy sobie w oczy i po raz kolejny się pocałowaliśmy, jednak był to nasz pierwszy pocałunek w takim mieście jak Paryż. Jak zawsze czułam się magicznie. Gdy Ross jest przy mnie wszystko inne przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, liczy się tylko i wyłącznie on i ja. Całowaliśmy się 20 sekund, a potem postanowiliśmy się już zbierać. W związku z tym, że ciocia Rossa nie mieszka zbyt daleko od Wieży Eiffla, już po 30 minutach byliśmy w jej domu. Wypiliśmy po kakao przyrządzonym przez nią. Po wypiciu napoju poszłam się umyć i przebrana w piżamę szybko zasnęłam.
*Oczami Rossa.*
Umyłem się i przebrany w piżamę usiadłem na łóżku. Nie chciało mi się jeszcze spać, więc wyjąłem mój szkicownik oraz ołówek. Nikt tego nie wie, ale często sobie tak rysuję, bo tak, podobnie jak muzyką, wyrażam to co czuję. Oczywiście nie żebym miał jakiś specjalny talent, ale po prostu to lubię. Po 10 minutach miałem już jeden rysunek i nie powiem, był całkiem niezły. Potem był następny i już po godzinie miałem narysowanych 5 rysunków. Niestety rysuję je dla siebie i nigdy nikomu ich nie pokażę. Sam nie wiem czemu, może po prostu chcę mieć jakąś tajemnicę przed resztą. Zadowolony i zrelaksowany zgasiłem światło i poszedłem spać, jednak śnił mi się koszmar.
******
I jest kolejny rozdział. Podoba wam się? Przepraszam, że tak późno, ale odrabianie lekcji jakoś mi się przedłużyło.
Całuski ;-* Marta Lynch.

sobota, 7 września 2013

(41) 5. Zakupy & Kolacja rocznicowa.

„To było sześć najlepszych miesięcy w całym moim życiu.” - Ross Lynch.
*Oczami Rossa.*
Następnego dnia wstałem o godzinie 6:00. Szybko się umyłem, ubrałem i zszedłem na dół. Tak jak myślałem wszyscy jeszcze spali, więc to mi tylko ułatwiło zadanie. Wszedłem do kuchni, wyjąłem mąkę i resztę potrzebnych składników do zrobienia naleśników. W sekrecie wyznam wam, że interesuję się gotowaniem i wychodzi mi to całkiem nieźle. Już po 10 minutach naleśniki były gotowe. Nagle usłyszałem, że ktoś wchodzi do kuchni, okazało się, że to Riker.
- Co tak ładnie pachnie? - Zapytał jeszcze zaspanym głosem.
- Naleśniki. - Wyjaśniłem i nałożyłem jego porcję na talerz. - Proszę. - Blondyn dziwnie na mnie spojrzał. - Coś nie tak? - Zapytałem.
- Nie, tylko, od kiedy umiesz gotować?
- Od jakiegoś czasu, ale nie chcąc się chwalić powiem ci, że jeśli je zjesz, nie pożałujesz.
- Jesteś pewny siebie, co?
- Tak, Laura je próbowała i mówiła, że są najlepsze na świecie.
- Pewnie mówiła to żeby ci sprawić przyjemność. Jestem wybrednym konsumentem i... - W tej chwili wziął kawałek do ust. - Nigdy nie jadłem lepszych naleśników. - Dokończył, a ja zacząłem się śmiać. Po chwili w kuchni pojawiła się reszta mojej kochanej rodziny. - Ej! - Zaczął Riker. - Spróbujcie tych naleśników, Ross je zrobił i są świetne. - Wszyscy popatrzyli na mnie dziwnie, oprócz Rikera. Po chwili niepewnie wzięli po kawałku do ust i w tym samym czasie powiedzieli.
- Mmm, pycha. - A ja znów zacząłem się śmiać.
- Od kiedy umiesz gotować? - Zapytał Ryland.
- Od niedawna. - Wyjaśniłem dziś już drugi raz.
- To musisz nam częściej robić śniadanie. - Powiedział Rocky prawie dławiąc się naleśnikiem.
- Mamo, mogę zrobić dzisiaj obiad i kolację, a ty sobie odpoczniesz? - Tym razem skierowałem się do rodzicielki.
- Jeśli chcesz to oczywiście, że tak.
- Dziękuję, to ja idę na górę. - Wszedłem po schodach, wziąłem ze swojego pokoju deskorolkę, a na plecy założyłem mój ulubiony plecak i z powrotem wróciłem na dół. - Wychodzę! - Krzyknąłem i wyszedłem z domu. Gdy zamknąłem furtkę wskoczyłem na deskorolkę i udałem się w stronę Galerii Handlowej w centrum miasta. Wstąpiłem tam do Super Marketu, aby zrobić zakupy na dzisiejszą kolację i obiad. Przeglądając półki sklepowe zastanawiałem się co mógłbym dzisiaj zrobić dla mojej rodziny i Ella, jeśli akurat dzisiaj przyjdzie, w sumie to musi przyjść, bo zaraz po obiedzie mamy próbę zespołu. Szukałem jeszcze jakieś dziesięć minut aż zdecydowałem się, że dzisiaj na obiad zrobię pizzę, a na kolację sałatkę warzywną. Wsadziłem potrzebne produkty do koszyka, a po ich kupieniu włożyłem wszystko do plecaka i udałem się w dalszą „wycieczkę”. W Centrum Handlowym wszedłem jeszcze do kwiaciarni i kupiłem kwiaty dla Laury na jutrzejszy dzień. Wybrałem czerwone róże. Czerwony to ulubiony kolor mojej dziewczyny, a róże to jej ulubione kwiaty, z tej właśnie przyczyny postanowiłem to połączyć. Zawiozłem kwiaty do domu, wstawiłem je do wazonu i postawiłem w moim pokoju. Zakupy z kolei zaniosłem do kuchni, a sam wyniosłem śmieci, skosiłem trawnik, zmyłem naczynia, umyłem okna w pokoju, napisałem piosenkę, posprzątałem w pokoju, a to wszystko zajęło mi tylko 1,5 godziny. Przez cały ten czas moja rodzina i Ellington, który zdążył już przyjść, patrzyli na mnie dziwnie, mama nawet sprawdziła, czy przypadkiem nie mam gorączki, ale ja czułem się świetnie. O 12:10 wszedłem do kuchni i zacząłem robić pizzę. Ell był zdziwiony, że ja umiem gotować, ale jakoś to przyjął. Posiłek skończył się piec równo o 13:00. Wszyscy zniecierpliwieni i głodni czekali na mnie w jadalni. O 13:05 zasiadłem z nimi do stołu i wszyscy zaczęliśmy sobie nakładać po kawałku pizzy. Czekałem na reakcję mojej rodziny i Ell'a. - Ross to jest świetne, teraz już wiem u kogo będę zamawiał pizzę. - Powiedział nasz przyjaciel, a my wybuchliśmy śmiechem.
- Żałuj, że dziś rano nie jadłeś jego naleśników. - Powiedziała Rydel.
- Tak, nikt nie robi lepszych. - Powiedział Rocky.
- Nie wątpię. - Odpowiedział Ell. Obiad zjedliśmy w miłej atmosferze. Po skończeniu posiłku mieliśmy próbę, która trwała godzinę. Po niej Ellington i Rydel poszli razem do kina na randkę, a Riker, Rocky i Ryland pojechali do salonu gier. Chcieli też zabrać mnie, ale ja odmówiłem. Poszedłem do moich rodziców, którzy siedzieli akurat w salonie i usiadłem obok nich. - Mamo, tato. - Zacząłem. Oni spojrzeli na mnie wzrokiem abym mówił dalej, więc ja kontynuowałem. - Jutro mija sześć miesięcy odkąd ja i Laura jesteśmy razem, a ja chciałbym jej jako niespodziankę przygotować rocznicową kolację. Dlatego mam do was pytanie, czy mógłbym jutro mieć dom tylko dla siebie? - Rodzice spojrzeli po sobie porozumiewawczo, po czym mama powiedziała.
- Akurat mieliśmy wam przy kolacji powiedzieć, że ciocia zaprosiła nas na dziesięć dni do Paryża, więc jeśli chcesz możesz zostać.
- Dziękuję wam........ Zaraz, nie będzie was dziesięć dni?
- Tak, ale jeśli chcesz możemy kupić tobie i Laurze bilety na poniedziałek i do nas dołączycie, i tak do szkoły idziecie dopiero w piątek, czyli na bal. - Wyjaśnił tata.
- A Laura serio może lecieć ze mną?
- Tak, to jak? - Powiedzieli jednocześnie.
- Zapytam się jej jutro i wam napiszę.
- Ok, a teraz idź się przewietrzyć nasz romantyku ty.
- Dobrze. - Wyszedłem z domu i udałem się do domu Laury. Zadzwoniłem dzwonkiem i już po chwili w drzwiach pojawił się pan Damiano. - Dzień dobry. - Powiedziałem.
- Cześć Ross, Laury jeszcze nie ma. - Powiedział tata mojej dziewczyny.
- Właściwie to ja przyszedłem do pana.
- Aha, to zapraszam do środka. - Otworzył szerzej drzwi abym mógł wejść i razem usiedliśmy w jadalni. Pan Damiano zrobił mi i sobie herbatę i usiadł na krześle na wprost mnie. - To, w jakiej sprawie do mnie przyszedłeś? - Zapytał z zaciekawieniem popijając herbatę.
- Właściwie to Laury. - Pan Damiano zrobił minę, abym mówił dalej. - Moja rodzina wyjeżdża jutro na dziesięć dni do Paryża, do cioci, więc chciałbym się zapytać, czy Laura mogłaby tam ze mną polecieć w poniedziałek, kupilibyśmy bilet.
- A czemu dopiero w poniedziałek skoro wylot jest jutro?
- Tak, ale jutro mija sześć miesięcy odkąd Laura i ja zaczęliśmy się spotykać i chciałem ją zaprosić na romantyczną kolację niespodziankę.
- Uuu, jak romantycznie.... Ufam ci i wiem, że jej nie skrzywdzisz, więc może z tobą tam lecieć.
- Dziękuję, tylko proszę jej nic nie mówić.
- Oczywiście, będę milczał jak grób. - W tej chwili usłyszeliśmy, że drzwi do domu się otwierają. Po chwili pojawiła się w nich Laura, a tuż za nią jej mama. Moja dziewczyna miała w rękach z osiem toreb na ciuchy, ale gdy mnie zobaczyła wszystkie puściła i do mnie podbiegła.
- Ross. - Powiedziała i mnie przytuliła, oczywiście odwzajemniłem gest. - Co tu robisz? – Zapytała gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Przyszedłem do twojego taty, ale widzę ile masz tych toreb, więc ci z nimi pomogę. - Powiedziałem i wziąłem wszystkie torby w obie ręce i zaniosłem je do pokoju szatynki. Dziewczyna szła tuż za mną. Gdy położyłem zakupy obok biurka dziewczyny odwróciłem się w jej stronę i łapiąc ją za obie dłonie powiedziałem. - Co ty na to abyśmy jutro spędzili cały dzień tylko we dwoje, w końcu jutro mamy ważny dzień.
- Tak, to już sześć miesięcy razem.
- To było sześć najlepszych miesięcy w całym moim życiu.
- Aww, to słodkie Ross. - Powiedziała i mnie przytuliła.
- To jak, zgadzasz się na nasz wspólny dzień?
- Oczywiście, że tak, już nie mogę się doczekać.
- Ja tak samo. - Spojrzałem na zegarek, była 17:45. - Muszę już iść.
- Już?
- Tak, robię kolację dla rodziny i Ellingtona.
- Polubili twoje dania, co?
- Tak. Ok, ja idę, ale jutro będę cały twój. - Powiedziałem i pocałowałem ją w policzek.
- Odprowadzę cię do furtki. - Powiedziała i zeszliśmy na dół.
- Do widzenia. - Powiedziałem.
- Ross, już idziesz? - Zapytała pani Ellen.
- Tak, bo robi kolację dla rodziny i przyjaciela. - Wyjaśniła za mnie Laura.
- Coś zrobiłeś, a to jest twoja kara? - Zapytał pan Damiano.
- Nie, wszystkim smakują moje posiłki, a ja lubię jak ludzie są szczęśliwy.
- Ty to jesteś ideałem. - Powiedziała Vanessa, która nagle pojawiła się w salonie.
- Ja bym tak o sobie nie powiedział. - Odpowiedziałem.
- I do tego skromny. - Dodał pan Damiano.
- Tak, między innymi dlatego z nim jestem. - Powiedziała Laura I mnie przytuliła. Po dziesięciu minutach rozmawiania już ostatecznie pożegnałem się z rodziną Marano i wróciłem do swojego domu. Wyjaśniłem rodzicom, że tata Laury zgodził się na jej wyjazd ze mną i, że została już tylko ona, a sam poszedłem do kuchni, aby przygotować posiłek, czyli wspomnianą wcześniej sałatkę warzywną. Wszystkim oczywiście smakowała. Po kolacji poszedłem się umyć i przebrany w piżamę poszedłem spać. Zasnąłem z myślą co przyniosą mi kolejny dni. Następnego dnia obudziłem się dość wcześnie, o 5:30 ponieważ muszę się jeszcze pożegnać z rodziną, a potem przygotować kolację. Jeszcze w piżamie zszedłem na dół i wszedłem do kuchni, aby wszystkim zrobić śniadanie. Oczywiście zdecydowałem się zrobić naleśniki. O 6:00 przychodzi do nas Ellington ponieważ on też jedzie do Paryża, więc będzie miał okazję spróbować mojego popisowego dania. Znając życie, pewnie przyjdzie do nas bez śniadania, więc to mi tylko ułatwi zadanie. Naleśniki były gotowe po pół godzinie, w tym czasie w jadalni pojawili się już wszyscy z mojej rodziny oraz Ell. Każdemu nałożyłem jego porcję i usiadłem razem z rodziną przy stole. Moje rodzeństwo z zaciekawieniem patrzyło na naszego przyjaciela. On po chwili musiał to zauważyć, bo zapytał.
- O co chodzi?
- Czekamy na twoją minę, gdy spróbujesz naleśników Rossa. - Wyjaśniła Rydel.
- Nie będziesz żałował. - Dodał mój tata.
- Ok, to spróbuję. - Powiedział i włożył kawałem do ust. Jego mina była bezcenna. Wyglądał głupio, a jednocześnie śmiesznie. Wszyscy zaczęliśmy się z niego śmiać, on sam również. Po skończonym posiłku wróciłem do swojego pokoju i wziąłem poranny prysznic, a potem przebrałem się w inne ubranie. Odprowadziłem rodzinę na lotnisko, moja mama normalnie nie chciała się ze mną rozstać, ale pocieszał ją fakt, iż zobaczy mnie już jutro. Z lotniska poszedłem prosto do swojego domu. Z kuchni napisałem do Laury SMS'a: „Mam pytanie, mogę przyjść po ciebie o 13:00, a stamtąd zaprowadzę cię w super miejsce?” - Napisałem. Po chwili brunetka odpisała mi. - „Oczywiście, będę na ciebie czekać.” - Dalej już nic jej nie napisałem tylko wziąłem się za robienie rocznicowej kolacji. Upiekłem babeczki z truskawkami – nasze ulubione, a także rogaliki maślane. Zrobiłem też ciasteczka owsiane i wszystko to włożyłem do koszyka wiklinowego. Zawiozłem wszystko na miejsce mojej randki z Laurą i wróciłem do domu. Tam przebrałem się w lepszy strój, wziąłem kwiaty, które kupiłem wczoraj i poszedłem do Laury. Zadzwoniłem dzwonkiem, a już po chwili drzwi się otworzyły. Stał w nich pan Damiano.
- Dzień dobry. - Powiedziałem.
- Witaj Ross, wejdź proszę. - Odpowiedział i wpuścił mnie do środka. Przywitałem się tam z mamą i siostrą Laury, a potem czekałem aż zejdzie moja dziewczyna. Nie musiałem długo czekać gdyż pojawiła się w salonie po pięciu minutach. Wyglądała niesamowicie, aż zabrakło mi tchu w piersiach.
- Cześć Ross. - Powiedział. - I jak wyglądam? - Zapytała po czym obróciła się wokół własnej osi co sprawiło, że wyglądała jeszcze piękniej.
- Niesamowicie. - Odpowiedziałem gdy stanęła na wprost mnie. - To dla ciebie. - Powiedziałem i wręczyłem jej kwiaty.
- Dziękuję, – Odpowiedziała. Podała kwiaty swojej mamie, a ta wstawiła je do wazonu. - To my już idziemy. - Skierowała się do rodziców. Wzięła z wieszaka różową torebeczkę i przewiesiła ją sobie przez ramię. Pożegnaliśmy się z jej rodzicami i wyszliśmy. - To co będziemy robić? - Zapytała gdy byliśmy już poza domem.
- To niespodzianka. - Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Dziewczyna odwzajemniła gest i dodała.
- Uwielbiam niespodzianki, a te w twoim wydaniu są najlepsze.
- Dzięki. - Odpowiedziałem. Szliśmy jakieś 30 minut. Gdy byliśmy już niedaleko powiedziałem Laurze, aby zamknęła oczy, a ona wykonała moje polecenie. Po 10 minutach drogi pozwoliłem jej otworzyć oczy. Gdy to zrobiła oniemiała. - I jak, podoba ci się? - Zapytałem.
- Żartujesz? Tu jest pięknie. - Powiedziała i mnie przytuliła.
- Cieszę się, że ci się podoba. - Powiedziałem. Rozłożyłem koc, który wcześniej tutaj przywiozłem oraz koszyk i razem usiedliśmy przed literą “L” i wspólnie podziwialiśmy zachód słońca w Los Angeles. W czasie randki dużo rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Zanim się obejrzeliśmy zrobiło się już ciemno, więc zaczęliśmy wracać do domu. - Może zostaniesz dzisiaj u mnie na noc? - Zapytałem w czasie drogi.
- Chętnie, ale muszę się zapytać taty. - Później już nic nie mówiliśmy. Dotarliśmy pod dom Laury po 30 minutach. Dziewczyna do niego weszła, a ja spokojnie czekałem przy furtce. Po jakiś 10 minutach obok mnie pojawiła się szatynka z torbą w ręce. - Rodzice mi pozwolili, idziemy? - Powiedziała, a ja twierdząco przytaknąłem głową. Wziąłem od niej torbę i ruszyliśmy. W moim domu byliśmy po pięciu minutach. Zaniosłem torbę Laury, którą wzięła ze swojego domu, w łazience, a sam udałem się do salonu i usiadłem na kanapie obok brązowookiej.
- Chciałem cię o coś zapytać. - Zacząłem rozmowę.
- O co chodzi? - Zapytała Laura. Po jej zachowaniu wywnioskowałem, że trochę bała się mojej odpowiedzi.
- Jak sama wiesz moja rodzina wyjechała dzisiaj na dziesięć dni do Paryża. - Dziewczyna przytaknęła. - A ja lecę tam do nich jutro i nie wytrzymam tyle bez ciebie, więc chciałem cię zapytać, czy może nie poleciałabyś tam ze mną? - Laura początkowo spojrzała na mnie pytająco, ale potem powiedziała.
- Ja też tyle bez ciebie nie wytrzymam, ale serio chcesz żebym z tobą poleciała?
- Tak, moja rodzina też, a twojego taty się pytałem i wyraził na to zgodę.
- Wow, czyli pomyślałeś o wszystkim.
- Tak.
- To skoro tak stawiasz sprawę to.... zgadzam się.
- Serio? To super, lot jest jutro o 16:00, więc przyjdę po ciebie o 14:30, ok?
- Spoko. - Nagle nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Po chwili oczywiście zaczęliśmy się całować. Z każdą sekundą pocałunek ten był coraz bardziej namiętny. Ani ja, ani Laura nie chcieliśmy przerywać tej pięknej chwili. Po kilku minutach leżałem na Laurze podpierając się rękami. W pewnej chwili gdy Laura zaczęła podnosić moją bluzkę powiedziałem. - Czekaj, stop! - Dziewczyna spojrzała na mnie z przerażeniem, a ja kontynuowałem. - Nie chcę cię do niczego zmuszać.
- Do niczego mnie nie zmuszasz. - Odpowiedziała.
- Ale jesteś pewna, że tego chcesz? Może zróbmy to w odpowiednim czasie, gdy oboje będziemy na to gotowi.

- Ok. Ja też myślę, że lepiej zrobić coś przemyślanego, a potem tego nie żałować. - Potem jeszcze rozmawialiśmy. O 23:00 poszliśmy się umyć, a potem spać do mojego pokoju. Laura zasnęła wtulona we mnie, a ja 5 minut po niej.
**********
I jak? Podoba wam się? Tak jak obiecałam, rozdział jest dłuższy. Jeśli chodzi o to co napisała mi pewna osoba pod poprzednim rozdziałem, w opowiadaniu zacznie się coś dziać po balu, czyli jeszcze kilka rozdziałów. Mam nadzieję, że was tym nie zawiodłam.
Całuski ;-* Marta Lynch.

środa, 4 września 2013

(40) 4. Przygotowania & Upadek.

"Lepiej uważaj na siebie, bo nie chcę, aby następnym razem coś ci się stało." - Ross Lynch.
*Oczami Laury.*
Następnego dnia obudziłam się, jak zawsze, o 6:00. Dzisiaj jest piątek, więc jutro będę mogła się wyspać, a dzisiaj pójść później spać. Podeszłam do szafy i wybrałam z niej ciuchy. Następnie poszłam do łazienki, wykonałam poranne czynności i założyłam je na siebie. Robiąc sobie makijaż wyszłam z pokoju. Książki miałam już spakowane od wczoraj, więc nie musiałam tego dziś robić. Weszłam do kuchni, a tam mama akurat nakładała mi śniadanie. Przywitałam się z nią i zaczęłam konsumować kanapki. Gdy je zjadłam była 7:20, więc odniosłam talerz do zmywarki. Weszłam szybkim krokiem po schodach i jeszcze szybciej wzięłam swoją torbę z książkami. Gdy schodziłam usłyszałam pukanie do drzwi. Domyśliłam się, że to Ross. Krzyknęłam tylko - Wychodzę! - Nie czekając na żadną odpowiedź wyszłam z domu witając się wcześniej z blondynem. Szliśmy do szkoły trzymając się za ręce. Doszliśmy do niej za piętnaście ósma. Pierwszą naszą lekcją były dzisiaj zajęcia teatralne. Na nich pani Clark ogłosiła, że po lekcjach odbędzie się dekorowanie sali, a chętni mogą przyjść. Postanowiliśmy z Rossem pomóc. Kolejne lekcje mijały nam spokojnie. Pani dyrektor powiedziała, że do dnia balu nauczyciele nie będą nam nic zadawać, chociaż w szkole muzycznej nie ma takich zwykłych prac domowych tylko np. napisać i przećwiczyć piosenkę, czy też wymyślić choreografię to i tak wszyscy bardzo się cieszyli z owej nowiny. Po lekcjach razem z Rossem udaliśmy się pod salę gimnastyczną, w której miał się odbyć wyczekiwany przez wszystkich bal. Okazało się, że tylko my mogliśmy przyjść ponieważ reszta chętnych ma jeszcze lekcje. Nauczycielka dała nam potrzebne materiały, a sama udała się do pokoju nauczycielskiego, więc zostaliśmy z Rossem sami. Wieszaliśmy dekoracje w różne miejsca, jedne na górze, inne na dole. W pewnej chwili wpadłam na "genialny" pomysł. Gdy Ross nie patrzył postawiłam drabinę na środku sali gimnastycznej i zaczęłam się po niej wspinać. Chciałam powiesić na suficie jedną z dekoracji, ale gdy byłam już na górze i stałam na najwyższym szczebelku drabina się zachwiała, a ja zleciałam w dół. Byłoby już po mnie gdyby nie mój wybawca, oczywiście mowa tu o Rossie. To właśnie on w ostatniej chwili mnie złapał. Patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle blondyn powiedział.
- Lepiej uważaj na siebie, bo nie chcę, aby następnym razem coś ci się stało. - Po czym się uśmiechnął. Odwzajemniłam jego gest.
- Jesteś moim wybawcą. - Powiedziałam.
- Ja bym tak o sobie nie powiedział, ale to twoje słowa. - Powiedział, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. Gdy się opanowaliśmy Ross postawił mnie z powrotem na ziemi. Potem kontynuowaliśmy dekorowanie sali. Ze szkoły wyszliśmy dopiero po szesnastej, ale było warto, bo szczerze mówiąc dekorowanie sali wyszło nam znakomicie. Poszliśmy do Rossa, a w jego pokoju zaczęliśmy grać na pianinie. Tak się stało, że po godzinie napisaliśmy piosenkę, była całkiem fajna.
"1. I ja, i ty.
Spełniamy swoje sny.
U stóp mamy cały świat,
A nasza miłość jest jak kwiat.
Zawsze razem będziemy
I nigdy się nie rozstaniemy."*
Potem urządziliśmy sobie bitwę na poduszki, ale skończyło się tym, że Ross tak mnie uderzył poduszką, że ja upadłam na jego łóżko podcinając go przy tym, czego przyczyną było przewrócenie się blondyna na mnie. Wybuchliśmy śmiechem, a brązowooki przystojniak zszedł ze mnie i położył się obok mnie. Nadal śmialiśmy się niepohamowanym śmiechem. Gdy już w pełni się opanowaliśmy usiedliśmy spokojnie na łóżku mojego chłopaka. Rozmawialiśmy chyba na wszystkie możliwe tematy. W pewnej chwili chłopak poruszył temat balu. - Cieszysz się z tego balu? - Zapytał. Do balu zostały jeszcze tylko dwa tygodnie, więc jutro muszę sobie kupić sukienkę.
- Tak, cieszę się. - Odpowiedziałam. - Ale bardziej z tego, że idę tam z tobą.

- Ja tak samo. - Rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się do 21.00. Potem Ross mnie odprowadził pod mój dom. Weszłam do pokoju, umyłam się i poszłam spać.

* - Piosenka napisana przeze mnie, więc nie kopiować.
**********
Wiem, że rozdział krótki, ale następny będzie dłuższy. Nie miałam okazji zapytać was jak mija rok szkolny, więc zrobię to teraz. Jesteście zadowoleni? Do jakiej klasy chodzicie? Jeśli chodzi o mnie to jestem w połowie zadowolona. Chodzę do pierwszej klasy gimnazjum, która jest nową klasą, czyli są w niej uczniowie z różnych szkół, a ja jedyna jestem z czwórki, więc nikogo nie znam. Chciałabym wrócić do tamtej szkoły, ale musiałabym dojeżdżać, więc rodzice wydawali by więcej na bilety. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam moimi problemami.
Całuski ;-* Marta Lynch.

niedziela, 1 września 2013

(39) 3. Ogłoszenie & Zaproszenie na bal.

"Już myślałam, że mnie nigdy nie zaprosi, ale teraz gdy to nastąpiło jestem bardzo szczęśliwa, że jednak to zrobił." - Laura Marano.
*Oczami Rossa.*
Następnego dnia obudziłem się o 6:00. Dzisiaj jest poniedziałek, a do szkoły mam na 8:00, więc zostały mi jeszcze dwie godziny na umycie się, ubranie się, zjedzenie śniadania, spakowanie książek, wyjście, wstąpienie po Laurę i dojście z nią do szkoły. Powinienem się wyrobić. Wstałem z łóżka. W łazience umyłem się i ubrałem w wcześniej przygotowane ubrania. Dzisiaj rodzice robili nam śniadanie, więc miałem jeszcze czas na spakowanie książek. Tak też zrobiłem. Po dziesięciu minutach zszedłem na dół i zjadłem śniadanie - naleśniki. Gdy skończyłem, była już 7:20, więc wziąłem plecak i żegnając się z rodziną poszedłem do szkoły. Po drodze oczywiście poszedłem po Laurę i razem udaliśmy się do szkoły. Byliśmy tam 10 minut przed dzwonkiem. Naszą pierwszą lekcją była godzina wychowawcza. Równo o ósmej weszliśmy do sali nr 234. Ja usiadłem z Laurą, a Calum siedział z Raini. - Drodzy uczniowie mam nowinę od samej pani dyrektor. - Zaczęła pani Mark. - Otóż za trzy tygodnie w naszej szkole odbędzie się bal. - Wszyscy zaczęliśmy się cieszyć. Potem nauczycielka dała nam czas dla siebie, a każdy zaczął zapraszać swoją drugą połówkę. Przez cały ten czas Laura mnie obserwowała. Wiedziałem o co jej chodzi, ale udawałem, że nic nie wiem, gdyż miałem dla niej zaplanowaną niespodziankę.
- Coś się stało? - Zapytałem
- Nie, tylko,.... a nie... już nic. - Powiedziała.
- Na pewno?
- Tak.
*Oczami Laury.*
Byłam smutna, że Ross nie zaprosił mnie na bal. A może już nie chce ze mną być? Nie, powiedziałby mi o tym wprost. Myślałam o tej sprawie przez całą lekcję. Co jakiś czas kątem oka patrzyłam co robi Ross. Pisał coś w swoim zeszycie, ale nie widziałam co to było. Gdy zabrzmiał dzwonek na przerwę blondyn wybiegł z sali jak torpeda. Nie wiedziałam o co chodzi. - "Może później mi to wszystko wyjaśni." - Pomyślałam. Idąc w kierunku swojej szafki, widziałam jak każdy chłopak zaprasza jakąś dziewczynę na bal. Tylko mnie Ross nie zaprosił. Żeby dojść do mojej szafki trzebabyło przejść prawie całą szkołę. Ja byłam właśnie w połowie drogi. Nie musiałam się spieszyć, bo przerwa trwała 20 minut, a moja następna lekcja była w sali niedaleko mojej szafki. Gdy doszłam już do celu mojej podróży, otworzyłam szafkę, a tam była miła niespodzianka - pluszowy miś, który trzymał kartkę. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać tekst na niej zamieszczony. Było tam napisane: "Moja ukochana ślę do ciebie ten liścik w wielkim pośpiechu, jednak muszę ci powiedzieć żebyś po lekcjach spotkała się ze mną w sali artystycznej, gdyż mam dla ciebie niespodziankę." Wiedziałam, że ta kartka jest od Rossa. W duchu byłam z tego bardzo zadowolona. Wyjęłam z szafki książki na następną lekcję - muzykę i razem z misiem i kartką schowałam je do torby. Udałam się pod salę nr 159. Dalsze lekcje minęły bez niespodzianek. Z niecierpliwością wyczekiwałam dzwonka obwieszczającego koniec lekcji. W końcu się tego doczekałam i pełna zaciekawienia udałam się do sali artystycznej. Była ona całkiem duża. Znajdowała się w niej scena, na której często były wystawiane przedstawienia lub organizowane koncerty. Usiadłam w pierwszym rzędzie od sceny i czekałam. Nagle na ekranie znajdującym się na scenie zaczął wyświetlać się taki jakby film. Pojawiła się w nim duża litera "B". W tej chwili jakiś głos powiedział. - "B" ponieważ bardzo cię kocham. - Potem pojawiła się litera "A". - "A" jak atrakcyjna przyszłość, która nas czeka. - Następnie pojawiła się litera "L". - "L" ponieważ lubię w tobie absolutnie wszystko. - Na tym skończył się ten pokaz, ale po chwili na scenie pojawił się Ross z wielką kartką, na której było napisane "BAL?". Wiedziałam o co konkretnie mu chodzi. Szybko weszłam na scenę i przytuliłam blondyna z całych sił szepcząc mu do ucha. – "Tak" - Byłam szczęśliwa. Ross chwycił mnie za rękę i razem wyszliśmy ze szkoły. Chłopak odprowadził mnie pod dom, a ja po pożegnaniu się z nim pobiegłam do swojego pokoju i szczęśliwa rzuciłam się na łóżko.
*Oczami Rossa.*
Jak zawsze w czasie powrotu ze szkoły odprowadziłem Laurę pod jej dom. Gdy się z nią pożegnałem zacząłem iść w kierunku mojego domu. Gdy byłem już obok niego wpadła na mnie jakaś blondynka, średniego wzrostu. - O Jezu, przepraszam. - Powiedziała.
- Nic się nie stało. - Gdy podniosła głowę olśniło mnie. - Olivia? - Zapytałem.
- Tak, czekaj, czekaj, Ross?
- Tak, co ty robisz w Los Angeles?
- Za trzy tygodnie znów się tu przeprowadzam, a jak na razie odwiedzam starych znajomych.
- To fajnie. A do jakiej szkoły będziesz chodziła?
- Do tej muzycznej.
- Ja też tam chodzę. Może wejdziesz do nas, pogadamy.
- Jasne, mam jeszcze dużo czasu zanim przyjedzie po mnie mój tata. - Oboje weszliśmy do domu mojej rodziny i usiedliśmy na kanapie w salonie. - No, opowiadaj co tam u ciebie słychać. - Powiedziała blondynka.
- Jakoś leci, ale pewnie większość wiesz o mnie z gazet, prawda?
- Tak, szczególnie tą akcję z tobą i Maią, współczuję.
- Nie musisz. Teraz jestem szczęśliwy.
- Serio?
- Tak, mam dziewczynę, którą kocham najbardziej na świecie.
- Masz dziewczynę? Cieszę się, to pewnie Laura Marano, mam rację?
- Tak, muszę was ze sobą koniecznie poznać.
- Tak, musisz. - Zauważyłem na twarzy blondynki smutek.
- Coś się stało? - Zapytałem z czułością i troską.
- Nie nic, tylko po prostu za tobą tęskniłam.
- Ja za tobą też. - Po tych słowach wstaliśmy z kanapy i przytuliliśmy się do siebie, ale wiadomo, tak po przyjacielsku. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Nie puszczając Olivii krzyknąłem. - Proszę!!! - W tym momencie w drzwiach pojawiła się... Laura. Z jej wyrazu twarzy mogłem wyczytać zdziwienie. - Laura, hej. - Powiedziałem i puściłem Liv. - To jest Olivia, kiedyś się z nią przyjaźniłem. Olivia to jest Laura, moja dziewczyna. - Skierowałem się do blondynki.
- Miło mi cię poznać. - Powiedziała Liv i wyciągnęła rękę w kierunku Laury. Ona odpowiedziała jej tym samym i uścisnęła ją. Po 30 minutach Olivia musiała się już zbierać, więc ja i Laura zostaliśmy sami. Poszliśmy do mojego pokoju. Gdy zamykałem drzwi dziewczyna powiedziała.
- Podobasz jej się.
- Komu? - Zapytałem nie wiedząc o co chodzi.
- Olivii.
- Co? Czemu tak myślisz?
- Widać jak na ciebie patrzy, a gdy mówisz świecą jej się oczy.
- No cóż, nie wiem czy czuje coś do mnie, czy też nie, ale jedno jest pewne, ja kocham ciebie i tylko ciebie. - Powiedziałem i ją pocałowałem.
- Aww to słodkie Ross.
- A właściwie w jakiej sprawie do mnie przyszłaś?
- Tak chciałam się spotkać.
- Aha, może coś obejrzymy?

- Ok. - Wybraliśmy film pt. "Przewrotni kochankowie." Był wzruszający. Po skończonym seansie odprowadziłem Laurę do domu, bo było już późno, a sam poszedłem do siebie i umyty poszedłem spać.
******
I jak? Podoba wam się rozdział? Mam nadzieję, że tak. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo szykuję się właśnie na jutrzejsze rozpoczęcie roku szkolnego, ale się się stresuję.
Całuski ;-* Marta Lynch

piątek, 30 sierpnia 2013

(38) 2. Pobudka & Słodkie śniadanie.

"Niektórzy ludzie potrafią nas zaskakiwać, jedni w miły sposób, a drudzy w niemiły." - Laura Marano.
*Oczami Laury.*
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, bo o 8:00, a biorąc pod uwagę, że zasnęłam dość późno, powinnam obudzić się najwcześniej po 10. Zauważyłam, że nie ma obok mnie Rossa. Trochę się zdziwiłam, ale pomyślałam, że pewnie musiał iść wcześniej do domu. Podeszłam do mojej szafy, wybrałam ciuchy i weszłam do łazienki. Tam wykonałam poranne czynności i przebrana zeszłam na dół, ale usłyszałam dziwny dźwięk dobiegający z kuchni. Postanowiłam to sprawdzić, ale okazało się, że to Ross, który właśnie kończył robić śniadanie. Bardzo ucieszyłam się, że jednak został i jeszcze zrobił śniadanie. - Jak się spało, moja księżniczko? - Zapytał i pocałował mnie w czoło.
- Świetnie, a to dlatego, że był przy mnie mój książę. - Powiedziałam po czym się uśmiechnęłam, a blondyn odwzajemnił mój gest.
- Heh, to twój książę poda zaraz swojej księżniczce królewskie śniadanie. - Powiedział i oboje wybuchliśmy śmiechem. Ross podał mi zrobione przez niego naleśniki z owocami. Sam też nałożył sobie dwa. Powiem szczerze te naleśniki były wyborne, nigdy nie jadłam lepszych. Czuję, że Ross to urodzony kucharz. - I jak? Smakują ci? - Zapytał w czasie posiłku.
- Oczywiście, że tak, nigdy nie jadłam lepszych. - Powiedziałam najszczerszą prawdę.
- Dziękuję, schlebia mi to. - W tej chwili Ross spojrzał na swój zegarek i powiedział. - Jest już 9.00, więc lepiej będzie jak wrócę do domu. - Pocałował mnie w policzek i zmierzał w kierunku drzwi wejściowych, ale szybko krzyknęłam.
- Poczekaj! - Podeszłam do niego bliżej i patrząc w te jego piękne brązowe oczy powiedziałam. - A może pójdziesz do domu się przebrać i potem tu wrócisz, bo nie chcę czekać sama na moich rodziców i siostrę. - Ross uśmiechnął się do mnie po czym powiedział.
- Z chęcią, daj mi pół godziny, bo muszę wziąć prysznic, przebrać się i jeszcze rodzice coś ode mnie chcieli, więc muszę z nimi porozmawiać, ale za góra 30 minut jestem. - Powiedział stojąc już na zewnątrz.
- Ok. - Powiedziałam, a chłopak odszedł w kierunku swojego domu. Zamknęłam za nim drzwi i weszłam do swojego pokoju. Z szuflady w biurku wyjęłam pamiętnik i zaczęłam w nim pisać.
Drogi pamiętniku!
Moje życie jest cudowne. Mam najlepszego chłopaka pod słońcem, który sprawia, że każdego ranka budzę się z uśmiechem na twarzy i chce mi się żyć. Przyjaciół i rodzinę, którzy mnie wspierają. Chodzę do wymarzonej, a zarazem najlepszej szkoły muzycznej w Stanach. Jestem szczęśliwa i nie zamieniłabym mojego życia na żadne inne. Zazwyczaj jestem optymistką, ale mam tylko nadzieję, że nic już nigdy nie zniszczy ani mojego szczęścia, ani moich przyjaciół............. Całuski Laura <3
Gdy skończyłam pisać w moim domu rozległ się dzwonek do drzwi. - "To pewnie Ross." - Pomyślałam i zbiegłam na dół po schodach co wcale nie należało do prostych czynności ponieważ miałam na nogach obcasy. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam, a za nimi oczywiście stał nikt inny jak sam Ross. Wpuściłam chłopaka do środka i razem usiedliśmy na kanapie w salonie. Ross objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. W tej pozycji oglądaliśmy telewizję. Moi rodzice oraz Vanessa wrócili do domu o 14:00, czyli tak jak mi napisała mama. Ross zachował się jak prawdziwy dżentelmen ponieważ zaproponował pomoc we wnoszeniu walizek. Rodzice zgodzili się, bo blondyn nalegał. Ross siedział u nas jeszcze godzinę, aż powiedział. - No nic ja już chyba będę się zbierał. - Wstał z kanapy w salonie i zmierzał w kierunku drzwi gdy nagle moja mama krzyknęła.
- Poczekaj Ross, może zostaniesz u nas na obiedzie? - Stanowczo byłam za.
- Serio? A nie będę się narzucał? - Zapytał Ross.
- Ależ skąd? Będzie nam nawet miło jak zostaniesz u nas dłużej. - Powiedział mój tata. Widać było, że moja rodzina bardzo polubiła mojego chłopaka.
- To skoro tak to oczywiście, że zostanę. - Odpowiedział chłopak i z powrotem usiadł obok mnie na kanapie.
*Oczami narratora.*
Wszyscy zasiedli do stołu o 15:30 w celu zjedzenia obiadu. Ross chociaż był gościem pomagał w przygotowaniu posiłku razem z Laurą. Nikt o tym nie wie, ale nasz blondyn skrycie interesuje się gotowaniem i wychodzi mu to znakomicie, choć on sądzi, że jego dania są zwyczajne. W czasie obiadu pan Damiano zadał Rossowi pytanie. - Ross, czy możesz pójść ze mną na chwilę do kuchni, chciałem cię o coś zapytać. - Chłopak odpowiedział twierdząco i razem udali się do kuchni. Pan Damiano od razu zaczął rozmowę z chłopakiem jego młodszej córki. - Wiesz Ross, nie będę ukrywał, że polubiłem cię od naszego pierwszego spotkania. Cieszę się, że moja córka jest właśnie z kimś takim jak ty. Wierzę, że jej nie skrzywdzisz, ale właściwie jedno pytanie ciągle nie daje mi spokoju.
- Jakie? - Zapytał spokojnie chłopak, choć tak naprawdę nie wiedział, czy ma się bać, czy nie.
- Czy moja córka nadal jest dziewicą? - Rossa speszyło to pytanie, więc nic dziwnego, że kiedy je usłyszał zrobił wielkie oczy. Laura podsłuchiwała całą tą rozmowę i tak samo jak on zdziwiła się, że jej tata zadaje takie pytanie. Ross w końcu odpowiedział na nie.
- Mogę pana zapewnić, że jest. Myślę, że ja i Laura nie dorośliśmy jeszcze nawet do tego, aby rozmawiać na takie tematy. Po tym co Laura przeżyła gdy dowiedziała się, że Avan ją zdradził, stała się bardziej nieufna. Z resztą ja też, ale jedno jest pewne, nawet gdybym chciał, nie zmusiłbym Laury do czegoś czego nie chce, proszę pana. Może mi pan wierzyć. - Laura była zadowolona z tego co powiedział jej chłopak. Pan Marano klepnął przyjacielsko Rossa po ramieniu.
- Mów mi Damiano. - Powiedział. - Z takim podejściem, mówię ci od razu, masz u mnie wielki plus chłopcze. Mogę powierzyć ci moją córkę bez obawy, że ją wykorzystasz. Po tym co was oboje spotkało, jestem pod wrażeniem, że tak dobrze się trzymacie, szczególnie ty Ross.
- Tak, ja też, ale po prostu starałem się wtedy myśleć tylko o Laurze, o tym co ona czuje, a swoje uczucia zostawiłem na sam koniec.
- Podziwiam cię chłopcze, witaj w naszej rodzinie. - Po tych słowach Damiano przytulił chłopaka swojej córki. Był wzruszony tym co powiedział, ale starał się to ukryć. - Pamiętaj, że zawsze jesteś tu mile widziany. - Dodał gdy już go puścił.
- Dziękuję. - Ross i Damiano wyszli z kuchni. Laura już wcześniej zdążyła się ulotnić z tamtych okolic. Wszyscy dokończyli jeść obiad w miłej atmosferze. Po 16 Ross pożegnał się z domownikami, bo musiał już wracać do domu. Laura zaproponowała, że odprowadzi go do furtki gdyż jego dom był tylko 6 domów od niej, a nie chciała wracać sama. Przez całą drogę nic nie mówili. Dopiero przy furtce dziewczyny Ross powiedział. - Wiem, że słyszałaś jak twój tata ze mną rozmawiał w kuchni. - Dziewczyna była zdziwiona, ale odpowiedziała.
- Chciałam tylko sprawdzić o co cię wypytuje, ale.... - Chłopak dokończył za nią.
- Nie spodziewałaś się, że zapyta właśnie o to, prawda?
- Tak, ale cieszę się, że właśnie tak mu odpowiedziałeś.
- Mówiłem całą prawdę.
- A to o tym, że odstawiłeś swoje uczucia i myślałeś o mnie, to też prawda?
- Oczywiście. Wtedy tylko ty się dla mnie liczyłaś.
- Aww, to słodkie Ross.

- Dzięki. - Ross i Laura spojrzeli sobie w oczy i zaczęli się do siebie zbliżać. Po kilku sekundach nastąpił pocałunek. Był czuły i szczery, jak zawsze. Całowali się 15 - 20 sekund, ale żadne z nich nie chciało przerywać tej pięknej chwili. Gdy skończyli Ross pocałował jeszcze dziewczynę w policzek i odszedł mówiąc "pa". Dziewczyna odpowiedziała tym samym i wróciła do swojego pokoju. Nie wiedziała jednak, że całą tą sytuację obserwowali jej rodzice. Byli zadowoleni, że ich córka jest właśnie z tym, a nie innym chłopakiem. Wszyscy siedzieli w swoich pokojach do 21, ale Laura musiała iść wcześniej spać ponieważ jutro szkoła. Umyła się, przebrała w piżamę i zadowolona zasnęła.
********
Ta da, o to kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jestem pod wielkim wrażeniem liczby osób głosujących w ankiecie odnoście par w finale 2 sezonu, nie przypuszczałam, że będzie was aż tyle.
.Całuski :-* Marta Lynch

wtorek, 27 sierpnia 2013

(37) 1. Stare miasto & Nowe życie.

"Wszystko zaczyna się na nowo, nowe przygody, nowi ludzie, nowe kłopoty." - Marta Lynch.
*Oczami narratora.*
Życie naszych bohaterów zmieniło się diametralnie, oczywiście, jak na razie, na lepsze. Są teraz o rok starsi i stali się bardziej dojrzali. Ross i Laura są razem bardzo szczęśliwi. Avan i Maia, którzy okazali się sprawcami pobicia Rossa zastali skazani na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Dodatkowo byli zobowiązani zwrócić rodzinie Rossa koszty leczenia chłopaka, a były one niemałe. To samo stało się z pozostałymi członkami napadu. Bardzo wstydzili się tego co zrobili, więc zamieszkali na stałe w Australii i obiecali już nigdy więcej nie zbliżać się do Rossa, ani do jego przyjaciół i rodziny. Zmieniło się także miejsce akcji. Teraz wszyscy mieszkają w mieście aniołów, zwanym potocznie „Los Angeles”. Chodzą tam do szkoły artystycznej i czują, że to jest ich miejsce na ziemi. Laura, Ross i Raini zapisali się na wydział aktorsko - muzyczny, a Calum aktorsko - filmowy. Żadne z nich nie zamierza się stąd nigdzie indziej ruszać. Laura siedziała teraz w swoim pokoju i przygotowywała się na swoją randkę z Rossem. Satysfakcjonował ją fakt, iż po wielu niedogodnościach ze strony losu w końcu odnaleźli wspólne szczęście. Pokój tejże nastolatki znajdował się na pierwszym piętrze w domku rodziny Marano. Był on całkiem duży i pełen dziewczęcych i młodzieżowych barw - fioletu i szarości. Na wprost jasnobrązowych drzwi, pod oknem, znajdowało się biurko, na którym leżał notebook firmy ACER w kolorze błękitu. Obok stał różowy regał na książki i inne bzdety. Po lewej zaś stronie drzwi stała szara trzy - szufladowa komoda z czarnymi bokami i pomarańczowymi uchwytami. Na wprost niej znajdowało się duże dwuosobowe łóżko w kolorze jasnego fioletu. Przy samych drzwiach stała jasnobrązowa szafa. Na ścianach tego właśnie pokoju można było dostrzec plakaty różnych celebrytów i zespołów takich jak: Selena Gomez, One Direction, a także R5, który Laura wręcz uwielbiała. Wisiały na nich również pojedyncze półki. W tej właśnie chwili Laura podeszła do swojej szafy i zaczęła przebierać w ubraniach w celu znalezienia odpowiedniego stroju na randkę. Po kilkuminutowych poszukiwaniach szatynka zdecydowała się na ciemnozieloną sukienkę przed kolana. Nie była ona zbyt wyzywająca, więc między innymi dlatego dziewczyna się na nią zdecydowała. Do tego dopasowała szeroki złoty pasek oraz czarne sandały na małym koturnie. Zadowolona weszła do łazienki i przebrana zaczęła robić sobie makijaż. Usta pomalowała jasnoczerwonym błyszczykiem, a oczy podkreśliła czarnym tuszem do rzęs. Paznokcie na dłoniach pomalowała na czarno, zaś te na stopach na czerwono. Włosy zostawiła rozpuszczone. Zadowolona z efektu swojej krótkiej, aczkolwiek ciężkiej pracy zdjęła z haczyka swoją czarną torebeczkę i włożyła do niej niezbędne według niej rzeczy m. in. telefon, chusteczki higieniczne, portfel z pieniędzmi oraz błyszczyk do ust. Laura gotowa już w stu procentach spojrzała po raz ostatni na swoje odbicie w lustrze gdy nagle w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Jak każdy przypuszcza był to oczywiście Ross. Dziewczyna poprawiając się jeszcze raz złapała za klamkę i schodząc po drewnianych schodach przywitała się z chłopakiem, którego wcześniej wpuściła mama dziewczyny. Gdy była już na dole przytuliła go zupełnie tak jakby nie widzieli się co najmniej rok, chociaż tak naprawdę trwało to tylko parę godzin. Ross pochwalił wygląd szatynki, a ta podziękowała mu. Zakomunikowała swojej rodzinie, że wychodzi i już po ułamkach sekundy razem ze swoim ukochanym znaleźli się poza "rezydencją" rodziny Marano. Szli wolno, ciągle przy tym rozmawiając i śmiejąc się. Pogoda była słoneczna, więc mogli być spokojni o to, że na pewno nie będzie tego dnia deszczu. Postanowili przed randką wybrać się do pobliskiego parku na spacer. Tam też się wybrali. Park znajdował się niedaleko centrum miasta. Rosły w nim drzewa, krzewy oraz różnego rodzaju kwiaty. Na samym jego środku znajdowała się fontanna, a wokół niej ławki. W parku tym było bardzo zielono i ładnie. Nasza ukochana para usiadła na jednej z ławek i zaczęła ze sobą rozmawiać na różne ciekawe tematy. Nagle ze strony Laury pojawiło się pytanie, którego nigdy wcześniej nikomu nie zadała. - Za co mnie kochasz? - Zapytała. Ross spojrzał na nią po czym się uśmiechnął.
- Za co cię kocham? To proste, kocham cię za to, że zawsze umiesz mnie pocieszyć i rozśmieszyć. Kocham cię za twoją mądrość i twój talent. Za twoją charyzmę i osobowość. Kocham cię za wszystko, nawet wady..
- Aww, to słodkie. Cieszę się, że kochasz mnie za te wszystkie rzeczy, które wymieniłeś, a nie tak jak mówią inni, za urodę i wygląd.
- Pamiętaj, nie kocham cię, bo jesteś piękna, jesteś piękna, bo cię kocham.
- Aww, to mega słodkie Ross. - W ramach podziękowania dziewczyna pocałowała blondyna w policzek. - Dziękuję, że tak mówisz.
- Nie ma za co. Idziemy już na tą randkę?
- Jasne. - Wstali z ławki i udali się w stronę kawiarni "Raj", bo tam mieli zjeść razem obiad. Zamówili swoje wspólne ulubione danie – naleśniki z owocami i bitą śmietaną. Posiłek jedli ciągle przy tym rozmawiając. Na każdej randce zachowywali się normalnie, jak przyjaciele, a nie idealna para, której nie ma. Pod dom Laury Ross odprowadził ją po godzinie 18. Rozmawiali jeszcze długo przed furtką, a na ostateczne pożegnanie pocałowali się namiętnie. Laura weszła do swojego domku, a Ross stał jeszcze chwilę przy furtce, a potem ruszył w stronę swojego domu. Laura nie zastała nikogo w swoim domu. Dostrzegła za to na stole w kuchni karteczkę zaadresowaną do niej.
Droga Lauro!
Ja, tata i Vanessa musieliśmy jechać do babci i wrócimy jutro po 14. Dom masz do swojej dyspozycji. Możesz zaprosić na noc Rossa tylko nie szalejcie za bardzo.
Kocham Mama.
Dziewczyna pomyślała tylko – "Mamo, daj spokój". - Szybko wybiegła na dwór w celu zatrzymania Rossa. Na szczęście nie odszedł za daleko jej domu. - Ross! - Krzyknęła, a chłopak odwrócił się w jej stronę i podszedł bliżej dziewczyny. - Nikogo nie ma w moim domu, a ja nie chcę siedzieć sama, więc może zostaniesz u mnie na noc. Co ty na to?
- Sam nie wiem.
- Proszę, mama mi pozwoliła.
- To skoro tak to chętnie. Zapytam się tylko rodziców.
- Ok. - Dziewczyna weszła do domu, a blondyn został na zewnątrz i zadzwonił do rodziców. Po jakiś dziesięciu minutach rozmowy przez telefon wszedł do domku Laury i powiedział.
- Rodzice pozwolili mi u ciebie zostać na noc, więc, co robimy?
- Może obejrzymy jakiś film.
- Ok, to ty wybierz, a ja zrobię przekąski.
- Spoko. - Szatynka poszła do salonu, a blondyn do kuchni. Laura długo szukała odpowiedniego filmu, aż w końcu wybrała seans pt. "3 metry nad niebem." W tym czasie Ross przygotowywał popcorn oraz dwie cole z lodem i słomkami. Po pięciu minutach razem usiedli na kanapie w salonie i zaczęli oglądać film. Wkrótce, jednak seans zszedł na drugi plan, bo nasza para zaczęła się do siebie przytulać, aby po chwili zacząć się namiętnie całować. Całowali się już jakiś czas i żadne z nich nie chciało przerywać tej pięknej chwili. Jednak musieli gdyż do Laury niespodziewanie zadzwonił telefon. Dziewczyna chcąc nie chcąc musiała go odebrać, gdyż okazało się, że to jej mama. - Tak mamo, coś się stało? - Zapytała odbierając połączenie.
- Nie nic tylko tak dzwonię z zapytaniem jak się bawicie. - Odpowiedziała jej kobieta.
- Dobrze, oglądamy film w salonie.
- Ok, ale pamiętaj, nie szalejcie za bardzo.
- Mamo!!
- Ok, ok, bawcie się dobrze.
- Dzięki mamo, kocham cię.
- Ja ciebie też. - Po skończonej rozmowie Laura opowiedziała wszystko Rossowi. Pominęła jednak jeden nieistotny fakt. Film dokończyli oglądać już bez żadnych przygód. Potem obejrzeli jeszcze jeden - "LOL", a potem zdecydowali się na horror. Wybrali horror pod tytułem "Mama". Dla szatynki był on zbyt straszny, więc co minutę musiała się ze strachu przytulać do blondyna.
- Nie bój się. - Powiedział Ross. - Jestem przy tobie i zawsze będę. - Dziewczynie od razu zrobiło się lepiej i wtuliła się w Rossa z czułością i miłością. On z kolei objął ją ramieniem. W tej pozycji dokończyli oglądać film. Seans skończył się po 1 w nocy, więc mieli jeszcze dużo czasu, aby się czymś zająć. Postanowili trochę porozmawiać, jednak po przegadaniu wszystkich możliwych tematów woleli się do siebie trochę poprzytulać. - Kocham cię. - Powiedział blondyn. Laura spojrzała Rossowi w oczy i powiedziała w pełnym przekonaniu.
- Ja też cię kocham. - Po jakiś 30 minutach Laura zasnęła na ramieniu blondyna, a on nie miał serca jej budzić, więc wziął dziewczynę na ręce i wchodząc po schodach zaniósł do jej pokoju. Ułożył szatynkę wygodnie na łóżku, przykrył kołdrą, a gdy miał już zamiar opuścić pokój, dziewczyna złapała go za rękę i powiedziała mając nadal zamknięte oczy. - Ross, proszę śpij dzisiaj ze mną. - Chłopak nie protestował i już po kilki sekundach znalazł się obok dziewczyny. Objął ją ramieniem, a ona za to wtuliła się w niego kładąc głowę na jego torsie (klatce piersiowej). W tej właśnie pozycji oboje zasnęli.
*********
Proszę bardzo, tak jak obiecałam tak zrobiłam, nowy rozdział dodałam w wyznaczonym przeze mnie czasie. Pewnie zauważyliście, że nie ma na końcu "W następnym rozdziale", ale to dlatego, że teraz będę umieszczać to obok wpisów. Za chwilę dodam ankietę odnoście 2 sezonu i zachęcam was do głosowania.
Całuski ;-* Marta Lynch
P. S. Piszcie w komach jeśli spodziewaliście się innego rozpoczęcia.

Drobna zmiana planów.

Ten post dotyczy rozdziału,  który miał się dzisiaj pojawić. O tuż rozdział się dzisiaj pojawi, ale dopiero po 19. Na moje usprawiedliwienie napiszę wam, że dzisiaj jechałam po zeszyty na nowy rok szkolny i inne bzdety,  a za chwilę jadę odebrać książkę, więc ten wpis to tak na szybko z mojego nowego tableta. Mam nadzieje, że nie będziecie mi mieli za złe, że wstawie go z takim opóźnieniem,  ale dzisiaj jestem w ciągłym biegu.
Całuski ;-* Marta.